Relacja: Alicia Keys w Poznaniu

Data: 3 lipca 2013 Autor: Komentarzy:

alawp

fot. P. Tarasewicz/CGM.PL

Po pięciu latach Alcia Keys powróciła do Polski. Przez tak długi okres bardzo wiele się zmieniło. W Poznaniu naszym oczom ukazała się dojrzała kobieta w krótkich włosach, której dwa dni wcześniej na scenie w Lizbonie towarzyszył prawie trzyletni syn. Keys wydała w tym czasie dwie kolejne płyty, z czego ostanią Girl on Fire promuje na obecnej trasie. Wielu osobom nie przypadł do gustu kierunek, jaki wokalista obrała na wydawnictwie. Pojawiają się zarzuty, że nie zachwyca tak jak kiedyś. W niedzielę Alicia udowodniła wszystkim, że ma się bardzo dobrze, a jej miejsce w gronie najlepszych wokalistek świata jest niezachwiane.

Zanim gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie, zebraną publiczność nieskutecznie próbowały rozgrzać rockowe supporty, które pasowały do Keys jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Największą zaletą występu zespołu UFly okazało się to, że był krótki. Dużo lepiej wypadł niemiecki Hurricane Dean, którego przyznam, słuchało się całkiem przyjemnie. Nie ma co jednak rozpamiętywać nietrafionych wyborów, bo wkrótce na scenie pojawiła się jakże oczekiwana Alicia Keys, która potrzebowała zaledwie pół piosenki, aby podnieść z krzeseł publiczność i zebrać ją pod samą sceną. Chłodny wieczór odszedł w niepamięć, bo Ala od samego początku skrupulatnie reazlizowała hasło zawarte w nazwie trasy “Set the World on Fire”.
10730

fot. P. Tarasewicz/CGM.PL

Stadion zapłonął nie tylko przy dobrze znanych hitach Keys, ale i przy utworach z ostatniej płyty. Wielki plus dla Keys, która sprawiła, że nowe kawałki znacznie zyskały w wykonaniach na żywo, należy tu wspomnieć choćby o świetnie bujającym “Limitedless” czy fantastycznym “New Day”. W setliście nie zabrakło miejsca dla wszystkich największych przebojów Alicii. Już na samym początku usłyszeliśmy “You Don’t Know My Name” czy piękne “Like You’ll Never See Me Again”. Niezwykle korzystnie wypadło połączenie mocnych elementów “Another Way to Die” z “A Woman’s Worth”. O ile pierwsza część koncertu głównie skadała się ze spokojniejszych utworów i była dosyć równa, to na najlepszy moment koncertu nie trzeba było czekać do samego końca. Już mniej więcej w środku koncertu Keys porwała publiczność przebojowym “Try Sleeping With a Broken Heart” oraz późniejszym wspólnym zaśpiewaniem “Fallin”.

Od tego momentu pod sceną zrobiło się naprawdę gorąco, a temperatura rosła z każdym kolejnym utworem. Podczas “Unbreakable” nie było chyba osoby, która nie klaskałaby razem z Alicią. Ponadto nigdy nie sądziłem, że nielubiane przeze mnie “Doesn’t Mean Anything” zabrzmi tak dobrze na żywo i jednocześnie poruszy całą publikę. Ognia niestety zabrakło w akcji przygotowywanej przez fanów. Były huczne zapowiedzi, ponoć łącznie 1000 żółtych i czerwonych balonów, które były rozdawane jeszcze przed rozpoczęciem koncetu. Ku mojemu zaskoczeniu, wraz z pierwszymi dźwiękami “Girl on Fire” wiele osób stojących obok mnie pod samą sceną nie miało co podnieść do góry.

Magiczny był za to widok stadionu rozświetlonego tysiącami telefonów komórkowych podczas “No One”. Niepowtarzalny widok, który na długo zapada w pamięć. Tak samo, jak usłyszenie zmienionego fragmentu “Empire State of Mind” kończącego ten wyjątkowy wieczór. “There’s nothing you can’t do, now you’re in Poznań” – zaśpiewała Alicia na koniec prawie dwugodzinnego, pełnego pasji i emocji występu.

