Recenzja: Run the Jewels Meow the Jewels

Data: 29 września 2015 Autor: Komentarzy:

Run the Jewels

Meow the Jewels (2015)

Mass Appeal

Termin kocia muzyka nabrał właśnie zupełnie nowego znaczenia. Od żartu, przed dowcipną kickstarterową akcję fanowską, po zupełnie poważny pełnoprawny album z remiksami — tak można w telegraficznym skrócie opisać historię powstania Meow the Jewels, które do znakomitego zeszłorocznego Run the Jewels 2 dodaje zgraję miauczących czworonogów. To bez wątpienia jedna z najbardziej spektakularnych akcji wydawniczych czasów internetu zrealizowana oddolnie ramię w ramię z gotowymi do współpracy artystami, którzy dzięki Twitterowi, Instagramowi i bezpośredniej dystrybucji muzyki nigdy jeszcze nie byli tak blisko swojej publiki — przynajmniej od czasu, gdy narodziła się fonografia. Z projektu jednak niewiele by wyszło, gdyby nie koty. Koty, które od lat niepodzielnie rządzą internetem, po licznych próbach znalazły wreszcie wejście do pierwszej ligii światowej muzyki. Co więcej — z pomocą Killer Mike’a, El-P i zaproszonych producentów wykonały swój plan bez zarzutu.

Sztos na sztosie, po kociemu miau miau miau (czy też nyan nyan nyan, jak kto woli) — tak w trzech słowach można podsumować próby oswojenia Killer Mike’a i El-P przez kocią ferajnę. Okocone bity nie tylko nie odebrały duetowi street credibility, ale zgodnie z oczekiwaniami dodały projektowi pazura. Run the Jewels brzmią momentami możliwie nawet bardziej mrocznie i psychotycznie niż wcześniej — kocia paranoja jest ewidentnym lajtmotiwem hitowego „Oh My Darling Don’t Meow” w znakomitym remiksie Just Blaze’a, który dzięki zaprzęgnięciu hipnotycznych kocich sampli w sedno bitu wykreował klimat grozy niczym nieustępujący „Thrillerowi” Michaela Jacksona. Kocie bity zresztą dominują — zdarza się oczywiście, że miauczenie zastępuje chórki, a nawet właściwy refren (tylko posłuchajcie „Close Your Eyes and Meow to Fluff” produkcji Geoffa Barrowa z Portishead), ale w zdecydowanej większości okocono właśnie bity. Srogo jest także w „Pawfluffer Night” — gęstej kociej zupie przepisu Zoli Jesus, gdzie głównym składnikiem są koty pływające w zalewie rozmaitych reverbów i delayów. Jeden z najbardziej spektakularnych kocich motywów okala natomiast oryginalny refren „Meowrly” (zremiksowanego przez Boots), gdzie miauczenie zdaje się wypełniać każdy skrawek kompozycji pomiędzy bębnami a wokalami. Z kolei kocia interpretacja „Love Again” (w remiksie jednego z oryginalnych producentów Little Shalimara zatytułowana „Snug Again”) kładzie oryginalną wersję na łopatki — zrywając z hardym rytmem pierwotnej wersji, wpisuje numer w zdecydowanie bardziej melodyjną, ale nie mniej prawilną formułę.

Prawdziwym majstersztykiem, w dodatku w wersji double catburger, są jednak remiksy „Crown” (tu jako „Creown”), z których każdy akcentuje inne elementy kociego majestatu i geniuszu RTJ. The Alchemist w swojej interpretacji z kocią pomocą rekonstruuje klimat amerykańskiej idylli lat 50., z tym że oczywiście (bo jakżeby inaczej!) do szpiku kości przesiąkniętej obecnością mieszkającego w sąsiedztwie psychopatycznego mordercy. Zalotne mrugnięcie okiem do koneserów klasycznego kina grozy, ot co. Zgoła inaczej do tematu podchodzi 3D z Massive Attack, który przy pomocy motorycznie pędzącego bitu chyba po raz pierwszy w karierze Run the Jewels nadaje wersom Killer Mike’a i El-P tak szaleńcze tempo. Hardkorowy rap, trip hop, świdrujące techno i sfora dzikich kotów łączą się tu w niewiarygodnie harmonijnym, ale w żadnym razie beztroskim splocie. To zresztą można, a nawet trzeba, napisać i o całym projekcie, który jako tematyczny album z remiksami jest zaskakująco koherentny — wcale nie mniej niż oryginalne RTJ2, a to wszystko pomimo niewątpliwej mnogości kotów występujących gościnnie na krążku. A te, choć niewyróżnione na płycie z imienia, mogą czuć się moralnymi zwycięzcami całego przedsięwzięcia. Cat five!

Komentarze

komentarzy