Recenzja: Quadron Avalanche

Data: 23 sierpnia 2013 Autor: Komentarzy:

Quadron

Avalanche (2013)

Vested in Culture/Epic

Avalanche to drugi album skandynawskiego duetu Quadron. Przeprowadzka do Los Angeles i nowe artystyczne środowisko zaowocowało kilkoma projektami — Coco O pojawiła się między innymi na ścieżce dźwiękowej do filmu Wielki Gatsby, a Robin Hannibal zaangażował się we współpracę z Mike’m Miloshem tworząc duet Rhye. Te doświadczenia wpłynęły pozytywnie na członków Quadron i pozwoliły im nagrać dojrzały, dopracowany album — godnego następcę debiutu z 2009 roku. Choć Avalanche jest nastawiony na osiągnięcie większego sukcesu komercyjnego i dotarcie do liczniejszej grupy odbiorców, nie traci na jakości i elegancji, a jednocześnie stanowi świadectwo, że styl duetu znacząco ewoluował.

W porównaniu do pierwszego krążka materiał na Avalanche bardziej zapada w pamięć, jest oparty o tę samą stylistykę neo-soulową, choć bardziej wysmakowaną i intensywniej eksplorowaną. Singlowe i dynamiczne „Hey Love” to jedyny utwór, w którym produkcją poza Hannibalem zajął się  Fraser T Smith — odpowiedzialny między innymi za „Set Fire to the Rain” Adele. Jednak to inne nagrania bardziej oddają charakter albumu, który można by określić jako wyważone połączenie zmysłowych, leniwych dźwięków i lekko bujających utworów mid-tempo. Po początkowych, niezwykle przyjemnych i elektryzujących „LFT” i „Favorite Star” Coco O przenosi słuchacza w klimat małej kafejki, gdzie na niewielkiej scenie pośród kłębów dymu wykonuje „Crush”. Wydaje się jakby każdy dźwięk został dokładnie przemyślany. Choć na albumie można usłyszeć wiele żywych instrumentów — od perkusji po wachlarz dętych i smyczkowych — ich bogate zastosowanie nie jest przypadkowym lub przytłaczającym rozwiązaniem, a celowym zabiegiem. Podkreśla to i buduje atmosferę utworów, dodaje im elegancji i sprawia, że kolejne odsłuchy zaskakują odkrywaniem kolejnych szczegółów. Jednocześnie aranżacje są na tyle proste, że pozwalają na wyeksponowanie głosu wokalistki, który czaruje za każdym razem.

Producencko-wokalne duety funkcjonują najlepiej, gdy wpisują się w formułę pół na pół — w przypadku Quadron mamy właśnie do czynienia z taką równowagą. Rozwój artystycznej współpracy polega tu na coraz lepszym rozumieniu drugiej połowy i umiejętności eksponowania wzajemnych zalet. To, co na debiutanckim albumie było jeszcze odrobinę nieoszlifowane, na Avalanche brzmi bardzo profesjonalnie i przyciąga uwagę. Bez wątpienia ten złożony z 10 piosenek album to potwierdzenie, że duet Quadron zasługuje na uznanie, a ich znakiem rozpoznawczym jest wielki talent, dbałość o najdrobniejsze detale i niezwykle przyjemny sensualny klimat. Na jednym wydawnictwie udało się uchwycić delikatny groove i romantyczne, gustowne ballady, takie jak „Sea Salt”. Po zapoznaniu się z całością pozostaje pewien niedosyt, chęć, by usłyszeć jeszcze więcej. Dlatego do Avalanche powraca się wielokrotnie z nadzieją na następny tak dobry album.

W gąszczu tegorocznych premier, wielu ciekawych debiutów i długo oczekiwanych powrotów, warto pamiętać o tych mniej znanych, a niezwykle wartościowych artystach. Bo duet Quadron jak mało kto łączy neo-soul z najlepszymi funkowymi i popowymi wzorcami. Coco — może nie jesteś jeszcze moją favorite star, ale nie wyobrażam sobie Drogi Mlecznej bez Ciebie.

Komentarze

komentarzy