„Wszystko wiąże się z poszukiwaniem” — Coultrain & Ben LaMar dla soulbowl.pl

Data: 27 stycznia 2014 Autor: Komentarzy:

coultrain
Co dwie (muzyczne) głowy, to nie jedna. Zapraszamy do sprawdzenia wywiadu z CoultrainemBenem LaMarem.

Przed koncertem w Cafe Kulturalna, udało nam się złapać artystów, by porozmawiać o nadchodzących projektach (całe mnóóóóóstwo płyt w drodze!), inspiracjach, okładce do Jungle Mumbo Jumbo, pomyśle na teledysk do „Gazelle’s Dance” i organizacji Association for the Advancement of Creative Musicians.

Wielkie podziękowania dla ekipy Warsoul, w szczególności dla Maceo, Dworaka (Digital Meditation) i Maćka (Studio 51.15)!

Jak wypadł wczorajszy koncert we Wrocławiu?

Coultrain: Było fantastycznie. Przyszło wielu ludzi, świetna energia, świetna publiczność. To był piękny czas, wspaniali muzycy, świetnie się bawiłem.

Widziałam na facebooku zdjęcia białego ekranu z napisem „We love u Coultrain <3”.

Coultrain: To było świetne, byłem zaszczycony.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Czego słuchałeś jako dziecko, nastolatek?

Coultrain: Moja przygoda z muzyką zaczęła się sądzę już w dzieciństwie. Moi rodzice słuchali wiele soulu i bluesa z lat 60-tych, byłem wystawiany na działanie gospelu. Wydaje mi się, że jeśli jest się Afroamerykaninem w USA, większość twojego wychowania łączy się z kościołem, w różnej formie. W pewien sposób człowiek przywiązuje się do tej energii. To co robimy teraz, to wciąż uwzględniamy gospel, mimo, że może on być okryty jazzem, hip hopem, soulem czy funkiem. Wciąż jest to jednak mocno zakorzenione w bardzo uduchowionym źródle.

Na oficjalnej stronie Twojej wytwórni można wyczytać, że studiujesz filozofię i religię. Czy ma to wpływ na Twoją muzykę?

Coultrain: Ma ogromny wpływ. Moja muzyka jest jedynie wyrazem mojej pracy.

Czy możesz opowiedzieć nam o pomyśle na okładkę Jungle Mumbo Jumbo?

Coultrain: W dużym stopniu wpływ miała na mnie okładka Milesa Davisa Live, jak również jednego z nagrań Carlosa Santany, którego tytułu teraz nie pamiętam. Były one bardzo intensywne i te kolory, czerwień, jestem wielkim fanem czerwonego i jego energii. Na okładce jest 7 różnych kobiet, które reprezentują 7 kobiet, które nasza postać napotkała w czasie swoich podróży oraz dary, które mu ofiarowały.

A skąd idea teledysku do „Gazelle’s Dance”?

Coultrain: Teledysk nagrany był w Portland i wyreżyserowany przez Kenny Fresha. Został oparty na pomyśle pogoni. Użyliśmy ludzi jako metafory dla biegunowości energii, jednocześnie jest on o miłości pomiędzy kobietą a mężczyzną, o tym jak mężczyzna ściga kobietę, dopóki jej nie złapie, a później sytuacja się odwraca i tak wciąż tam i z powrotem. Zawsze mniej więcej chodzi o balans, o próbę odnalezienia przez ludzi najlepszego sposobu do kochania, co jest bardzo skomplikowane. Niezwykle rzadko zdarza się, by ludzie zakochali się w sobie na tym samym poziomie jednocześnie.

Początkowo The Adventures Of Seymour Liberty zapowiedziane zostało jako pierwsza część trylogii przedstawiającej perypetie Seymoura Liberty, czy ta koncepcja jest w dalszym ciągu aktualna jeśli tak to czym w takim razie było God Must Be A Boogie Man?

