Recenzja: Iamnobodi Elevated

Data: 28 października 2013 Autor: Komentarzy:

iamnobodi

Iamnobodi

Elevated (2013)

Soulection

Wszystkie luźne produkcje wypuszczane przez Iamnobodi na przestrzeni kilkunastu miesięcy konsekwentnie wpędzały mnie w stan ekstatycznej przyjemności. Bardziej niż na Elevated czekałam w tym roku tylko na You, Me, Temporary Sweatsona Klanka i nieśmiało mogę już chyba stwierdzić, że w kategorii beats mam już swoje płyty roku.

Otwierający „Do What You Love”, a zarazem pierwsza minuta albumu to nienachalna krytyka postrzegania działalności twórczej jak maszyny generującej zysk — awangardowa niezgoda artysty na mainstream. Monolog Kendricka Lamara jest tu zgrabną artykulacją myśli przewodniej albumu zasadniczo pozbawionego warstwy wokalnej, co w pewnym sensie generować może podejrzenia, że jest to płyta showcase’owa, poświęcona przede wszystkim warsztatowi producenckiemu artysty, ale całe szczęście nie o to tu chodzi. Jest treść, a konkretniej zdeterminowana instrumentalna struktura, wiodąca przez ciepły dźwiękowy świat, mniej intelektualnie angażująca, bardziej sensualistyczna. Często pozbawione wokalu produkcje, tak bezpośrednio skupione na formie budzą we mnie chęć doszukiwania się jakichś wizualno-emocjonalnych ekwiwalentów doznawanych dźwięków. W przypadku Elevated nie jest to zadanie proste, bo numery są odświeżająco pozbawione bezpośredniego znaczenia. Mamy tu ulotny, intuicyjny związek treści ze środkiem wyrazu, który daje słuchaczowi najwyższą przyjemność na poziomie zmysłowego doznawania.

Jest świeżość, lekkość i genialnie bujające bity — świetnie wyprodukowany materiał. Amalgamat R&B, soulu i hip-hopu — instrumentalne, futurystyczne granie na najwyższym poziomie. Uwydatniająca muzyczne krajobrazy, nienachalna perkusja uwalniająca momentami brzmienia o niesamowitej sile, linia basowa miejscami subtelna, miejscami zdecydowana, podkreślająca wzbierającą energię, trafione detale oraz niepowtarzalny soulfulowy nastrój to formuła brzmienia, które skwapliwie wypracował Iamnobodi, a od którego bez najmniejszych oporów odrywać może teraz kupony.

Tytułową wzniosłość w dziele niemieckiego producenta odnalazłam w numerach „Maputo Dance” — numerze ku pokrzepieniu, inspirowanym najbiedniejszą dzielnicą Mozambiku, „Temptations” — pościelowej perełce i fantastycznym — „Life in Pictures”. Iamnobodi odrobił lekcje jak trzeba, a do tego zyskał sporą rzeszę twardych fanów, oby tak dalej! Kto nie słyszał, niech nadrabia zaległości.

Komentarze

komentarzy