Hipnoza, czyli relacja z koncertu KARI we Wrocławiu

Data: 5 marca 2014 Autor: Komentarzy:

jaeaweaw

 fot. MadCat Photography

Wczoraj w sali koncertowej Radia Wrocław wystąpiła młoda polska wokalistka, Kari Amirian. Piękna, prawdziwa, delikatna i bardzo wrażliwa. Na początku obawiałem się o frekwencję… Przerażała mnie myśl, że mógłbym być świadkiem ignorancji Wrocławian (i nie tylko) w stosunku do muzyki. Miło się jednak zaskoczyłem, gdyż na wydarzenie organizowane przez Dolnośląski Teatr Młodego Widza przybyła naprawdę spora liczba ludzi. Miejsca na sali były prawie że wypełnione (zarówno na dole, jak i na balkonie). O godzinie 19:50 połowa siedzeń była jednak jeszcze pusta. Na szczęście z każdą następną minutą powietrza na sali było coraz mniej z powodu pojawiających się nowych widzów/słuchaczy. Zanim na scenę weszła Karolina z zespołem, w którego skład wchodzi czterech chłopaków z Wielkiej Brytanii (David Chatziliadis na gitarze elektrycznej, bracia JonChris Headley kolejno na klawiszach i basie oraz perkusista, John Pullan), na ekranie zobaczyć można było towarzyszącą instrumentalom intro-grafikę, stworzoną przez wooom — kolektyw z Poznania odpowiedzialny za oprawę wizualną (między innymi również BOKKI). Ich również należy doliczyć do pełnego składu.

10006637_594953417258352_1408366699_n

 fot. MadCat Photography

Godzina 20:15, światła gasną, a na scenie pojawia się gwiazda wieczoru. Dziewczyna, na której skupił się wzrok każdej osoby obecnej przy ulicy Karkonoskiej 10 we Wrocławiu. Dalej zaczął się pokaz prawdziwej sztuki. Harmonia dźwięku, czysta, głośna perkusja, oraz lekko przymglone jakby klawisze, które są jedną, drobną wadą tego występu. KARI zaserwowała swoim słuchaczom intymny wieczór, hipnotyzując wizualizacjami, głosem, ruchem scenicznym. Można było odczuć silne emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Powszechnie wiadomo przecież, że to właśnie o emocje chodzi w muzyce. Tą większą wadą wieczoru, choć nie ujmującą mu w żadnym stopniu, była zła akustyka. Momentami nie można było zrozumieć, co Karolina śpiewa, jakie słowa wypowiada, ale to wina bardziej sali, niż osoby odpowiedzialnej za realizację dźwięku. Spodobało mi się, gdy usłyszałem, że nie powinno się w sumie słuchać muzyki na siedząo. Że tak się nie da. Zgadzam się z tym w zupełności i tylko czekałem, aż stanie się coś, co rozluźni trochę publikę. Zabawa we wczesnoszkolne zajęcia z rytmiki były strzałem w dziesiątkę, gdyż później nikt już nie spoczął aż do samego końca koncertu. „Hurry Up” rozpoczęło część „mniej oficjalną” i rozbujało wszystkich uczestników wydarzenia.

6666432

„Przebaczenie daje wolność…” — te słowa zapadły mi najbardziej w pamięć. To prawda, że „…żal jest jak ogień, który to trawi nas od środka”, utwór „Fireproof” jest swoistym hymnem wzywającym do uporania się z właśnie żalem. Pamiętajmy, że wygranymi jesteśmy tylko wtedy, kiedy przezwyciężymy rozpacz jednocześnie wybaczając. To czyni nas tak naprawdę silnymi i to właśnie pragnie przekazać słuchaczom swojej twórczości KARI, po okresie, w którym sądziła, że muzyka nie jest jej powołaniem. Że to nie to. Swoimi ruchami, psychodelicznymi wizualizacjami oraz niezwykłą muzyką Karolina wprowadziła w trans… przynajmniej mnie ;) Każdemu z osobna polecam wybrać się na występ tej niesamowicie utalentowanej kobiety. Poza sceną wydaje się być ciepłą, życzliwą i bardzo skromną osobą. Jeśli wątpicie w alternatywne brzmienia — zmienicie zdanie. Jeśli preferujecie rap — nie szkodzi, w zależności od nastroju można przełączyć się przecież na różnorakie fale. To jest właśnie piękno muzyki — często nas zaskakuje czymś nowym i swoją elastycznością, ponieważ możemy ją dostosować do swoich potrzeb. Całkiem jak grafik w McDonald’s. Trzymajcie się!

 

Komentarze

komentarzy