Slow jam od
Christiny Milian po długim czasie doczekał się wizualizacji. Seksowna „mokra Włoszka” z komputerowym wokalem wije się przed kamerą otoczona materiałem spadochronu. I nie byłoby w tym nic złego, bo przecież jest to pościelowa ballada, która zagościła w niejednej sypialni, ale oglądać to samo przez ponad 4 i pół minuty, to zdecydowane nadużycie. Ciekawym byłoby wprowadzenie fabuły i opowiedzenie zmysłowej historii. Jednak zamiast szumnie zapowiadanej rebelii, otrzymaliśmy co najwyżej niewielki zryw. Czekamy na dalsze poczynania
Christiny, mając nadzieję, że powróci w wielkim stylu.
Komentarze