
Zagadka – co łączy Marvina Gaye’a, Dianę Ross, Michaela Jacksona i popularny ostatnio zespół LMFAO? Odpowiedź: wszyscy byli praktycznie rodziną, gałęziami pokręconego drzewa genealogicznego, którego stabilnym pniem był sam szef Motown Records – Berry Gordy. Każdy kto choć minimalnie kojarzy fakty związane z historią wytwórni to wie dobrze, że Marvin ożenił się z Anną Gordy, siostrą Berry’ego (a rozpad tego związku zaowocował powstaniem najlepszego concept albumu w historii Motownu, czyli Here, My Dear, szerzej na ten temat innym razem). Z Dianą Ross szefa Motownu połączyło wspólne potomstwo – Rhonda Ross Kendrick. Inna z córek Berry’ego, Hazel, wyszła za Jermaine Jacksona, czyli najstarszego z muzycznego rodzeństwa Jacksonów, tych Jacksonów. A co z LMFAO? Członkowie tego duetu są odpowiednio synem i wnukiem C.E.O. Motownu, ale o tym to trochę szkoda gadać. Wszystko pozostaje w rodzinie, wszystko strasznie pokręcone.
Wśród potomków Gordy’ego znalazł się nawet taki, co potrafił nagrywać niezłe utwory (sorry LMFAO). Na pierwsze imię było mu Kennedy (po prezydencie), na drugie William (po Williamie „Smokeyu” Robinsonie), na nazwisko wiadomo jak. Muzykę postanowił jednak tworzyć pod pseudonimem Rockwell – ponoć właśnie dlatego, że nie chciał promować się poprzez eksponowanie nazwiska po tatusiu. Wydał w latach osiemdziesiątych trzy albumy: bardzo dobre Somebody’s Watching Me, bardzo średnie Captured i The Genie, którego szczerze to nie słyszałem. Wróćmy zatem do debiutu – jego wydanie poprzedził singiel o takim samym tytule, w którego nagraniu wziął udział Michael Jackson – już wtedy rozstany z Motownem i skupiony na megasukcesie Thrillera. Moim faworytem na albumie jest zaś inny singiel – „Obscene Phone Caller”. Napisany przez Rockwella i wyprodukowany przez Curtisa Anthony’ego Nolena track to mocne wejście Motownu w plastikową erę syntezatorów – efektowne, stylowe i z dowcipem.


Komentarze