Wydarzenia

Recenzja: jZamojski Sześć

Data: 6 kwietnia 2014 Autor: Komentarzy:

jZamojski

Sześć (2014)

SuperSound


Jedyną stałą i wyrazistą cechą prawdziwie współczesnej muzyki jest jej dynamiczna wielokierunkowość — już nie tyle mieszanie, co stapianie ze sobą rozmaitych gatunków, koncepcji i technik, aż do otrzymania niemal jednolitej muzycznej tkanki. To znak naszych czasów i niechybnie kierunek, w jakim będzie zmierzać wszelka muzyka nosząca znamiona sztuki.

To także droga, którą na swojej nowej epce obrał Jakub Zamojski, młody instrumentalista z Lublina. Na Sześć, zgodnie z nazwą, złożyło się w istocie właśnie sześć instrumentalnych kompozycji opartych na wyrazistych perkusyjnych bitach z pogranicza trip hopu, elektroniki, eksperymentu i dark jazzu. Przy czym ostatni element jest wyjątkowo złudny, bo o ile saksofon i trąbka momentami zdają się dominować, ostatecznie nie udaje im się sprowadzić istoty kompozycji na jazzową ścieżkę. Chociaż tytuły utworów zgodnie nawiązują do biblijnych wersetów, już pobieżna konfrontacja Pisma z brzmieniem płyty zdaje się wykluczać ilustracyjny lub koncepcyjny charakter wydawnictwa.

Zamojski, jak na tak zwięzły materiał, kreśli swoje brzmienie bardzo intensywnie, przy czym są to raczej poszukiwania czegoś nie do końca określonego, a nawet na tę chwilę niekoniecznie czytelnego, aniżeli zręczne rozwinięcie kompletnej artystycznej wizji. Nie jest to przy tym materiał odkrywający nowe horyzonty, lecz ostrożnie przepisujący na nowo pewne znane wzorce i konwencje. To samo w sobie nie jest niczym złym, ale niestety ostatecznie muzyczne pole krążka okazuje się zaskakująco wąskie, biorąc pod uwagę horyzont terytorium pochodzenia jego poszczególnych składowych. Mimo tego, warto szukać i próbować, wszak nie od razu Rzym zbudowano.

Komentarze

komentarzy