Wydarzenia

Recenzja: Robert Glasper Covered

Data: 26 lipca 2015 Autor: Komentarzy:

digit

Robert Glasper

Covered (2015)

Blue Note

Odkładając na bok ciężkość hip-hopowych beatów, wzniosłość soulowych refrenów i elektroniczne muśnięcia, Robert Glasper powrócił do podstaw — fortepianu, kontrabasu i perkusji. Przed publicznością zgromadzoną w historycznym Studio A wytwórni Capitol w Los Angeles, u jego boku zaprezentowali się muzycy, z którymi ciężko pracował na sukces swoich pierwszych krążków wydanych pod szyldem Blue Note. Vicente Archer, Damion Reid i sam Glapser po raz kolejny udowodnili, ile harmonii ma w sobie liczba trzy.

Bazując na albumach spod znaku Black Radio, dziękując za zdobyte nagrody Grammy, Robert chciał odkurzyć akustyczną prostotę i zabrać swoich słuchaczy w świat jazzu. Istotne było jednak zachowanie równowagi, odnalezienie złotego środka, w czym miał pomóc dobór repertuaru — obok kompozycji znanych z Czarnego Radia i tych nigdy wcześniej nie zarejestrowanych przez trio, znalazły się tu kawałki, których Glasper po prostu lubi słuchać. Na krążku przewijają się m.in. utwory Radiohead, Jhené Aiko, Johna Legenda, można usłyszeć echa Joni Mitchell, a nawet Cyndi Lauper.

W całość pięknie wprowadza ponad siedmiominutowe wykonanie „I Don’t Even Care”, ale jeśli na tym początkowym etapie płyty ktoś liczy na spokojne, muzyczne dryfowanie, to powinien pomyśleć jeszcze raz i na wszelki wypadek zapiąć pasy, bo zza horyzontu wyłania się ostry zakręt. „In Case You Forgot” to trzynaście minut obłędnej przejażdżki jazzowym rollercoasterem, który po wspięciu się na najwyższy szczyt, szarpie, gwałtownie podskakuje, leci na pełnym rozpędzie w dół i w końcu zupełnie łagodnie dociera do mety. Szansę na złapanie oddechu daje przyjacielskie wspomnienie Musiq Soulchilda w „So Beautiful”. Interpretacja „The Worst” na chwilę zatrzymuje cały świat, ale już za moment „Good Morning” bez wstrząsów przywraca jego bieg, by potem znowu popłynąć z „Levels” w stronę refleksyjnej końcówki. Robert Glasper niezmiennie wraca do historii i problemów ciemnoskórej społeczności, co na tym krążku podkreślają dwa ostatnie nagrania — „Got Over”, w którym rozbrzmiewa głos aktora Harry’ego Belafonte oraz poruszające „I’m Dying Of Thirst”.

Covered nie jest po prostu koncertową płytą. To album, który daje wiele możliwości — można wcisnąć play i o dowolnej porze, w dowolnym miejscu przenieść się na wyjątkowy występ tria; można delektować się nowymi interpretacjami ulubionych utworów innych artystów; można go dać w prezencie komuś, kto dopiero odkrywa jazz i czuje się w tej rzeczywistości jeszcze trochę niepewnie; można przy nim przebijać się przez miasto w godzinach szczytu; można go też potraktować jako ścieżkę dźwiękową do snucia życiowych refleksji. Ostatecznie każdy wybór okazuje się być dobry. I chociaż nie jest to krążek roku, ani przełomowe wydawnictwo, które za kilkanaście lat będzie się szczególnie wyróżniało w dorobku Glaspera, to przy każdym powrocie pozwoli odnaleźć trochę zagubionej wrażliwości.

Komentarze

komentarzy