Wydarzenia

Recenzja: THEESatisfaction And That’s Your Time

Data: 30 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

THEESatisfaction

And That’s Your Time (2013)

self-released

Żeby osiągnąć satysfakcję, czasem trzeba się natrudzić, czasem — przebrnąć przez wykańczające rytuały przejścia, pozdzierać sobie skórki od boksowania się z rzeczywistością albo uderzyć się w pulsującą część łokcia. Dziewczyny z THEESatisfaction swój najnowszy minialbum pisały właśnie z myślą o liminalnym zawieszeniu między letnimi igraszkami a zimowym spokojem, gdy każda doba zamienia się walkę w samym sobą. And That’s Your Time jest płytą o czasie, którego nie ma, o próżni, w jaką czasem zdarza nam się wpaść, by ze zdziwieniem zauważyć, że „świat się szybko kręci”. Każdy utwór jest krótki jak pracowita doba, która kończy się tak niespodziewanie, że nawet nie orientujesz się, kiedy przeminęła. Powiedzmy sobie szczerze: każdy jesienny dzień ma w sobie coś z walki. Pytanie tylko, czy duetowi z Seattle udało się wygrać pojedynek.

And That’s Your Time to materiał niezwykle spójny, który może (uwaga, ale nie musi! dlaczego — piszę niżej) przypaść do gustu nie tylko fanom awE naturalE, ale i eksperymentalnego soulu w ogóle. Każdy utwór ma podobną konstrukcję. Nieco jazgotliwe loopy niczym ze zniszczonej płyty, arytmiczna melorecytacja, nałożone warstwowo duszne wokale — oto znaki charakterystyczne, którymi THEESatisfaction zdążyło pochwalić się już na wcześniejszych wydawnictwach. To muzyka trudna, hałaśliwa, wymagająca maksimum skupienia, do tego — jakby było mało poważnych przymiotników — społecznie zaangażowana. Stasie i Cat poruszają się głównie w obrębie tematyki afrocentrycznej, środowiska LGBT oraz feminizmu, a żebyśmy nie mieli wątpliwości, z jakim przekazem mamy do czynienia, wystarczą już tytuły piosenek: „Martin” (który zresztą kończy się obsesyjnie powtarzanymi słowami Dra Cornela Westa, “the Obama Plantation, the Obama Plantation”), „Uncle Tom Foolery”, „Pre Racial”. W tym nadzwyczajnie  przeintelektualizowanym  sosie, znalazło się kilka dowcipów w postaci dyskotekowych sampli (na pewno kojarzycie dzwoneczki z „County Queen”), brakuje jednak oddechu — chociażby takiego jak „QueenS” na awE naturalE. Słuchając And That’s Your Time mam wrażenie, że to płyta po prostu przegięta; przepych nieprzystępnych idei i trudnych dźwięków sprawia, że odsłuch tej niespełna 20-minutowej epki sprawia pewien wysiłek, choć, oddaję tu sprawiedliwość — to wysiłek podobny do tego, jaki wkładamy w czytanie tekstów filozoficznych. I chociaż jestem wielką fanką progresu oraz intelektualnego eksperymentu w muzyce, to THEESatisfaction jednak mnie rozczarowało. Cóż, pozostaje czekać na kolejne, długogrające dzieło duetu, pozbawione młodzieńczego braggadacio i uniwersyteckich przechwałek. Trzymam kciuki.

Komentarze

komentarzy