Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: August Alsina Testimony

Data: 9 maja 2014 Autor: Komentarzy:

August-Alsina-Testimony-album-cover

August Alsina

Testimony (2014)

Radio Killa / Def Jam

„Kim jest August Alsina?” — pytali hiphopowi słuchacze widząc wyniki tegorocznej selekcji Freshmanów magazynu XXL. Mieli prawo być skonfundowani, gdyż czasopismo po raz pierwszy w swoim zestawieniu obiecujących młodych raperów zawarło również wokalistę r&b. Słuchając jego debiutanckiego Testimony można jednak dojść do wniosków usprawiedliwiających to wyróżnienie.

Już na samym początku albumu czeka nas uderzenie z grubej rury. Trudne dzieciństwo na Nowego Orleanu, uzależnienie ojca, sprzedaż narkotyków, śmierć brata w strzelaninie — August wciąga nas w swój świat, ale wyraźnie ostrzega, że kolorowo nie będzie. Faktycznie, ciąg dalszy albumu jest ściśle związany z wyznaniami z pierwszego utworu. Wokalista przez całość materiału konsekwentnie buduje autoportret chłopaka ciężko dotkniętego przez życie, wcześnie obranego z niewinności i dziecinnej beztroski. Odbija się to najwyraźniej w licznych (jak przystało na album r&b) utworach opisujących relacje z kobietami. Alsina jest w nich najczęściej niezdolnym do uczuć twardzielem — a przynajmniej takiego udaje, bo nie chce wciągać w tryby swego niebezpiecznego życia kobiet, które zasługują na znacznie więcej. Kiedy wybiera się do strip-clubu to nie tylko po to by pielęgnować swój hedonizm, ale żeby zrozumieć motywy kierujące pracującymi tam tancerkami. Doświadczenia życiowe wykształciły w nim uważnego obserwatora otaczającej go rzeczywistości i chociaż nie ma aż takiej fantazji jak Frank Ocean, to znakomicie przychodzi mu pisanie tekstów z trafnymi i zapadającymi w pamięć linijkami. Swoim piórem mógłby zawstydzić niejednego rapera, w tym spokojnie kilku  z Freshmanów 2014.

Oprawa muzyczna jest taka, jakiej można było się spodziewać na płycie wychodzącej w wytwórni należącej do The-Dreama — i bardzo dobrze. Tony inspiracji r&b lat dziewięćdziesiątych spod znaku R. Kelly’ego łączą się z delikatną elektroniką i południowo-rapową perkusją. Nie brakuje tutaj licznych smaczków, nałożonych na wokal efektów (z pominięciem autotune’a, niech żyje vocoder!), wstawek w stylu chopped & screwed na refrenach. W czasie gdy na innych współczesnych albumach r&b efekciarstwo czasem dominuje nad merytoryczną zawartością albumów, tutaj nie można tego powiedzieć. Utwory z pominięciem czasem miałkich i mało kreatywnych refrenów napisane są bardzo prawidłowo, a całość jest spójna, chociaż wyszła spod rąk całej armii producentów.

August Alsina na swoim debiucie zaprezentował się wystarczająco dobrze, by odcedzić go od tego bardziej generycznego sortu wokalistów r&b pokroju Trey Songza, Ne-Yo albo Lloyda. Pytanie: co dalej? Czy nowoorleańczyk ma jeszcze jakieś historie do opowiedzenia po takiej dawce muzycznego ekshibicjonizmu? Czy patent śpiewającego, wrażliwego ulicznika pozwoli mu zbudować szerszą dyskografię? Czy jest w stanie wysunąć się na pozycję Franka Oceana albo Miguela? Nie nam i nie w tej chwili dane jest sądzić.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure