Recenzja: Rasmentalism Wyszli coś zjeść

Data: 29 kwietnia 2015 Autor: Komentarzy:

rasmentalism

Rasmentalism

Wyszli coś zjeść (2015)

Asfalt Records

Po półtora roku od premiery doskonałego Za młodzi ma Heroda Ras Ment XXL, szerzej znani jako Rasmentalism muszą zmierzyć się z syndromem drugiej płyty. Premiera legalnie debiutanckiego albumu nie tylko ugruntowała pozycję duetu na polskiej scenie rapowej, ale i zawiesiła bardzo wysoko poprzeczkę przed kolejnymi produkcjami. Pozostaje jedynie zmierzyć się z samym sobą i z własną popularnością. Syndrom drugiej płyty czy kolejny okrutnie równy album?

Puszczamy oko do czasów, kiedy powtawał nasz ulubiony rap, Kanye West nie chodził z lustrem pod ręką, chłopaki z Outkast byli świeży i czyści, Talib Kweli Hi-Tek mieli wspólny tok myślenia, a Camron wcale nie wyglądał tak głupio w fioletowym. Dorzucamy do tego sporo Rasmentalismu i idziemy coś zjeść.

Takim zdaniem wita nas wewnętrzna część opakowania płyty. I ten krążek dokładnie tak brzmi. Podróż dobrą dekadę wstecz do złotych czasów w hip-hopie podszyta niepodrabialnym stylem. Słychać tu echa produkcji DilliQ-TipaTimbalandaKanyego z The College Dropout, Organized Noise czy nawet Soulquarians. Mentos cały czas balansuje na cienkiej granicy między idealnym wyważeniem bitu a przekombinowaniem. Gdy tylko dostaje odrobinę więcej przestrzeni (zwłaszcza w końcówkach utworów), naprawdę pokazuje na co go stać, zamykając grę swoimi aranżacjami. Posłuchajcie kawałków z Dobrej muzyki, ładnego życia — sposób, w jaki to charakterystyczne, rasmentalismowe brzmienie zostało dopracowane naprawdę imponuje. Od przepięknych soulowych sampli, przez egzotyczne motywy, zagrane partie (perkusyjne, klawiszowe i trąbka), gospelowy chór, południowy vibe, po flirt z taneczną elektroniką, skomponowane w spójną całość, może nawet nieco lżejsza niż wcześniej, która przede wszystkim — brzmi piekielnie dobrze.

Pozostaje jeszcze kwestia co z tą całą muzyką zrobić i tutaj pojawia się nikt inny niż Ras. Nie ma na polskiej scenie drugiego takiego duetu raper–producent. Muzyczna chemia, jaka wytworzyła się pomiędzy nimi, powoduje, że ciężko byłoby wyobrazić sobie kogokolwiek, kto lepiej potrafiłby wykorzystać te bity. Nie chodzi tutaj o techniczne niuanse, składanie wielokrotnych rymów czy nieziemskie przyspieszenia. Wyczucie podkładów swojego producenta, z niewymuszonym luzem, dystansem przez pryzmat lekko ironicznego spojrzenia na świat przekłada się na jeszcze lepsze storytellingi jak i pojedyncze wersy. W porównaniu do poprzednich płyt słychać, że Ras wkłada w tą muzykę jeszcze więcej, nieważne czy w bardziej osobistych utworach, czy koncepcyjnych kawałkach.

Całość jest jeszcze bardziej przyjemna w odbiorze. Może to zasługa lżejszej formy, w jakiej podane zostały problemy okołotrzydziestolatków, a może to śpiewane refreny (Tomson Klaudia Szafrańska!). Całość brzmi świeżo, mimo tego, że to przede wszystkim „stary, dobry Rasmentalism„. W całym zalewie tegorocznych premier, to obowiązkowa pozycja na cieplejsze dni.

Komentarze

komentarzy