Relacja z imprezy: Hudson Mohawke & Snakeships w 1500m2

Data: 29 października 2013 Autor: Komentarzy:

fot. Jakubina Foto

Dzięki skutecznej współpracy Burn Studio, duetu Flirtini oraz właścicieli klubu 1500m2, w zeszłą sobotę mieliśmy okazje doświadczyć wyjątkowego wydarzenia tej jesieni w postaci występu jednego z czołowych obecnie producentów Hudsona Mohawke oraz tajemniczych twórców projektu Snakeships, którzy podczas ostatniego roku zyskali sporą rzeszę fanów na całym świecie. Oprócz głównych gwiazd wieczoru swoje umiejętności i selekcję muzyczną zaprezentowali też reprezentanci polskiej sceny — wśród nich znaleźli się między innymi Spisek JednegoJedynak & Ment XXL, Buszkers, Zeppy Zep czy MaceoWarsoul. Z takim line-upem trudno było oczekiwać czegoś innego niż nocy pełnej głębokiego basu i pozytywnych wibracji.

Od pierwszego kroku postawionego na terenie klubu 1500m2 można było odnieść wrażenie, że jest się we właściwym miejscu i o właściwym czasie. Smietanka stworzona przez występujących artystów spowodowała, że klub zamienił się w mekkę muzyki klubowej w najlepszym jej wydaniu. W zależności od grających, w nocy z soboty na niedzielę mogliśmy usłyszeć mix trapu, hip-hopu oraz całego spectrum nowobeatowej muzyki elektronicznej z elementami house’u i disco. Nie zabrakło dosłownie niczego, czego można wymagać od tego typu imprezy. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i dostarczyli świetnej jakości produkt w postaci niesamowitego grona gości oraz atmosfery, która wypełniła klub po same brzegi jego surowych ścian i sufitów.

fot. Jakubina Foto

Począwszy od grającego najpierw duetu Snakeships, panowie zaprezentowali sporą ilość swojego katalogu znanego nam z ich głównego źródła porozumiewania się z odbiorcami, czyli konta na Soundcloud. W głośnikach rozbrzmiewały wszystkie numery, z których artyści mogą być najbardziej dumni — począwszy od „On & On”, przez „Make It”, aż po ich największy numer czyli remiks kawałka „Warm Water” nagranego oryginalnie przez wokalistkę Banks. Publiczność żywiołowo i entuzjastycznie reagowała na to co wybrzmiewało z zajmowanej przez producenckie duo z Londynu sceny, a smaczku całości dodawał fakt, że każdy dźwięk był grany przez artystów na żywo oraz ozdobiony świetną audio-wizualizacją, za którą należą się dodatkowe kudos. Jak na pierwszy przyjazd do Polski, było bardzo pozytywnie. Czekamy na dalszy rozwój kariery zdolnych muzyków i ponowne wizyty w naszym kraju.

fot. Jakubina Foto

Przechodząc do głównego bohatera minionej soboty, cóż można rzec. Hudson Mohawke po raz kolejny potwierdził, że producentem i DJ’em jest nietuzinkowym. Podczas gdy właściwie każdy jest w stanie stanąć z laptopem na scenie i puścić kilka znanych bangerów, Hudmo poszedł krok dalej i postanowił uatrakcyjnić swój performance o budujące napięcie prawie 10-minutowe intro, kilka zaskakujących przejść, oraz świetną, wcale nie tak oczywistą selekcję. Pochodzący z Glasgow muzyk utwór po utworze dostarczył nam porcję świeżej muzyki, która mimo iż głównie oparta na energetycznych trapowych produkcjach, potrafiła także wywołać innego rodzaju emocje. Za przykład niech posłuży legendarny utwór Niny Simone „Strange Fruit”, który w idealny sposób posłużył za intro do „Blood On The Leaves” Kanye Westa i na chwilę ochłodził gorące głowy świetnie bawiących się fanów. W takich momentach jak ten Hudmo potwierdził swoje wysokie umiejętności kontroli nad tym co dzieje się na scenie gdy decki znajdują się w jego rękach. Po krótkich momentach, w których producent nieco zwalniał tempo, szybko wracaliśmy jednak do tego czego tej nocy było najwięcej, czyli potężnej dawki trapu. Ujmując to zjawisko najbardziej dobitnie, Mohawke bombardował nas dropami niczym Niemcy Europę podczas drugiej wojny światowej, a my zachowywaliśmy się wtedy niczym stojący po drugiej stronie Alianci – nie stawialiśmy żadnego oporu. Ta historia zakończyła się jednak obopólnym zwycięstwem, w którym to obie stojące naprzeciwko siebie strony opuściły pole bitwy wyczerpane, lecz z uśmiechem na ustach. Rejestrujemy w pamięci kolejny udany warszawski event i liczymy na więcej.

Komentarze

komentarzy