Recenzja: Banks Goddess

Data: 9 września 2014 Autor: Komentarzy:

thicke

Banks

Goddess (2014)

Harvest

Nie jest trudno zrozumieć, dlaczego Jillian Banks tak dobrze wpasowuje się w klimat coraz bardziej popularnej nowej fali R&B. W ostatnich latach depresyjna twórczość zdaje się trafiać do coraz szerszej publiczności, a Banks na całym albumie Goddess zwierza się słuchaczom, niczym pokrzywdzona przez długoletniego partnera kobieta. Ta szczerość opłaciła się już przy okazji poprzednich produkcji, więc kontynuacja tego tematu wydaje się zrozumiała.

Na swojej debiutanckiej długogrającej płycie artystka nie zmienia również muzycznego kierunku obranego na wcześniejszych epkach. Porusza się nadal między elektroniką a produkcjami instrumentalnymi, wykorzystując przy tym dość minimalistyczne brzmienia. Tworzy to nieco zimny i surowy klimat, co w połączeniu z bardzo szczerymi i dosadnymi tekstami tworzy jednak spójną całość. Ta dziewczyna zdecydowanie wie, co chce powiedzieć słuchaczom, umiejętnie posługuje się grą słów i dobiera metafory.

W jej muzyce nie ma zbyt wielu jasnych odcieni, objawia się nam raczej w ciemnych barwach. Jedynym jasnym punktem jest jej wokal. I nie mam tu na myśli delikatnej barwy. Jillian brzmi najlepiej w dolnych rejestrach, czego przykładem jest świetny „This Is What It Feels Like”. Nietrudno pomylić jej głos z Nelly Furtado, bo rzeczywiście — śpiewając wyższe tony, brzmi bardzo podobnie, co najbardziej słyszalne jest w „Stick”. To, co najlepsze w jej głosie, to pewne niewymuszone lenistwo. Wydaje się przez to jeszcze bardziej intrygujący.

Znaczna część utworów na Goddess pochodzi z zeszłorocznych epek Fall OverLondon, inne zostały wydane wcześniej jako single, co wyjaśnia liczbę aż 18 pozycji na wersji deluxe. Nie ma się co oszukiwać: kilka z nich, jak wspomniane wcześniej „This Is What It Feels Like”, „Waiting Game”, czy „Beggin for Thread”, postawiły poprzeczkę wysoko. Zatem niewiele z tych premierowych piosenek jest w stanie im dorównać.

Podczas pierwszego przesłuchania płyty ze zdziwieniem doszukałam się pewnych mankamentów wokalnych Banks. Nie od dzisiaj wiadomo, że ballady odsłaniają wszystkie niedostatki techniczne — w przypadku Jillian w „You Should Know Where I’m Coming From” słychać dość nerwowe wibrato oraz wymuszony mocny głos. Może artystka powinna jednak unikać tego typu wyzwań, skoro w innych utworach brzmi przecież doskonale? Z drugiej strony, akustyczne ballady, jak „Someone New” i „Under the Table”, miały być w zamyśle producentów pewnym przerywnikiem między bardziej elektronicznymi produkcjami. Ja jednak raczej będę je omijać.

We współczesnym R&B nie ma zbyt wielu ciekawych artystów, którzy próbują odświeżyć ten gatunek i robić coś zupełnie nowego. Podczas gdy FKA twigs, pomimo całej swojej świetności, nie jest dla każdego, Banks ma uniwersalny urok i łatwiej jest widzieć ją na szczytach list przebojów. Długoletni fani Banks mogą być nieco rozczarowani listą utworów — prawie połowa piosenek z albumu została wydana wcześniej w takiej czy innej formie. Z kolei dla nowych fanów muzyki Banks jest to świetna okazja, aby nadrobić zaległości. Do mnie Jillian trafia jako artystka tajemnicza, eteryczna i uwodzicielska w swoim przekazie. A w swoich tekstach wciąż walczy ze swoimi słabościami, aby czuć się jak tytułowa bogini — godna czci.

Komentarze

komentarzy