Coultrain: Tak, jak najbardziej. Jungle Mumbo Jumbo jest praktycznie drugą częścią. Jest inne nagranie pomiędzy pierwszym albumem The Adventures of Seymour Liberty, a tym obecnym. Nosiło tytuł God Must Be a Boogie Man, również możecie je ściągnąć. To miała być historia „The Sabbatical”, ostatniego utworu z pierwszego albumu. Nie jest to więc niezależne nagranie, a raczej wyjaśnienie co się dzieje, gdy odrywasz się od norm, do których przywykłeś. Dlatego też Jungle Mumbo Jumbo jest drugą częścią trylogii. Trzecia jest w pełni produkowana przez Bena Lamara, on był też producentem większości Jungle Mumbo Jumbo. Wciąż pracujemy nad tytułem, mamy kilka pomysłów, ale wstrzymujemy się z zaprezentowaniem go. Nie mam pewności kiedy się ukaże, gdyż Ben ma również solowe projekty, wszystko więc zależy od tego kiedy może mnie wpasować. Mi zależy na tym, żeby to on wyprodukował cały projekt, więc poczekam. W międzyczasie mam również inne kawałki, ale mam nadzieję, że będziemy posuwać się do przodu, w zależności od tego jak bardzo będzie zajęty, on jest moim kompozytorem. Jednak również Black Spade robi dla mnie EP, ale przez Hawthorne Headhunters próbujemy rozdzielić nasze solowe projekty. Występujemy u siebie gościnnie, robimy różne rzeczy, ale staramy się również stworzyć coś na inną skalę. W materiale solowym, poezja którą próbuję pisać, to pochodzi ode mnie, a Ben go najprawdopodobniej skomponuje.

Wiemy, że jesteś producentem, raperem, wokalistą, multiinstrumentalistą, czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o swojej muzyce i o projekcie Juba Dance?

Ben: Gram na różnych instrumentach, ale w praktyce znajduję po prostu różne sposoby na wibrowania powietrza. Czasami mówi się, że multiinstrumentaliści mają różną technikę, a ja po prostu staram się odnaleźć sposób wibrowania powietrza. Muszę jeszcze zmiksować swój drugi album Juba Dance, który miał być wypuszczony już jakiś czas temu.

Więc pojawi się sequel Juba Dance?

Ben: Tak, będzie kolejna część albumu Orange. Wszystko oparte jest na nazwach owoców, bo jest proste, słodkie i soczyste (śmiech).

Więc ponownie możemy spodziewać się mieszanki różnych gatunków?

Ben: Tak, właściwie te wszystkie nazwy to jedynie pewne ramy. Staram się przestrzegać zasad wibrowania powietrza, ono po prostu wibruje. Tak jak są wibracje pomiędzy nami wszystkimi, tak jak dzisiaj się poznaliśmy, to miało miejsce.

Czytałem, że pochodzisz z Brazylii, ale obecnie mieszkasz w Chicago…

Ben: Jest odwrotnie, pochodzę z Chicago, a mieszkałem w Brazylii przez wiele lat.

Podobno jesteś członkiem Centrum Artystycznego w Chicago czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o tej organizacji?

Ben: Jestem członkiem organizacji — AACM — Association for the Advancement of Creative Musicians, obok Anthonego Braxtona, Roscoe Mitchella, Muhal Richard Abramsa. Organizacja została założona w 1965 roku, w południowej części Chicago, skąd pochodzę, przez grupę młodych ludzi, którzy chcieli znaleźć sposób na wyrażanie swojej muzyki w sposób w jaki chcieli, musieli więc przejąć kontrolę nad swoją muzyką, zorganizować swoje własne miejsca, swoje koncerty. Ja zrobiłem dokładnie to samo. Gdy twoje brzmienie nie jest akceptowane, znajdujesz sposób na pokazanie siebie. Jestem częścią nowego pokolenia, tej energii.

Czy możesz nam opowiedzieć o współpracy z Jazmine Sullivan nad niewydanym kawałkiem „Jumpoff”?

Coultrain: Zrobił go Waajeed. Miał on znaleźć się na ostatnim wydawnictwie, które wypuściła, ale w ostatniej chwili go odrzuciła, tak mi się wydaje. Nagraliśmy go w Nowym Jorku, nie było mnie w studio razem z nią. Ja dogrywałem wokale już po jej sesji. Jazmine jest świetną artystką, uwielbiam jej głos.

Czy czujesz się spełniony? Czy masz jeszcze coś do osiągnięcia?

