Recenzja: Laura Mvula Sing to the Moon

Data: 2 czerwca 2013 Autor: Komentarzy:

352904

Laura Mvula

Sing to the Moon (2013)

RCA Victor

Nowa nadzieja brytyjskiej muzyki. Debiut roku. Głos 2013. Nieznośna tendencja do rozmuchiwania otoczki wokół pojawiania się nowych artystów trwa, a dziennikarze tym razem prześcigają się w nadawaniu tytułów Laurze Mvuli, młodej wokalistce z Birmingham. Pozwólmy więc mówić muzyce, bo ona daje najlepszą ocenę zaistniałej sytuacji. Czy Sing to the Moon jest jedną z płyt roku? Nie, to tylko udany debiut.

Brytyjka nie miała łatwego zadania. Mimo, że wytwórnia nie wywierała na nią żadnego nacisku i dała jej wolną rękę na polu artystycznym, to apetyt na sukces był duży. Laura, na przekór wszystkim, stworzyła płytę nieprzebojową, na którą większy wpływ miała jej klasyczna edukacja muzyczna niż trendy panujące na listach przebojów. Zebrany materiał to z jednej strony minimalistyczne kompozycje, a z drugiej podniosłe, orkiestrowe aranżacje, które łączy w całość głęboki głos Mvuli. To on tutaj gra pierwsze skrzypce. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś Laura była nieświadoma swojego wokalu. Zapada on w pamięć, jest pełen emocji, ale w pewien sposób też tajemniczy i intrygujący. Nietuzinkowość to drugie imię wokalistki. Oryginalność Laury to jednak nie wynik usilnych udziwnień, tylko efekt niezwykle osobistych kompozycji, czego najlepszym przykładem jest uczuciowe „Is There Anybody Out There?”.

Tym bardziej trudno znaleźć przyczynę, gdzie ulatnia się magia albumu. Pomysłu Laurze nie brakuje, bo Sing to the Moon to zdecydowanie jej artystyczny sukces. W produkcjach po prostu zabrakło dynamizmu, dzięki któremu Mvula w pełni mogłaby ukazać drzemiący w niej potencjał. Niezwykły sukces i entuzjastyczne przyjęcie epki She najwidoczniej polegały na tym, że minialbum zawierał jedynie cztery utwory. Sing to the Moon posiada ich trzy razy więcej, a senny, marzycielski nastrój całego wydawnictwa urozmaicają tylko przebojowe „Green Garden” i rytmiczne „That’s Alright”. Bardzo spokojne, klimatyczne utwory doskonale sprawdzają się w pojedynkę, ale zebrane na jednym krążku już w połowie kolejnych odsłuchań zaczynają nużyć. Niekiedy chce się, żeby spontanicznośc wzięła górę nad perfekcyjnie ułożonymi melodiami, a może wtedy słuchacz byłby zachęcony do powrotu do całego krążka.

Natura nie znosi próżni. W Wielkiej Brytanii po śmierci Amy Winehouse i podczas urlopu macierzyńskiego Adele wydaje się, że wolne miejsce zajęła Laura Mvula. By zdobyć serca fanów w innych krajach, wokalistka musi się jeszcze trochę postarać. Sing to the Moon jest dobrym startem, ale na okrzyknięty debiut roku to zdecydowanie za mało.

Komentarze

komentarzy