Jennifer Hudson
JHUD (2014)
RCA

Wcześniejsze poczynania muzyczne Jennifer Hudson balansowały na granicy popu i R&B z domieszką soulowej wrażliwości, a nawet tanecznego drygu. Jej potężny wokal rozbrzmiewał w balladach, przenosząc odbiorcę w muzyczne przestworza i pozwalając mu na oderwanie się od rzeczywistości. Tym razem wokalistka odkopała dyskotekową kulę, założyła taneczne buty i zaprasza nas na parkiet, by w rytmie jej najnowszego albumu JHUD zabrać nas w podróż po muzyce disco.
Krążek wypełniony jest głównie upbeatowymi utworami, które tworzą zwięzłą całość. Jennifer nigdy nie oszczędzała głosu, co słychać również na tej płycie. Miejscami jest to irytujące, jak w „Moan” czy „It’s Your World”, ale w większości nadaje charakter płycie i podkreśla drapieżność wokalistki, która po życiowych przejściach, zyskała siłę i pewność siebie. Owy temperament można odczuć już na otwarciu płyty, gdzie nie tylko mocny wokal, ale dosadny tekst wbijają słuchacza w fotel, nie pozwalając mu się od niego oderwać. Wśród producentów płyty znalazły się takie nazwiska jak J-Roc, Timbaland, DJ Wayne Williams czy Pharrell Williams, którego charakterystyczne brzmienie, powielające stare schematy, usłyszeć można w „I Can’t Describe” z gościnnym udziałem T.I.’a, czy „He Ain’t Goin’ Nowhere” z charakterną Iggy Azaleą, gdzie dodatkowo przewija się sample z utworu „What I Am” Edie Brickell.
Nie trudno zauważyć, że Jennifer, zapraszając do współpracy znane nazwiska, zapragnęła powtórzyć sukces poprzednich wydawnictw. Pomimo że całości słucha się przyjemnie, to jednak płycie brak wyjątkowości i indywidualizmu, a sama wokalistka nie nadaje utworom charakteru. Bez żadnych problemów inny artysta mógłby wykonać dany kawałek, a słuchacze nie odczuliby różnicy. Zdecydowanie kompozycyjną dźwignią dla albumu jest „Bring Back the Music”, w którym wokalistka płynnie poruszając się między wersami, unosi słuchacza ponad wyżyny przyziemnych dźwięków, sięgając tym samym do swoich wcześniejszych dokonań i pozwalając mu poczuć delikatny flow.
Wyciągnięta z szafy dyskotekowa kula i taneczne buty, okazały się jednak dla Jennifer Hudson nieco zakurzone. Poruszanie się przez wokalistkę po odświeżonych rytmach disco brzmi, jakby śpiewała utwory innych artystów, a nie wyznaczała własne trendy. Zagubiona na parkiecie, powiela schematy, tracąc jednocześnie swoją indywidualność i szanse na wyznaczenie własnej ścieżki muzycznej. Pomimo że JHUD to solidny zbiór dopracowanych pod względem muzycznym i lirycznym utworów, wokalistka o takim głosie jak Jennifer Hudson, powinna w końcu znaleźć swój muzyczny kierunek, a nie poddawać się obecnie panującej modzie.



Komentarze