Bardzo pozytywne wrażenia po rewelacyjnym występie Alicii próbują być niszczone przez duże niepowodzenia organizacyjne. Krzesełka, oh te nieszczęsne krzesełka, a z nimi na usta ciśnie się słowo nieporozumienie. Organizatorzy przygotowując na płycie miejsca siedzące chcieli stworzyć wyjątkową, trochę kameralną atmosferę, gdzie przez dwie godziny zebrana publiczność rozkoszowałaby się muzyką amerykańskiej wokalistki. Z drugiej strony umiejscowili imprezę na stadionie, co nie tylko zaprzeczało im zamiarom, ale i średnio pasowało do osoby Keys. Jestem w stanie uwierzyć Alicii, która na początku koncertu powiedziała, że jest zdenerwowana, bo nie jest przyzwyczajona do stadionowych występów. Jednocześnie zapomniano, że sama gwiazda potrafi doskonale rozbujać publiczość. Dlatego powstałe w czasie koncrtu zamieszanie to nie tylko wina organizatorów, ale również osób zebranych w sektorze najbliżej sceny. Mam wrażenie, że część osób znalazła się tam przypadkowo albo zapomniała, że mimo dość spokojnemu repertuarowi Keys cały czas był to koncert rozrywkowy a nie filharmonia. Tego można, wręcz należało się spodziewać, że wszyscy pobiegną pod scenę. Przynajmniej ja wiedziałem to już w chwili ogłoszenia formy imprezy, a jasnowidzem nie jestem. Regulaminy to nie wszystko, koncerty mają też swoje niepisane prawa, o których najwidoczniej nie wszyscy wiedzą.

10723

fot. P. Tarasewicz/CGM.PL

Niedzielny koncert był prawdziwym pokazem talentu i klasy Alicii. Oczywiście, zdarzały się jej nieczystości czy próby pokonania własnych możliwości, ale Keys zaprezentowała w Poznaniu rewelacyjną formę wokalną, co oczywiście przyczyniło się do tak ogromnego sukcesu koncertu. Co potwierdza nie tylko licznie zebrana w Poznaniu redakcja miski, ale i wydaje się część publiczności, bo opuszczając stadion obok zachwytów nad głosem Alicii był to niezwykle często powtarzany komentarz – Keys dała dużo lepszy koncert niż Beyonce na Orange Warsaw Festival. Porównywanie tych występów może być krzywdzące dla obu wokalistek, ale nie da się ukryć, że u Alicii po prostu wygrała muzyka. Potwierdziła się stara zasada „im mniej, tym lepiej”. Nie trzeba się przebierać przed każdą piosenką, by dać lepsze show. Keys przez cały koncert pozostała w jednym kostiumie, dzięki czemu była cały czas na scenie, a jej występ okazał się dużo bardziej dynamiczny od Beyonce. Przerwa była jedna, ale znakomite małżeństwo Whitney Keaton i Raphael Smith oraz ich wykonanie “I’ll Be There for You / You’re All I Need to Get By” sprawili, że upłynęła niepostrzeżenie. Nie nudne filmiki, a żywa muzyka i utalentowani ludzie cały czas. Nic nie przysłaniało wartości muzyki, scena należała wyłącznie do Alicii i jej fortepianu, a kilku tancerzy i raczej nieskomplikowane układy były tylko ładnym dodatkiem.
Potwierdzam, Beyonce zachwyciła, ale to Alicia w pełni oczarowała i skradła serca publiczności. Dlatego miejcie świadomość, że niedoceniając w ostatnim czasie Keys i odpuszczając sobie wizytę w Poznaniu przegapiliście jak na razie najlepszy koncert tego roku.

Komentarze

komentarzy