
W dzisiejszych czasach, gdy internet codziennie zasypywany jest niezliczoną ilością darmowych produkcji, strasznie łatwo pogubić się w tym wszystkim i stracić chęć do dalszego poszukiwania młodych talentów. Ci, którzy mimo wszystko się nie poddają i brną dalej, odkrywają perełki. Niewątpliwie do tej kategorii zaliczyć można Stevena A. Clarka. Idąc dalej tropem przyrównywania do pereł i innych kamieni szlachetnych, ośmielę się użyć stwierdzenia – nieoszlifowany diament! Mocne? Na pewno prawdziwe! Poczekajcie tylko jak zacznie błyszczeć! Co prawda premiera jego debiutanckiego krążka Stripes miała miejsce 15 marca bieżącego roku, nie odbiła się ona jednak szerokim echem, a szkoda, bo jeśli nawet nie zasługuje on na duży hałas, to zdecydowanie na pomruki zadowolenia już na pewno tak. Bo czy można przejść obojętnie obok takiego głosu, takiej warstwy muzycznej? To co tworzy, to jak sam określa futurystyczny soul. Na rynku muzycznym ostatnimi czasy bardzo wielu artystów idzie tą drogą. Eksperymentując dźwiękiem, chcą wypracować coś niepowtarzalnego, wykraczającego poza utarte schematy. Steven jest gdzieś pomiędzy. Klasyczny soul to nie jest, ale J* DaVeY też jeszcze nie. Już pierwszy kawałek “Stranded” (mój zdecydowany faworyt) intryguje i pokazuje, że mamy do czynienia z artystą, chcącym przekraczać granice. Produkcją płyty i warstwą tekstową zajął się osobiście, przy niewielkiej współpracy z Mr.Familiar. Miejcie go na oku!


Komentarze