
Jodeci
The Past, The Present, The Future (2015)
Sphinx Music Entertainment/Epic

Dwadzieścia lat to szmat czasu, zwłaszcza w erze muzyki i informacji cyfrowej. Dlatego też wydawałoby się, że Jodeci, którzy po niemal dwóch dekadach przerwy powrócili do nagrywania, w tytule swojego nowego krążka trafili w sedno. The Past, The Present, The Future, krótko, w zaledwie trzech słowach, rozprawiamy się z przeszłością, wkraczamy w teraźniejszość i patrzymy w przyszłość. Komunikat jak najbardziej logiczny i zrozumiały. W praktyce okazało się niestety, że teraźniejszość jest wariacją na temat przeszłości, a sama przeszłość prezentuje się jakby mniej wzniośle niż na pierwszych trzech płytach grupy, będących przecież absolutnym fundamentem new jack swingu.
Jak wszystkie boysbandy lat 90., tak i Jodeci swoje największe przeboje zdobywali dzięki pościelowym balladom. Od tego czasu realia zmieniły się jednak znacząco, z czego grupa doskonale zdaje sobie sprawę, zastrzegając, że na krążku nie będzie kolejnego „Cry for You”. To pewnie też wybieg, który miał ochłodzić entuzjazm dawnych fanek, ale i zdroworozsądkowe spojrzenie na sprawę. I rzeczywiście, poza na wskroś boysbandowym „Jennifer”, utwory downtempo zostały albo wrzucone na nieco wyższe obroty, albo podszyte syntezatorowymi efektami i wyrazistymi bitami tak, by mogły się zagubić na współczesnych plejlistach radiowych — najlepszym przykładem będzie post-pościelowe „Every Moment”, które podąża właśnie za tym schematem, łącząc klasyczny 90sowy soulowy vibe z współczesną produkcją. Efekt jest umiarkowanie ekscytujący, ale nie da się zakwestionować pewnej, być może rzemieślniczej, solidności.
Z pewnymi wyjątkami tak można podsumować zresztą cały krążek sprawnie adaptujący dawne sprawdzone patenty na nowe czasy. Nie jest to zupełnie inny zespół, pomimo upływu dwudziestu lat słychać i czuć tutaj dawne Jodeci, ale nie ma też mowy o powrocie do dawnej formy. Choć niewątpliwie cieszy, że panowie nie zrezygnowali z klasycznych new jack swingowych patentów — ekspozycja perkusyjnej automatyki w kolejnych numerach na krążku mówi sama za siebie — brakuje dawnej iskry, błysku w oku, odrobiny szaleństwa i to nawet, jeśli ma się z tyłu głowy myśl, że Jodeci nigdy nie byli szczególnie tanecznym zespołem.
Otwierające album „Too Hot” to produkcyjnie koronny przykład R&B sprzed piętnastu lat. Nie brakuje mu wyrazistości, nieśmiertelny DeVante Swing zadbał o mocne wejście, ale jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to utwór przez swój umiarkowany anachronizm nadmiernie kompromisowy — tytułowe The Past, The Present, The Future zostały tu zmieszane w jednolitą masę. Doskonale prezentuje się za to singlowe „Nobody Wins”, któremu B.o.B. dodaje nieco dynamiki, ale co ciekawe druga zamieszczona na płycie wersja, bez rapera, broni się nawet lepiej. Mocny, dobrze zaśpiewany refren, ponadczasowe patenty, tak powinno brzmieć Jodeci w 2015 roku. Co ciekawe wydaje się, że grupa doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych punktów, bo drugi najlepszy utwór na krążku, „Sho Out”, także doczekał się drugiej, w tym wypadku akurat niepotrzebnej, wersji z towarzyszeniem Liany Banks.
Miło słucha się chłopaków po tak długim czasie, zwłaszcza że wciąż znakomicie dają sobie radę, ale nie jest to płyta w żaden sposób odkrywcza czy ekscytująca.


Komentarze