
„Mięsko” pisałem bardzo długo, ostateczna wersja utworu posklejana jest z kawałków tekstów, które przez jakiś czas chodziły mi po głowie. Dopięcie klamrą opowieści i zrobienie z niej piosenki zajęło mi chwilę, ponieważ do momentu poznania Szymona (na albumie znanego jako Yan Ayarany, członka formacji Robo3kz) nie miałem muzyki, które pozwoliłaby mi ten niełatwy temat ująć.
W kawałku zawarłem duży i ważny fragment mojego rozumienia człowieka, nie chciałem jednak robić wykładu filozoficznego na bicie, pamiętając o tym, że dziedzina, którą się zajmuję to jednak rozrywka. Choćby nie wiem, jak w moim mniemaniu wysoka.
W kawałku ścierają się dwie wizje: fizykalistyczna, redukująca człowieka do organizmu, targanego popędami i opisywanego w socjobiologicznych kategoriach; a także może trochę naiwna, ale nie mniej prawdziwa. Poprzez „Mięsko” mówię mniej więcej „ok, wiem jak jest, albo raczej może być, wszystko to doprawdy obrzydliwe, to nasze drapieżnictwo, to jak nad sobą nie panujemy, ale nie musimy tak na to patrzeć, pamiętajmy o tym, ale bądźmy trochę naiwni, dostrzeżmy w drugim człowieku partnera do współpracy, a może nawet przyjaciela”.
To nie manifest wegetarianina, choć przyznam, że bardzo żałuję, że nim nie jestem. Mięsko jest metaforą spełnienia naszych najbardziej prymitywnych potrzeb.


Komentarze