Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Young Fathers Dead

Data: 26 listopada 2014 Autor: Komentarzy:

Young Fathers

Dead (2014)

Anticon / Big Dada

Można dyskutować, czy na swoim tegorocznym wydawnictwie Young Fathers wypadli lepiej niż ich koledzy po fachu zza oceanu — Shabazz Palaces. Szkockie trio co prawda zdeklasowało konkurencję w Zjednoczonym Królestwie, zdobywając prestiżową Mercury Prize, którą wielu wieściło FKA Twigs lub Damonowi Albarnowi, ale trudno orzec, czy można nazwać Dead, ich prawowity długogrający debiut, najlepszą pozycją w ich dotychczasowej dyskografii.

Bo chociaż Young Fathers wciąż utrzymują wysoki poziom koherencji swoich płyt, już przy pierwszym odsłuchu ich nowego krążka nie da się nie zauważyć, że poświęcili na nim inny istotny walor cechujący ich nagrania. A właściwie rozwinęli go ponad akceptowalną proporcję, bo zalążki hymnicznych refrenów można było usłyszeć już na zeszłorocznej epce Tape Two. Stadionowy wydźwięk wielu współcześnie nagrywanych piosenek ma być najpewniej gwarantem sukcesu na radiowych playlistach, ale bywa, że i to nie wychodzi tak, jak miało, a nieznośna maniera pozostaje, nierzadko zmieniając dobrze rokujące numery w archetypowy landszaft. A piszę o tym tylko dlatego, że Young Fathers udało się skutecznie oszukać przeznaczenie, okraszając wspomniane hymniczne refreny plemienną rytmiką i mimo wszystko freakowym podejściem do materiału — nawet w tak nośnych utworach jak singlowe „Get Up” czy otwierające „No Way” — naturalna kontynuacja muzycznej ścieżki Blackalicious. Czegokolwiek by od tria nie oczekiwać, Dead to jak dotąd ich najbardziej przebojowy materiał, przy czym, mimo wszystko, należy to słowo wziąć w pewien cudzysłów, bo grupa wcale nie rozmienia się na drobne, ani nie poświęca swojej dotychczasowej wizji artystycznej dla niepewnych pięciu minut w świetle reflektorów. Na Dead swoje wymarzone bangery znajdą bowiem ci, którzy weszli na kolejny stopień wtajemniczenia — do pogrążonego w półmroku, zadymionego, ciasnego pomieszczenia, w którym wszystko zaczyna nieśpiesznie wirować, nadając wielokrotne znaczenia każdemu oddechowi czy uderzeniu bębna.

Young Fathers nie popełnili błędu Shabazz Palaces — warunkiem koniecznym dla funkcjonowania tego, ryzykownego poniekąd, muzycznego organizmu jest zachowanie koherencji i konsekwencji. I oba te warunki zostały na Dead spełnione. Grupa znalazła bowiem idealny kompromis między długością i liczbą utworów na płycie a brzmieniem i klimatem całości, dzięki czemu replay value krążka diametralnie wzrosło — nawet jeśli bardziej stonowana końcówka zaczyna odrobinę się dłużyć, wraz z ostatnimi taktami „I’ve Arrived” rodzi się nieodparta chęć powrotu do charyzmatycznego początku.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure