Recenzja: Bilal In Another Life

Data: 22 lipca 2015 Autor: Komentarzy:

inanotherlife

Bilal

In Another Life (2015)

eOne/Purpose Music Group

BilalAdrian Younge. Wiadomość o albumowej współpracy tej dwójki spadła jak grom z jasnego nieba, ale burzy emocji wśród słuchaczy nie wywołała. Być może nic w tym dziwnego — wokalista z Filadelfii jest ważna postacią neo-soulu, ale nie tego kalibru co Erykah Badu i D’Angelo. Pan Younge — pomimo sukcesów przy reanimacjach karier Ghostface’a, Souls of Mischief, czy The Delphonics — to wciąż niszowy producent. In Another Life nie będzie przełomem w karierach żadnego z muzyków, ale zapewnia godne status quo w oczach kumatych.

Adrian wielokrotnie udowodnił już, że jest mistrzem w dostosowywaniu się do różnych konwencji, zależnych od kolaborantów. Tym razem, zamiast odtwarzać otoczenie z Airtight’s Revenge, czy A Love Surreal, obrał kurs na psychodeliczny soul lat siedemdziesiątych, oraz na bycie po prostu samym sobą. Poza małym anachronizmem w postaci stylizowanego na „Sexual Healing” Marvina utworu „Pleasure Toy” całość trzyma się konsekwentnie tradycyjnych rozwiązań, sztuki tworzeni muzyki niemal wyłącznie za pomocą gitary, basu, klawiszy i zestawu perkusyjnego. Prawie każdy utwór czymś się wyróżnia wśród pozostałych — od kojącego ciepłem promieniującym z rhodesów („Open Up The Door”), przez ostrzejsze gitary w szalonym „Lunatic”, po najzwyczajniej w świecie genialną melodię „Bury Me Next To You”.

Ale to Bilal niesie przede wszystkim ten album. Stosowane od lat prince’owe sztuczki opanował już do perfekcji, wydaje się że potrafi ze swym głosem zrobić wszystko. Jest romantyczny, podniosły, ale potrafi w duecie z Big K.R.I.T.em zabrać się za temat rodem z repertuaru R. Kelly’ego (bynajmniej nie wychodząc na świntucha). Zabiera głos w konkretnej sprawie, po czym ucieka w świat metafor, za pomocą których zmusza nas do jeszcze głębszego zastanowienia. Przez cały album maluje pewien większy obraz, parafrazę życia hartowanego przez doświadczenia jako rośliny kwitnącej dzięki kroplom spadającego na nią deszczu. Kiedy mówi, że „I Really Don’t Care”, nie wierzcie mu tak do końca.

In Another Life to właściwy album wydany we właściwym momencie. Wyrazisty singiel z K-Dotem, czy ogólny charakter współpracy z Youngiem pozwalają nam dostrzec, że Bilal nie puszcza jedynie oczka w kierunku miłośników starego dobrego soulu, a wpisuje się rosnący właśnie w siłę ruch odrodzenia czarnej muzyki. Gra w tej samej drużynie co obecnie D’Angelo, Thundercat, Kamasi WashingtonKendrick Lamar ze swoim ostatnim albumem. Bardziej na asyście, niż na ataku, ale czy to istotne? Wazne że nasi wygrywają.

Komentarze

komentarzy