Coultrain: Zdecydowanie. Chciałbym zagrać z orkiestrą, koncertować po świecie, w miejscach w których nigdy nie grałem. Nigdy nie byłem w Brazylii, a głośno jest o tamtejszej scenie, o tym co tam się dzieje. Chciałbym zagrać w Afryce, jeśli to możliwe to jak najszybciej. W Indiach. Jest tak wiele miejsc, które chciałbym odwiedzić, zwiedzać, poznać, przeprowadzić badania. Tak jak mówię, muzyka jest wyrazem mojej pracy, tego co robię w życiu. Muzyka jest magicznym odzwierciedleniem, przejawem tego jak czuję się wewnątrz, stanowi manifestację czegoś innego.

Często określasz siebie jako podróżnika, wiemy że pochodzisz z St. Louis ale mieszkałeś w Chicago, Los Angeles przez jakiś czas w Europie. Czym jest dla Ciebie podróżowanie i jaki wpływ ma to na Twoją sztukę?

Coultrain: Wszystko wiąże się z poszukiwaniem. Przeprowadzałem się w Stanach właśnie po to, by pojawiać się na tych scenach, uczyć się i eksplorować, grać. Wiele się nauczyłem, odkryłem, że jestem takim stworzeniem, które potrzebuje przebywać bliżej południa, przynajmniej w USA, opierając to na swojej osobowości, gdyż nie jestem osobą, która wiele wychodzi, nie ma dla mnie pożytku w mieszkaniu w wielkim, drogim mieście, którego potencjału nie mogę wykorzystać.

Krążą pogłoski, że planujesz wspólny projekt z Dexter Story.

Coultrain: Dexter zrobił kilka utworów, których Ben nie wyprodukował. Ben był odpowiedzialny za większość, ale na tym ostatnim wydawnictwie Dexter wyprodukował, choć raczej skomponował, „Bet Outta Hell” i „Wanted”. Zrobił również jedno nagranie, które było odpowiedzią na pytanie, które mnie nurtowało, nosiło tytuł „When 2 and 2 Make 1”. Wydaje mi się, że nadal można go ściągnąć za darmo z freshselects. Po tym jak skończyliśmy te nagrania, rozmawialiśmy o kolejnym. Dexter jest świetnym kompozytorem, wiele jego kompozycji można powiedzieć, że wzorowane są na Duke Ellingtonie. Nie potrafię dokładnie określić, bo wydaje się chaotyczny, ale w dużym stopniu jest to jazz budowany na standardach. Kiedy o tym mowię, to nie mam na myśli, nie chcę użyć tego słowa, nudnych; nie będzie to regularny standard, ale na takim podłożu. Jest to piękna muzyka. Ale prawdopodobnie, trzeba go posłuchać, żeby przekonać się co się wtedy czuje, dla mnie jest piękne. Jestem tym podekscytowany, gdyż prawdopodobnie pojawi się nagranie, zanim Ben skończy pracę nad kolejnym projektem. Pracowaliśmy już nad tym około 2 lata, składając fragmenty, choć może w sumie był to rok – półtora. Zaczęliśmy gdy mieszkałem w Atlancie, przez rok, zaraz przed tym jak przeprowadziłem się do Saint Louis. Gdy tam przebywałem, napisałem większość tego kawałka.

Jakiś czas temu 14kt zdradził mi, że pracujecie nad drugą częścią utworu “Less than enough”, które oryginalnie śpiewane było przez AB.

Coultrain: Współpracowaliśmy przy czymś, choć nie jestem pewien czy to właśnie przy tym nagraniu. Pracowaliśmy razem, będąc fanami swojej muzyki, jeśli można tak to nazwać. Lubimy nawzajem swoją muzykę. Poznaliśmy się, ale nie mogę powiedzieć, że spędzamy razem czas, przyjaźnimy się czy podróżujemy jak ja z Benem przykładowo. Ale dzielimy podobne poglądy, on jest z Detroit, a Detroit, Chicago i Saint Louis są położone po środku kraju, więc na wiele sposobów jesteśmy do siebie podobni.

Dziękujemy za rozmowę.

Komentarze

komentarzy