Recenzja: Solange True EP

Data: 14 grudnia 2012 Autor: Komentarzy:

Solange

True (2012)

Terrible

True to wydawnictwo, którym Solange rzuca wyzwanie wszystkim, którzy widzą w niej jedynie „młodszą siostrę Beyonce”. Artystka podejmuje zdecydowaną próbę określenia swojego miejsca na muzycznej mapie, a pomaga jej w tym producent Dev Hynes. Mimo, że jest to jedynie zapowiedź albumu długogrającego, to wyraźnie wyznacza kierunek, w którym zmierzają jej poczynania. Materiał, który znalazł się na płycie jest dojrzały, świadomie wyselekcjonowany i dopracowany tak, by wciągać i uzależniać. Świetnym posunięciem jest przeniesienie słuchaczy w czasie. Klimat lat 80-tych tworzony przez  nieśmiertelne syntezatory czy pulsujące, nieskomplikowane linie basu, doskonale współgra z subtelnym wokalem Solange. Akcenty w stylu disco czy groove umiejętnie spięto klamrami R&B.

W przypadku True diabeł tkwi w sekcji rytmicznej. Perkusja, urozmaicona afrykańskimi instrumentami, w połączeniu z basem, nadaje indywidualny charakter każdemu utworowi. Niezwykłym tego przykładem jest „Locked in Closets”, w którym dźwięki zdają się synchronizować z krwiobiegiem słuchacza, zaskakując smaczkami w postaci klawiszowych czy perkusyjnych wstawek. Grzechem byłoby pominięcie wyśmienitych harmonii jak w „Losing You” czy „Some Things Never Seem To Be Fucking Work”, które przywodzą na myśl stare, dobre czasy, gdy słuchanie girlsbandów sprawiało jeszcze przyjemność. Lecz nie tylko tanecznymi dźwiękami żyje True. Krótkie „Look Good With Trouble” wprowadza w pościelowy klimat „Bad Girls” pozostawiając słuchacza w nastroju niepokojącego odprężenia.

Na tym wydawnictwie udało się płynnie połączyć dzień z nocą. Artystka podarowała słuchaczom zarówno poruszającą kołysankę jak i energetyzującą nutę napędową, zachowując przy tym stuprocentową spójność i konsekwencję. Jej wynurzająca się z mgły muzyczna sylwetka nabrała charakteru i wyrazistości. Dla wielu stała się Solange. Bez dodatkowego opisu.

Komentarze

komentarzy