Recenzja: Czarny HIFI Nokturny & Demony

Data: 4 października 2014 Autor: Komentarzy:

30854,w_500

Czarny HIFI

Nokturny & Demony (2014)

PROSTO

Hermetyczność to obecnie artystyczne samobójstwo. Kurczowe przywiązywanie się do jednego gatunku i uparte tkwienie w nim, współcześnie kończy się albo zawężoną liczbą odbiorców, albo powolnym odchodzeniem w niepamięć lub sferę sentymentu tych bardziej wytrwałych. I to właśnie tych wytrwałych, otwartych ale i wymagających słuchaczy szuka Czarny HIFI, na zwiad udając się wraz ze swoim najnowszym krążkiem.

Prawdopodobnie najbardziej hiphopowego Czarnego słyszeliśmy na płytach HIFI Bandy. Na wydanym późną jesienią 2012 roku albumie Niedopowiedzenia wysyłał już pierwsze sygnały zmiany kursu, który nieśmiało odbiegał od rapowego nurtu. Debiutancki longplay oczywiście potwierdził wysokiej jakości skillsy producenta w odsłonie stricte hiphopowej, jednak oprócz tego uwydatnił otwartość twórczą najmocniejszego ogniwa HIFI. Między premierą pierwszego, a drugiego krążka, dostaliśmy kolejne dwa argumenty by sądzić, że Warszawski producent poszerza muzyczne zainteresowania i wypływa na do tej pory nieznane sobie wody. Pierwszym z nich było przygotowanie kompozycji na potrzeby składanki Heartbreaks&Promises, na którą wyselekcjonowana została śmietanka rodzimych producentów, kojarzonych głównie z nowobeatowym gruntem. Kolejnym jest nawiązana ostatnio współpraca z dużą komercyjną wytwórnią, której pierwszym owocem ma być wyprodukowanie najnowszej płyty Izy Kowalewskiej (Muzykoterapia). Punktem zwrotnym mogą okazać się jednak Nokturny & Demony.

Podobno najgorsze demony budzą się w snach, a najlepsze nokturny brzmią właśnie gdy zapada zmrok. Noc jest ambiwalentna i Czarny doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Połączenie sprzeczności, różnorodność doświadczeń czy też skrajne emocje — wszystko to zostawia piętno na dźwiękowej materii zebranej na Nokturnach i Demonach. Gospodarz wydawnictwa w noc nie wypuszcza się jednak sam. Poszczególne konstelacje pomagają mu współtworzyć instrumentaliści (Adam Kabaciński i Marek Pędziwiatr z Night Marks Electric Trio), wokaliści (Iza Kowalewska, Tomson), turntabliści (DJ Kebs i DJ Eprom), wielu zasłużonych MCs (KęKę, Hades, VNM, Sokół, Ten Typ Mes) oraz najjaśniejsza w tym zbiorze gwiazda w osobie Promoe (Looptroop Rockers). Obecność tylu artystów wpływa oczywiście na finalną barwność i wielowarstwowość tego materiału. Największą siłą N&D, pokazującą szeroki wachlarz stylistyczny, są przede wszystkim bardzo udane boombapowe produkcje „Dziecko We Mnie” i „Fabric of Live”, nowobeatowa kompozycja „Latami”, świetne rozbudowane instrumentale „Nokturn” i „Anti Hype”, inspirowany dubstepem „Tommy Lobo” oraz zaskakująca, niemalże akustyczna piosenka „Nadzieja”, która jest jedynym utworem, gdzie Czarny nie sugerował tematyki tekstu. Na płycie zdarzyły się oczywiście słabsze momenty, ale te wyraźnie w powyższym pominąłem. Z pewnością Nokturnom i Demonom brakuje takiego wyrazistego przedstawiciela; utworu, który z automatu byłby kojarzony z tym wydawnictwem, jakim na poprzedniej płycie była kompozycja „Niedopowiedzenia”, na której świetne wersy położył Pezet. Najnowszy materiał – z drobnymi wyjątkami – jest jednak bardziej kompleksowy i spójny od swojego poprzednika.

Nokturny & Demony z pewnością trzeba się wsłuchać. Nie jest to materiał, którym można zachłysnąć się już w trakcie pierwszego odsłuchu. Czarny chce przez to zatrzymać przy głośnikach tych cierpliwszych, wnikliwszych i bardziej świadomych odbiorców. Słuchaczy, którzy wychylają nos również poza hip hop; znajdujących uznanie także dla innych stylistyk i gatunków. Bo Muzyka jest językiem Wszechświata, a ten jest dla nas najlepiej widoczny właśnie nocą.

Komentarze

komentarzy