„No jasne, że wolałabym, żeby w mediach było więcej jazzu” – Dorota Miśkiewicz dla soulbowl.pl

Data: 25 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

dm
W związku z zakończeniem tygodnia jazzowego na naszym facebooku przedstawiamy Wam rozmowę miski z czołową przedstawicielką sceny jazzowej w Polsce — Dorotą Miśkiewicz. Jeśli jesteście ciekawi który moment swojej kariery Dorota uważa za przełomowy, a także jakich piosenek sama słuchała w dzieciństwie — zapraszamy do lektury!

Pochodzisz z artystycznej rodziny. Czego nauczyłaś się od rodziców, przekazali Ci jakieś wartości jeśli chodzi o muzykę?

W domu słuchało się muzyki i rozmawiało dużo o niej. Dzięki tacie miałam dostęp do bardziej skomplikowanej muzyki, do jazzu i jego okolic. Od dzieciństwa obcowałam z wyrafinowanymi melodiami, harmonią i rytmem.

Nie raz pracowałaś z tatą, czy praca z bliską osobą różni się czymś od pracy z kimś „obcym”? Rodzinne relacje przeszkadzają czy pomagają w pracy?

Z tatą dobrze się pracuje, to potwierdzi każdy, kto z nim pracował. Jest facetem ugodowym, serdecznym i wyjątkowo zdolnym, umiejącym się odnaleźć w każdym zespole. Relacja córka-ojciec nam nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Krew w naszych żyłach pulsuje w podobnym rytmie, a gdy jesteśmy razem na scenie, czujemy się bezpiecznie.

Czy uważasz, że jazz jest pomijany w mediach? Może masz jakiś swój sposób na zaszczepienie miłości do tego gatunku w młodszych pokoleniach?

No jasne, że wolałabym, żeby w mediach było więcej jazzu. W Polsce tradycję jazzową mamy bogatą. W czasach, gdy jazz był uważany za muzykę imperialistyczną, jako owoc zakazany smakował najlepiej. Dużą rolę popularyzatora jazzu odegrał Krzysztof Komeda pisząc muzykę do filmów. Myślę, że to jest właśnie sposób — sięgnąć po takie filmy jak „Nóż w wodzie” czy „Do widzenia, do jutra”. Obraz i muzyka tworzą w nich klimat, którym można się zachwycić. Może dzięki temu zachwytowi sięgniemy po dokonania innych jazzmanów? Można też promować lżejszą odmianę jazzu, stanowiącą dobrą trampolinę do trudniejszych jego odmian. Od lat łączę elementy jazzu, muzyki brazylijskiej i popu w moich piosenkach. Na koncertach dajemy publiczności pokaz improwizacji, więc mój koncert też daje możliwość takiego delikatnego zapoznania się z jazzem, podania mu, może jeszcze nie ręki, ale małego palca :)

Który moment swojej kariery uważasz za przełomowy? Nagranie pierwszej płyty z Włodzimierzem Nahornym, zakwalifikowanie się na festiwal w Opolu w 2004 roku, nagranie solowej płyty, a może jeszcze coś innego?

Było kilka takich momentów. Współpraca z Nahornym — pierwszy angaż, pierwsze koncerty, trasy po świecie. Duet z Cesarią Evorą — spore zamieszanie medialne i wielka przygoda. Spotkanie z Grzegorzem Turnauem, które owocuje do dziś pięknymi duetami. Teraz współpraca z zespołem Kwadrofonik, która otwiera mi jakieś kolejne drzwi w pracy zawodowej i uaktywnia w mojej głowie nieco inne myślenie o muzyce.

Właśnie! Wraz z zespołem Kwadrofonik nagrałaś płytę „nie tylko dla dzieci”. Skąd pomysł na odświeżenie piosenek Lutosławskiego pisanych do tekstów Tuwima?

Program powstał na zamówienie Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu. Rok Lutosławskiego i Rok Tuwima zaowocował kilkoma koncertami z tym materiałem. Dlatego powstał — z potrzeby koncertowej. To wyjątkowo urokliwe piosenki, da się w nich wyczuć kunszt autorski i kompozytorski. Wdzięczny materiał do grania.

Co było największym wyzwaniem w opracowywaniu utworów tego genialnego kompozytora?

Opracowaniem zajął się zespół Kwadrofonik. Najpierw partie fortepianów zaaranżował Bartek Wąsik, potem instrumenty perkusyjne dopisał Miłosz Pękala. Taki zestaw instrumentów, jak w Kwadrofoniku, rzadko się spotyka: dwa fortepiany i dwa zestawy instrumentów perkusyjnych, m.in. marimba, wibrafon, cymbały, dzwonki, cajon, udu, fleksaton i kilkadziesiąt innych. Niektóre z nich spełniają rolę dźwiękonaśladowczą, słyszymy słowika, płynącą rzeczkę, czy człapanie kaczki. Wiem, że sporo trudności sprawiły utwory napisane przez Lutosławskiego na orkiestrę („Warzywa” i „Trudny rachunek”), przełożenie ich na język fortepianowy wymagało wysiłku i pomysłu. Poza tym podczas przygotowań przyświecała nam myśl, żeby nie infantylizować tego materiału, żeby dzieci traktować poważnie, tak jak traktował je kompozytor.

