
Autre Ne Veut
Anxiety (2013)
Software

Autre Ne Veut ostentacyjnie porzuca lo-fi dla Dolby Surround. Jego poplątane PBR&B zyskuje tym samym nową, audiofilską formę, tak odpowiednią dla cyfrowej rewolucji XXI. wieku. Tym samym Anxiety skazuje się na wzmożoną ekspozycję — bedroom-popowe szumy nie ukryją już muzycznych mankamentów. To wyciągnięcie ręki w stronę nowego odbiorcy, muzyczna ewolucja czy artystyczne samoobnażenie?
Arthur Ashin na nowej płycie odkrywa się zresztą nie tylko produkcyjnie. Anxiety to przede wszystkim uzewnętrznienie duchowe, być może nawet mały manifest. Wyznania wokalisty przybierają jednak niezręczną formę — z jednej strony otwarcie śpiewa o swoich emocjach i odczuciach, z drugiej czyni to z pewną drażniącą pretensją, bez choćby krztyny poczucia humoru czy odrobiny dystansu. Można to wyczytać w tekstach i wyczuć w nadmiernie ekspresyjnych, zbędnie melodramatycznych wokalach. Amalgamat rozmaitych uczuć i tematów w połączeniu z zamiłowaniem artysty do zimnych, pulsujących syntezatorów rodem z lat 80. i połamanych, niezgrabnych melodii to niemałe wyzwanie dla niewprawionego ucha. Uczucie obcości, zmęczenia i zagubienia potęguje jazgotliwy, balansujący na granicy fałszu śpiew Ashina. Schematowi niemalże wyłamują się frywolne „Ego Free Sex Free” z podejrzanie chwytliwym refrenem i „I Wanna Dance With Somebody”, które wiele zyskuje na lekkim, przestrzennym bicie, chociaż nie jest coverem przeboju Whitney Houston. To zaledwie niewielka część trwającej blisko czterdzieści minut płyty.
Na Anxiety Autre Ne Veut nie udaje znaleźć się złotego środka — przesadza, gdy powinien zachować umiar, jednocześnie zawodząc, gdy chciałoby się oczekiwać po nim więcej. Jego wizja muzyki jest jednostajna, a przy tym niesamowicie chaotyczna. Autre Ne Veut najwyraźniej chce nam coś przekazać, ale nawet po wielokrotnym odsłuchu jego ostatniego krążka ciężko dojść do tego – co…


Komentarze