Recenzja: Ta-ku Songs to Break Up To

Data: 22 października 2013 Autor: Komentarzy:

Ta-ku

Songs to Break Up To (2013)

HW&WRecordings

Ta-ku, czyli producent uznawany za wiodącą postać podziemnej sceny beatowej, wreszcie postanowił zebrać w sobie siły i wydać spójny projekt. Po miesiącach udostępniania pojedynczych kawałków, których stylistyka wahała się od trapowych bangerów, aż po nowe brzmienia, nadszedł czas na zdefiniowanie swojego dźwięku i przysłowiowe przypięcie sobie łatki. Songs to Break Up To to emocjonalna opowieść o zawiści, zdradzie, rozczarowaniu i rozpadzie, a więc ogólnie rzecz ujmując — o złamanym sercu.

We Were in Love”, czyli faza pierwsza rozstania — zaprzeczenie i izolacja.

Jak czytamy w poradniku, faza ta charakteryzuje się całkowitym brakiem zrozumienia sytuacji przez osobę, która jest w tym przypadku opuszczana. Powstaje konflikt interesów, a odtrącona połówka w nadziei na naprawę związku, odrzuca motywy partnera i blokuje jego działania. Utwór ten w idealnym stopniu oddaje atmosferę panującą tuż po rozejściu się obu stron. Pierwsza część numeru to dosyć energiczna linia perkusyjna oparta o lekki wokalny sampel, który jakby z pretensjami rozpaczliwie wykrzykuje pojedyncze frazy, natomiast po około trzech minutach pojawiający się nisko wybrzmiewający fortepian jest ewidentną oznaką powagi sytuacji i sygnałem dla obu stron, że to wcale nie są żarty.

„Heartbreak (Sinking)”, czyli faza druga — wybuch emocji.

Ból, gniew, żal, smutek — wszystkie te emocje szargają biedną, opuszczoną przez swoją dotychczasową miłość, duszą, podczas gdy rozbrzmiewa „Heartbreak (Sinking)” — atmosferyczny utwór, którego prosta progresja akordów jest jak wbijający się w serce nóż, który z każdym uderzeniem klawiszy zagłębia się coraz bardziej. Pojawiające się wątpliwości i pretensje do samego siebie tylko pogarszają sytuację, lecz nasza skrzywdzona dusza jakby upaja się własnym cierpieniem, co chwilę przewijając i odsłuchując numer jeszcze raz, aż do momentu, w którym wszystko staje się nam obojętne. Ta-ku w tej części albumu nie idzie na żaden kompromis — utwór jest idealnym muzycznym odzwierciedleniem stanu ducha fazy drugiej. Ciemność i brak nadziei na lepsze jutro — tak właśnie tutaj brzmi złamane serce.

I Miss You More”, czyli faza trzecia — pogodzenie się z sytuacją.

Nagły przeskok do przytłaczającej, szarej rzeczywistości to niełatwa sprawa. Wiele osób ma problemy z powrotem do swoich codziennych zajęć i obowiązków, a jedyne co chodzi im po głowie to tęsknota za byłym partnerem. „I Miss You More”, czyli piękny instrumental okraszony lekkim wokalem to kolaboracja z innym uzdolnionym muzykiem reprezentującym ekipę Soulection — Atu. Słuchając utworu nietrudno oprzeć się wrażeniu, że rozejścia to dla obu panów chleb powszedni, bo świetnie udało im się przełożyć ból złamanego serca na zapis nutowy tego nagrania. Wspierany sporą ilością pogłosu i delayu fortepian wraz z charakterystyczną dla Ta-ku delikatną perkusją skutecznie wznieca w zranionej duszy resztki nadziei budząc świeże i aktualne wciąż wspomnienia.

„Moving On”, faza czwarta — idziemy do przodu.

W końcu przychodzi pora na pogodzenie się z rozstaniem i zaakceptowaniem nadchodzących zmian. W przeciwieństwie do poprzednich utworów, „Moving On” oferuje nam inny rodzaj emocji. Słuchając wybrzmiewających nut czujemy się w jakiś sposób oczyszczeni z przeszywającego bólu, a gdzieś na końcu tunelu pojawia się światełko zapowiadające lepszą przyszłość. Rytmiczna perkusja i klasyczne, ciepłe syntezatory powodują, że kąciki ust zaczynają się lekko unosić w górę, a wcześniejsze odczucia przemieniają się w cenne doświadczenie.

Oprócz opisanych wyżej utworów, płyta składa się jeszcze z sześciu innych pozycji, które równie efektownie przekładają rozpad związku na muzykę. Najtrudniejszym zadaniem stojącym przed jakimkolwiek muzykiem jest wywołanie emocji poprzez dźwięk i zagnieżdżenie się w umyśle słuchacza, a Ta-ku wydając ten longplay potwierdza, że sztukę tę opanował w stopniu zadowalającym. Słuchając Songs to Break Up To obserwujemy przemianę z chmurowego beatmakera w producenta z prawdziwego zdarzenia, i ta zmiana jak najbardziej nam się podoba. Oby tak dalej.

Komentarze

komentarzy