Recenzja: Ghostface Killah 36 Seasons

Data: 13 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

Ghostface Killah

36 Seasons (2014)

Tommy Boy

Tony Starks wraca na Staten Island. Musiało minąć dziewięć mroźnych zim, dziewięć kwitnących wiosen, dziewięć upalnych lat oraz dziewięć wietrznych jesieni, aby rapowy Ironman zawitał ponownie na stare śmieci. Sprawy nie wyglądają jednak tak cudownie, jakby mogło się wydawać. 9 lat to wystarczająco długi okres, żeby świat zmienił się o 180 stopni. Dawna miłość ma kogoś innego, kumple stracili dawne ideały, osiedle tapla się w błocie pełnym problemów. Starks podejmuje rękawice, zakłada specjalną maskę i zamienia się w lokalnego superbohatera. Najwyższy czas przywrócić porządek w okolicy.

Tak po krótce wygląda fabuła najnowszego solowego albumu członka legendarnej grupy Wu-Tang Clan — Ghostface’a. Każdy z gości na albumie odgrywa konkretną postać. Głównymi bohaterami całej historii, prócz gospodarza, są — piosenkarka Kandace Springs (stara miłość Starksa o imieniu Bamboo), Kool G Rap (lokalny boss), AZ (stary przyjaciel z czarnym podniebieniem) oraz Pharoahe Monch (doktor o ponadprzeciętnych zdolnościach). Można więc zaryzykować stwierdzenie, że rapowa część obsady jest iście oskarowa.

Opowieść oczywiście nie mogła obyć się bez ścieżki dźwiękowej. Soundtrackiem do scen przedstawionych przez bohaterów jest muzyka zespołu The Revelations, wspieranego w poszczególnych utworach przez takich producentów jak Fizzy Womack czy Malik Abdul-Rahmaan. Wypadkową tego jest mocno soulowy klimat, w stylu starego Motown, doprawiony ponurym, szorstkim, nowojorskim brzmieniem.

Podsumowując całość, album stanowi zgrabnie skonstruowaną historię ozdobioną muzyką, której niektóre momenty brzmią jakby były żywcem wyjęte z albumu wydanego w latach 70. Paradoksalnie znaczna spójność wydawnictwa jest jego przekleństwem. Ciężko wyróżnić konkretne utwory, które wybijałyby się na tle pozostałych. Na pewno warto posłuchać ich wszystkich i poznać opowieść Ghosta, ale czy któryś z nich pojawi się ponownie w odtwarzaczu za rok? Raczej wątpię. Mimo tego jest to solidna pozycja w bogatym katalogu reprezentanta Staten Island. Jeśli dziś zauważyłbym komentarz o treści: „Ghostface Killah 2014 > Wu-Tang Clan 2014”, to polubiłbym go bez wahania.

Komentarze

komentarzy