Relacja z koszalińskiego występu Teielte

Data: 15 kwietnia 2012 Autor: Komentarzy:

Naiwny ten kto pojawił się w Plastelinie równo o 21:00 z nadzieją, że impreza zacznie się punktualnie. Przesunięcia w takich wypadkach są rzeczą naturalną i nie dziwił nawet fakt, że gdy MadMat3000 zaczął swój set ponad godzinę później niż przewidywano, publiczność wciąż była leniwa. Powszechnie wiadomo jednak, że pierwsze piwo, to takie na zachętę przy rozmowie ze znajomymi, pije się milej przy dobrych dźwiękach (niektórym np. dobrze się wtedy śpi na kanapach – wiadomo, mało osób na chacie ma takie nagłośnienie jakim dysponuje klub, jestem ciekawa jakie sny ma się wtedy – w połączeniu z alko chyba tak psychodeliczne jak wizualizacje, które puszczane były w tle). A takie niewątpliwie grał Mateusz, wprowadzając nas w klimat wytwórni You Know Me i niech żałują Ci, którzy przespali ten moment.

Następny bum musiał ich jednak szybko ocucić i przywrócić do życia. Prawdziwe bouncowanie zaczęło się gdy za konsolę wszedł nie kto inny, ale sam Invent (przy okazji sprawdzajcie jego świeżutki track – „Metal Slug”). Nagle w klubie ni stąd ni zowąd pojawiła się masa ludzi. Co ja mówię – to, że pojawili się w klubie to nic. Ważniejsze, że pojawili się na parkiecie! Dawno nie słyszałam tak udanego setu. Mocno hip hopowa stylistyka pozytywnie mnie zaskoczyła. Najlepsze jednak DJ zostawił na koniec i niestety po prawdziwym strzale w dziesiątkę, czyli remiksie „Niggas In Paris” Jaya-Z i Kanye Westa musieliśmy się pożegnać z Michałem. Myślę, że tym występem jego groupies powiększyło się o conajmniej dziesięć dziewczyn. W tym także o mnie. Jeszcze tego samego wieczoru pojawiły się głosy, że brak Inventa w Koszalinie spowodował spadek poziomu czwartkowych imprez w Plaście.

Największa nadzieja piątkowej imprezy, czyli długo wyczekiwany Teielte pojawił się przy konsolach około północy. Energetyczny live act Pawła (w końcu sponsorem był Burn!) spowodował, że ludzie w pewnym momencie przytłoczeni ilością wyśmienitych dźwięków stali w osłupieniu. Na szczęście stan ten nie trwał długo i wszyscy mogli wrócić do zabawy przy nutach z Homeworkz oraz Wooden Love. Długo by opisywać różnorodność dźwięków jaką zaprezentował nam artysta. Nawet teraz, za każdym razem kiedy słucham utworów Pawła przytłacza (w pozytywnym sensie!) mnie ilość kreatywności jaką dysponuje. Niestety jednak wszystko co dobre kończy się jakoś niespodziewanie szybko i dalszą zabawę nakręcał już Plastelinowy Joe oraz Radekk. Nie pozostaje mi nic innego jak zapytać, Teielte kiedy widzimy się znowu w Koszalinie? Koniecznie jak najszybciej! A jeśli i Wy nie mieliście okazji by poczuć moc U Know Me Records jak najszybciej wybierzcie się na ‚koncert’ tego Pana, bo ewidentnie warto.

Fotorelację z imprezy możecie zobaczyć TUTAJ. Za zdjęcia (i dobrą zabawę!) dziękuję Emilii Kachnicz.

Komentarze

komentarzy