Recenzja: B.O.K Labirynt Babel

Data: 3 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

bok

B.O.K

Labirynt Babel (2014)

Aptaun Records

Wieża Babel to biblijna opowieść o budowli, która tworzona przez lud miała sięgać nieba. Jednak Bóg pomieszał wszystkim języki, aby nie mogli komunikować się między sobą, czego następstwem było fiasko powstania konstrukcji B.O.K postanowili przyłożyć wspomnianą historię do obecnego świata i kondycji społeczeństwa.

Ta płyta jest manifestem i skumulowaniem emocji kipiących od obserwacji panującej rzeczywistości. Słowo „labirynt” w tytule nie pojawia przypadkowo. Bisz wspomagany armią znakomitych muzyków, penetruje kolejne korytarze, próbując zrozumieć lub wykrzyczeć własne zdanie na tematy dotyczące ludzkości. „Po naszej stronie globu sadzonki mięsa / pochłaniają znowu plony mogące wykarmić ten świat”. Podobnych stwierdzeń znajdziemy na Labiryncie Babel całe mnóstwo. Teksty mocno ocierają się o socjologię, czasami nawet — filozofię. Przykładem jest chociażby „Opowiedz mi o swoich planach”, gdzie Bisz wciela się w boga i rozlicza słuchaczy, fundując im dzień sądu ostatecznego. Warto nadmienić, że tekściarz B.O.K. oprócz wszystkich przemyśleń i obserwacji zawartych na płycie, nie stara się edukować wszystkich, a sam również stawia się gronie dzisiejszych grzeszników. Daleko mu do mentorstwa, dlatego lirykę można poznawać z wielu perspektyw, co jest ogromnym plusem. Raper przez całą płytę prowadzi samotną walkę ze światem, z ludzkością, z samym sobą. Inteligentnie.

B.O.K. to nie tylko sam raper, ale również znakomity zespół muzyków. Melodie na Labiryncie Babel, idealnie zgrywają się z tym co słyszymy w tekstach i nie ma w tym ani krzty przesady. Wspomniane już „Opowiedz mi o swoich planach” to lekko abstrakcyjna muzyka nadająca powagi liryce wypowiedzianej przez postać „boga”, z kolei „Flaki” to mroczny podkład z rockową nutką podkreślający opowieści o penetrowaniu trzewi. W „Jurodiwym” połamany bit prowadzi elastyczne flow Bisza po wielu ludzkich wadach, żeby na końcu przeistoczyć się w esencję gry instrumentów z B.O.K.

Nie da się porównać tej płyty do poprzednich wydawnictw bandu, zarówno pod względem muzyki jak i rapu. Labirynt Babel jest albumem koncepcyjnym w pełnym znaczeniu tego słowa. Wszystko jest tutaj mroczne, metaforyczne, przemyślane od początku do końca. Progres słychać przy każdym odsłuchanym utworze, co jest z pewnością również zasługą ogromnej ilości wspólnie zagranych koncertów i da się wyczuć, że poszczególni artyści tworzą monolit. Płyta jest dopracowana i dopieszczona pod każdym względem, co powoduje, że chce się do niej wracać, żeby odkrywać co raz to nowe smaczki.

Ciężko wskazać minusy, ponieważ całość brzmi i trafia w sedno. Jeśli ktoś czasem próbuje spojrzeć z szerszej perspektywy na to, co się dzieje dookoła i chce poznać inny (ciekawy, inteligentny!) punkt widzenia, to album będzie nieco  za krótki. Kto inny natomiast przyczepi się do mędrkowania, które przewija się przez całą płytę i zgani materiał za monotematyczność. Ja jestem gdzieś pośrodku, kierując się trochę bardziej w stronę pierwszej opcji, bo lubię numery w stylu „Nic przez C z kreską”, gdzie Bisz opisuje swoją historię związaną z muzyką — autobiograficznie —  a muzyka jest wielokrotnie podrasowaną Utopią Pawbeatsa.  Niestety taki numer jest tylko jeden i niestety raper z B.O.K. nadal jest przesadnie skromny. Niepotrzebnie, ten materiał znajdzie się wysoko w podsumowaniach roku.

Komentarze

komentarzy