Miałaś okazję widzieć reakcję dzieci na Waszą interpretacje tak dobrze znanych im treści?

Dzieci reagują dobrze. W piosenkach skocznych cieszą się, w spokojnych słuchają wnikliwie. Podczas koncertów towarzyszą nam wizualizacje Jago VJ stanowiące dodatkową atrakcję wizualną. Ponadto nawiązujemy z dziećmi kontakt, pokazujemy im instrumenty, razem śpiewamy. Najbliższe koncerty gramy w Warszawie — 26.11 w Studio Radiowym im. Lutosławskiego, a potem w grudniu w CSW.

A jakich utworów słuchałaś sama w dzieciństwie? :)

Pamiętam mamę śpiewającą mi kołysanki, uwielbiałam to. Pamiętam też te piosenki, które teraz nagrałam, szczególnie „Idzie Grześ” i „Taniec”, uczyłam się ich w pierwszych latach szkoły muzycznej. Następnie przyszedł moment fascynacji zespołem Wham! i kasetami przywożonymi przez tatę – Al Jarreau, George Benson, David Sanborn…

Piszesz teksty, komponujesz, grasz na instrumentach, śpiewasz. Która z tych czynności sprawia Ci najwięcej przyjemności, a która jest największym wyzwaniem?

Jestem wokalistką. To jest największa moja przyjemność i wyzwanie jednocześnie. Niezwykle stresujące jest dla mnie pisanie tekstów. Czuję, że nie do końca jestem uprawniona do tej działalności. Ja, dziewczyna po szkołach muzycznych, nagle biorę się za coś, w czym inni na prawdę się specjalizują. Dlatego nie czuję się tekściarką, piszę tylko dla siebie (poza sporadycznymi przypadkami – dwoma tekstami dla Ewy Bem i jednym dla Krzysztofa Kiljańskiego), piszę, bo coś mnie ku temu pcha. Jednak, kiedy uda mi się stworzyć zgrabny tekst, to dumna jestem i blada. Tak mam z piosenkami „Magda, proszę”, „Tuńczyk” i „Świerk”. Szczególnie ta ostatnia jest mi bliska.

Występowałaś na jednej scenie z m.in. Ewą Bem, Grażyną Auguścik czy Urszulą Dudziak przykładowo przy okazji 11. Wielkanocnego Festiwalu im. Ludwiga van Beethovena, gdzie w aranżacji Twojego Taty wykonałyście jeden z koncertów fortepianowych Rachmaninowa. W jakim repertuarze odnajdujesz się lepiej, w aranżacjach klasycznych kompozycji czy w muzyce rozrywkowej?

Muzyka rozrywkowa jest mi bliższa. Lubię eksperymenty, dlatego chętnie biorę udział w przeróżnych projektach. Muzyka poważna, bałkańska, afrykańska, brazylijska… Niedawno zaśpiewałam w duecie z samym Panem Jerzym Wasowskim! Płyta Wasowski odnaleziony… niebawem trafi do sklepów. A na niej mniej znane piosenki kompozytora w jego wykonaniu! Do archiwalnych, domowych nagrań Wasowskiego całą orkiestrę dopisał Krzysztof Herdzin. Jest też kilka duetów. Już teraz możemy oglądać teledysk „Ktoś zbudził mnie” wykonanego w duecie z Anią Jopek.

Oprócz wspomnianych weteranek, istnieje jeszcze Twoje pokolenie artystek takich jak wspomniana Anna Maria Jopek, Anna Serafińska czy Aga Zaryan. W jaki sposób ta scena się zmienia, ewoluuje? Jak oceniasz kondycję polskiej, żeńskiej sceny jazzowej? Czy wśród młodszych wokalistek widzisz potencjał oraz chęci do podążania w tym kierunku?

Bardzo dużo jest dziewczyn śpiewających muzykę ocierającą się o jazz. Poza wymienionymi jest jeszcze Monika Borzym, Anna Gadt, Beata Przybytek, Agnieszka Wilczyńska, Marta Król. To tylko kilka nazwisk. Jest cała masa zainteresowanych jazzem dziewczyn, jeżdżą na warsztaty, szukają swoich środków wyrazu, nagrywają płyty.

Na swoim koncie masz także kolaboracje z zagranicznymi gwiazdami takimi jak Cesaria Evora czy Nigell Kennedy. Jest jakaś różnica w świadomości muzycznej artystów z polski i zza granicy?

Muzycy Cesarii byli z zupełnie innego kręgu kulturoweago, mieli inne podejście do rytmu. Oni właściwie grali muzykę ludową, więc to musiało brzmieć inaczej. Poza tym różnic specjalnych nie czułam, poza tym, że my jesteśmy trochę bardziej spięci. Aczkolwiek to już chyba nie dotyczy młodego pokolenia, które nie ma kompleksów.

Na zakończenie wróćmy jeszcze do ostatniego wydawnictwa Lutosławski Tuwim. Piosenki nie tylko dla dzieci. Jaki jest Twój sposób na jednoczesne trafienie do tej młodszej i starszej grupy odbiorców muzycznych?

Tytuł wymyśliliśmy po nagraniu, czując że materiał spodoba się nie tylko dzieciom. Myślimy, że dorośli również zachwycą się uroczymi wierszami Tuwima oraz nietuzinkową muzyką Lutosławskiego.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.

Komentarze

komentarzy