
Mówisz „Motown”, w pierwszej chwili myślisz – grupy wokalne. Oczywiście grupy o jednopłciowym składzie, oczywiście 3-4 osobowe z wyraźnym liderem, oczywiście śpiewające dziesiątki piosenek o szczęśliwej lub nie miłości. Zacznijmy zgodnie z regułą „ladies first”. Za najważniejszy kobiecy zespół motownowski przyjęło się uznawać The Supremes. Trio stało się nie tylko miłą dla oka wizytówką wytwórni, ale także ikoną afroamerykańskiej popkultury lat sześćdziesiątych. Ogromny sukces zapewniły takie hity zawierające słowo „love” w tytule jak „You Can’t Hurry Love”, „Baby Love”, „Stop! in the Name of Love”. Zastanawiające jest tylko, czemu inna żeńska paczka – The Vandellas – nie zyskała tego samego statusu co Diana Ross z koleżankami. Przecież też miały warunki i równie imponujący pakiet przebojów: „Heat Wave”, „Dancing in the Street”, „Jimmy Mack”, oraz właśnie „Nowhere To Run”.
Utwór trafił na wydany w 1965 roku album Dance Party i już wtedy był lekko w cieniu wspomnianego wyżej „Dancing…” współwyprodukowanego przez Marvina Gaye’a. Ale produkcją „Nowhere to Run” również zajęli się najlepsi – święta trójca Motownu, czyli Holland-Dozier-Holland, razem z muzykami z Funk Brothers. Ci ostatni wykazali sie pomysłowością, wykorzystując tutaj w ramach sekcji rytmicznej… łańcuchy do opon samochodowych. „Motor Town” do czegoś w końcu zobowiązuje. Kompozycja stała się obowiązkowym elementem repertuarów amerykańskich orkiestr marszowych i jednym z hymnów żołnierzy w Wietnamie. Martha Reeves śpiewa tutaj o niemożności ukrycia się przed echami dawnej miłości, ale podopieczni Wuja Sama na własny sposób utożsamili się z refrenem mówiącym o braku odwrotu. Świetny występ pani Marty, bardzo ubolewam, że jej kariera solowa nie przypominała kariery Diany Ross i zakończyła sie praktycznie na piosence do filmu „Willie Dynamite”, o której też zresztą mało kto pamięta.


Komentarze