Jazzpospolita w Hydrozagadce — kilka słów po koncercie

Data: 18 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

fot. Bartek Dymek

Występ utalentowanego kwartetu w zimny, listopadowy wieczór był wydarzeniem specjalnym. W starej, lecz odmienionej przez wschodzącą kulturę praskiej kamienicy unosiła się atmosfera zarówno wyrafinowania jak i surowego klimatu ceglanych ścian pomieszczenia, w którym swój kolejny warszawski koncert zagrała Jazzpospolita. Mimo małego poślizgu, swoim show muzycy w stu procentach wynagrodzili wszystkim obecnym kilkadziesiąt minut spóźnienia.

Energicznie wskakując na scenę artyści dość zgrabnie przechwycili swoje instrumenty i w moment przeszli do sedna sprawy. Pierwsze dźwięki wydobywające się z głośników nie zawiodły — było wszystko to, czego fani zespołu mogli się spodziewać. Duże ilości pogłosu na gitarze, niebanalna rytmika perkusji oraz ciepłe brzmienie basu i klawiszy sprawiło, że wszyscy w moment zamilkli i skoncentrowali swoje zmysły już tylko na podeście. Unoszący się ambientowy klimat wszystkim dawał się we znaki, a mocno przeżywający każdą nutę muzycy pokazywali jak świetnie się bawią grając swój materiał na żywo oraz jak powinno się konsumować muzykę bez żadnych oporów — poruszając swoim ciałem w bliżej nieokreślony sposób tak, jak każą nam fale dźwiękowe.

Oprócz utworów, które już mieliśmy okazję poznać, zespół zaprezentował także kilka nowości, które jak zwykle pozytywnie zaskakiwały swoją strukturą i zostały ciepło przyjęte przez wszystkich obecnych. Nowością był także mini sklepik z winylami, gdzie po raz pierwszy można było nabyć muzykę zespołu na tym właśnie najszlachetniejszym nośniku. Wieczór zakończył się zadowoleniem obu stron wydarzenia — wspierających muzyków grupę fanów oraz samych zainteresowanych, którzy pokazali, że na żywo ich muzyka brzmi tak samo imponująco jak na słuchawkach.

Komentarze

komentarzy