Wydarzenia

Recenzja: Chromeo White Women

Data: 17 lipca 2014 Autor: Komentarzy:

Chromeo

White Women (2014)

Last Gang Records

Chromeo mistrzami w odkrywaniu nieodkrytych dźwięków nie są. Nie tworzą też muzyki szalenie ambitnej, a Dave 1 wybitnym wokalistą nie jest. Siła kanadyjskiego duetu tkwi za to w ich podejściu do współczesnej muzyki rozrywkowej — wychodząc od electro-funkowych inspiracji, rytmicznych aranżacji i niezobowiązujących tekstów potrafią nagrać album, na którym nawet najsłabsze kompozycje brzmią smaczniej niż niejeden radiowy hit.

White Women to czwarty, studyjny krążek w dorobku artystów. Zatytułowany podobnie jak książka fotografa Helmuta Newtona, oscyluje wokół tematyki związanej z kobietami — 12 utworów mówi o tym, że można kobiety kochać, uwodzić je, żyć z nimi lub bez nich — wszystko to podane lekko i z przymrużeniem oka. Na albumie dominują dynamiczne nagrania i spora ich część mogłaby śmiało zaistnieć na imprezach w klimacie disco. To jednak te spokojniejsze fragmenty krążka przyciągają na dłużej. „Lost on the Way Home” stworzony wspólnie z Solange to znakomity przykład subtelnej, wokalnej harmonii osadzonej w syntezatorowej, łagodnej, soulowej oprawie. Kanadyjczycy zręcznie posługują się wypracowanym przez siebie stylem prezentując go w niezwykle pozytywnym „Come Alive”, nieco sentymentalnym „Old 45’s”, a nawet typowo radiowym „Jealous (I Ain’t with It)”. To własnie za sprawą ich dystansu do siebie potrafią sprawić, że dość infantylne „Sexy Socialite” czy „Frequent Flyer” przypominające aktualne pomysły Will.I.Am’a bardziej niż kogokolwiek innego, brzmią na tyle dobrze, że album można uznać za całkowicie spójny i przemyślany.

Dziesięć lat po debiucie, duet Chromeo nagrał najbardziej przebojowy krążek w swojej karierze. Radiowy potencjał niektórych utworów nie tuszuje faktu, że momentami można odnieść wrażenie nadmiernej monotonii. Przełamuje ją na szczęście znakomity dobór gości — Solange, Toro y Moi oraz Ezra Koening przemycają iskrę swojej wyjątkowości czyniąc White Women ciekawszym wydawnictwem. Zamysłem Dave’a 1P-Thugga było stworzenie krążka, na którym połączone zostaną wpływy minionych dekad oraz to, co w muzyce dzieje się obecnie. Artystom udało się w odpowiednich proporcjach uchwycić esencję electro-funku i disco przeniesionych na współczesny grunt. White Woman to album o tyle udany, że wraz z jego lekkim, radosnym, tanecznym charakterem pojawia się autentyczna przyjemność z jego słuchania. Chromeo umiejętnie czarują i uwodzą od pierwszej do ostatniej nuty, a wdzięku zdecydowanie odmówić im nie można.

Komentarze

komentarzy