Wydarzenia

Nieziemski bałagan, czyli nieautoryzowany przewodnik po singlach Ushera z „Raymond vs. Raymond”

Data: 21 marca 2010 Autor: Komentarzy:

ush0

Tak, drodzy państwo. Tytuł jest, myślę, dość wymowny, bo Usher ostatnio sporo namieszał w sprawie wydania swojego nadchodzącego krążka Raymond vs. Raymond (premiera podobno już 26 marca). Szczególnie niejasna wydaje się strategia promocyjna. Przez ciągłe zmiany i niespodziewane ruchy ze strony wytwórni (czy samego wykonawcy), odpowiedź na pytanie – co tak naprawdę jest singlem z Raymond vs. Raymond nie jest wcale taka oczywista…

Historia ta ma swój początek dawno temu, w październiku. Zupełnie nieoczekiwanie pojawiły się wtedy informacja o premierze kolejnego krążka Uszatka, i to jeszcze możliwie przed końcem 2009, oraz pierwszy, oficjalny wówczas, singiel – „Papers”. Kawałek dostał prowizoryczną okładkę, został wysłany do radia, wydany na iTunes, dotarł na szczyt amerykańskiej listy R&B, ale po kilku tygodniach okazało się, że… wcale nie jest singlem, i to wbrew wcześniejszym oświadczeniom, które zgodnie sugerowały taki stan rzeczy. Utwór bowiem nie spełnił komercyjnych oczekiwań wytwórni LaFace, która oczekiwała hitu przynajmniej na miarę „Yeah!”, albo chociaż „Love in This Club”, co w obu przypadkach równa się tak czy owak numerowi 1 na Hot 100 Billboardu. Biorąc pod uwagę te wygórowane oczekiwania, miejsce #31 musiało być bolesne… Nie ma się jednak czemu dziwić, bo „Papers” to badziewie jakich mało, i zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że najgorszy utwór Ushera w ogóle, a już na pewno najgorszy singiel! Tym właśnie sposobem „Papers” przestało być singlem, a oficjalnie uzyskało status buzz singla, czyli czegoś w rodzaju utworu promocyjnego wydawanego na długo przed premierą (wielce przekładanego zwykle) albumu. W rzeczywistości to nic innego jak nieudany właściwy pierwszy singiel, o którym wytwórnia postanowiła zapomnieć, bo powszechnie wiadomo, że tzw. lead powinien być mocny i najlepiej, jak już pisałem, trafić na szczyty szczytów wszelkich list przebojów.

ush1

W związku z tym, że „Papers” zostało poważnie zdegradowane do obsadzenia pozostała rola pierwszego, najważniejszego zwykle utworu promującego, na który wytypowano kolejną komercyjną papkę, ale już nieco lepszej jakości – „Hey Daddy (Daddy’s Home)”. Premiera radiowa nastąpiła na początku grudnia, ale po „Papers” odzew nie był już tak wyrazisty i na początku zanosiło się na jeszcze większą porażkę. Jakimś cudem jednak po kilku tygodniach stacje radiowe zaczęły go chwytać, utwór udostępniono na iTunes, w styczniu wypuszczono teledysk i machina zaczęła się obracać. Póki co kawałek podobnie jak „Papers” trafił „jedynie” na #31 miejsce Hot 100, ale w dalszym ciągu przybywa mu spinów w radiu i przy odrobinie pomyślności może uda mu się wywindować się do pierwszej dwudziestki. Tu zresztą zawiłość jest o tyle większa, że wersja radiowa kawałka jest o pół minuty dłuższa i zawiera gościnny wers Pliesa, natomiast albumowa i teledyskowa – nie. Oto sposób, jak można efektownie zamieszać.

ush2

To jednak zamieszania nie koniec, a jedynie początek. Bo kiedyśmy już wszyscy zapomnieli o istnieniu „Papers” i zaczęli układać fakty w jakiś w miarę zwarty ciąg logiczny, nagle okazało się, że do radia wypuszczono trzy kolejne utwory. Tak – trzy! To nie pomyłka. W rozgłośniach R&B zaczęto na potęgę grać rozerotyzowany banger „Lil’ Freak” z gościnnym udziałem popularnej ostatnio Nicki Minaj; w stacjach Urban AC, ni stąd ni zowąd airplay zaczęła zdobywać, wyciekła do sieci przed wieloma tygodniami, ballada „There Goes My Baby”; a w amerykańskiej telewizji (a u nas jedynie na youtube) pojawił się spot promujący 2010 NBA All-Star Game, w którym wykorzystano inny kawałek przeznaczony na nowy album – „More”. Konfuzja rozpoczęła się jednak dopiero, gdy pojawiły się plotki i spekulacje, bo „More” najpierw miało być pierwszym singlem międzynarodowym, później podobno nie miało być singlem wcale, a jedynie wykorzystano go w spocie, a ostatecznie nie było pewne czy kawałek w ogóle pojawi się na płycie. Według najświeższych doniesień „More” ma służyć jako bonus dla iTunes i jednocześnie jest radiowym singlem promocyjnym dla Raymond vs. Raymond.

ush3

Zarówno „Lil Freak”, jak i „There Goes My Baby” w ciągu ostatnich miesięcy zdobyły zdecydowanie spory airplay w amerykańskim radiu, biorąc pod uwagę, że cały czas solidnie promowano także „Hey Daddy”„Papers”. Nie ma się co jednak dziwić – to do tej pory jedyne dwa sensowne nagrania z nadchodzącego krążka, które wysłano do radia. Na początku utrzymywano, że oba utwory mają charakter stricte promocyjny i nie ma planów wydawania ich jako prawowite single, ale na chwilę obecną oba zostały wydane na iTunes, co zaowocowało w ich debiutach na Hot 100 kolejno na #43 i #71. Ponadto do „Lil’ Freak” podobno kręcony jest już teledysk i LaFace będzie promować ten utwór jako drugi oficjalny singiel. I to chyba ich pierwszy dobry wybór od bardzo dawna, zważywszy na to, że kawałek jest świeży i ma duże szanse przełamać złą passę Ushera, zarówno w mainstreamowych mediach, jak i w oczach krytyki.

ush4

To wszystko jednak w Stanach. W Wielkiej Brytanii premiera płyty obędzie się dopiero miesiąc później, bo 26 kwietnia. W międzyczasie planowane jest wydanie pierwszego międzynarodowego, a więc i europejskiego singla z płyty. Trzy tygodnie temu, wraz z wyciekiem kompozycji „Mars vs. Venus”, zresztą całkiem udanej, pojawiły się niepotwierdzone informacje, że to ona będzie reprezentować płytę w tej roli. Jednak już tydzień później Rap-Up podał, że jednak wydany zostanie w zamian kawałek „OMG” z gościnnym udziałem Will.I.Ama. Singli jest już przynajmniej sześć, a albumu jak nie było, tak nie ma. Co więc będzie kiedy płyta w końcu wyjdzie? Na ilu singlach planuje poprzestać Usher? Może na 15? To całkiem możliwe, bo właśnie tyle utworów znajdzie się na Raymond vs. Raymond.

Komentarze

komentarzy