Recenzja: Blackalicious Imani, Vol. 1

Data: 24 października 2015 Autor: Komentarzy:

Blackalicious

Imani, Vol. 1 (2015)

OGM Recordings

Nieoczekiwanie, 10 lat po znakomitym The Craft, Blackalicious — jedna z najbardziej funkowych ekip w hip-hopie wraca z nowym, jak się okazuje, nie mniej przekonującym krążkiem — Imani, Vol. 1 (którego dwie kolejne części mają ukazać się odpowiednio w 2016 i 2017 roku). Tym samym kalifornijski duet bezwzględnie potwierdza, że mimo upływu czasu jest w dalszym ciągu w znakomitej formie — Gift of Gab wciąż jest pierwszorzędnym emcee, a Chief Xcel nadal tworzy pełnokrwiste beaty wypełnione pozytywną energią. I choć można odnieść wrażenie, że czas zatrzymał się dla nich w miejscu, prześledzenie dotychczasowej dyskografii Blackalicious wykaże, że to nie czas, a konsekwentna realizacja wypracowanej koncepcji napędza karierę grupy. Podobnie jak na wcześniejszych płytach, są więc i na Imani inspirujące storytellingi („Escape”), przebojowe hooki („We Did It Again”, „The Sun”) i funkowy vibe („Ashes to Ashes”, „The Blowup”), a całość dopełnia boombapowy patynowy powab, dzięki któremu krążek sunie gładko i bezkolizyjnie — i to pomimo aż szesnastu pozycji na trackliście ze znaczącą różnorodnością temp, tematów i aranży.

Komentarze

komentarzy