Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Ptaki Przelot

Data: 9 czerwca 2015 Autor: Komentarzy:

Ptaki

Przelot (2015)

Transatlantyk

Producencki duet Ptaki i związany z nimi label The Very Polish Cut Outs to na swój sposób zwieńczenie kreatywnego diggingu ostatnich lat. Odkopywanie zapomnianych, a nierzadko nigdy naprawdę niepoznanych hajlajtów polskiej muzyki popularnej minionych dekad musiało ostatecznie znaleźć jakieś ujście i z rozwiązaniem pośpieszyli obok Zambona i spółki właśnie Funkoff i The Phantom. Dla szerokiej publiki przywiązanej do swoich iPhone’ów i Spotifaja oryginalne wersje pozostają nierzadko niedekwatne. To inny świat, którego uroki, trzeba wpisać w nowy kontekst, by nie odstawały nadto krojem od pozostałych elementów cyfrowego anturażu. Modelowy digger drugiej dekady XXI wieku nie tylko więc odszukuje i zestawia ze sobą co ciekawsze pozycje, ale dokonuje daleko idącej adaptacji.

W tej roli Ptaki, dzielące zresztą nazwę z polską grupą z lat 70., sprawdzają się znakomicie. Ich mieszanka stylistyczna jest głębiej osadzona w oniryzmie i melancholii, aniżeli okołofunkowe edity The Very Polish Cut Outs, co pozwala im na bardziej kompleksowe przeniesienie własnej koncepcji diggingu do formatu płyty długogrającej. Nie można się więc dziwić, że Przelot akcentuje właśnie te dwie cechy znacznie bardziej niż dotychczasowe wydawnictwa grupy. Winylowe trzaski samplowanych płyt mieszają się tu zatem w nieśpiesznie ewoluujących loopach z warstwą elektronicznych efektów, które w zależności od utworu sumują się do mniej lub bardziej retrokosmicznej aury.

Ostatecznie cały projekt od początku do końca to wzorcowy przykład muzycznego recyklingu, w którym nagrania źródłowe stanowią pewną bazę, surowiec, ale tracą swoją oryginalną formę — melodie zastępuje powtarzanie ściśle wybranych motywów i kreowanie z ich pomocą nowych. Schemat przypomina trochę powstawanie jazzowych czy klasycznych wariacji na zadany, funkcjonujący już w dyskursie temat. Pod tym względem Ptaki to inna jakość niż The Very Polish Cut Outs — podczas gdy tamtemu projektowi bliżej do didżejskiej koncepcji remiksu, warszawski duet tworzy w oparciu o pożyczone elementy materiał autorski. I tak oto z „Już kocham cię tyle lat” Wandy Warskiej u Ptaków zostało jedynie „Już tyle”, poetyczność oryginału zastąpiono tu jazz-rockowymi impresjami z trip-hopowym bitem, a „Mam tyle siły” Jolanty Arnal wzbogacone o dubowy motyw dostało zasłużenie nowe życie jako „Nie zabijaj”.

Ale refreny na płycie Ptaków to wbrew pozorom raczej wyjątki niż reguła. Większość kompozycji, zbudowana na klasycznych samplach polskich utworów instrumentalnych, to bardziej plunderfonika spod znaku DJ’a Shadowa w wielu rozmaitych odcieniach — deszczowych synthpopowych eksperymentów w stylu wczesnego Kombi w „Ostatnim kursie”, porwanych pulsujących sampli wokalnych w „Słonecznym pyle” czy dubstepowego zacięcia w „Gdy nadchodzi księżycowa pora”. Ostatecznie tracklista edycji winylowej, zawierająca dziewięć z czternastu utworów z programu wersji cyfrowej w zmienionej kolejności, prezentuje się znacznie bardziej spójnie i — co ważne — mieści się akurat na dwóch stronach czarnej 12-calowej płyty, dzięki czemu wyczerpuje temat bez wyczerpywania słuchacza. Szkoda jedynie, że na krążku nie znalazło się miejsce na poniekąd sygnaturowe dla duetu „Jak ptaki” wydane na singlu przed rokiem.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure