„Nie zostaniemy producentami, którzy wręcz taśmowo wypuszczają swoje utwory” – Skalpel dla Soulbowl.pl

Data: 22 listopada 2015 Autor: Komentarzy:

skalpel foto

Marcin CichyIgor Pudło, to postaci wręcz legendarne na polskiej scenie. Panowie tworzący znany i ceniony duet Skalpel, to wciąż jedyni reprezentanci Ninja Tune, choć od ich oficjalnego debiutu pod szyldem brytyjskiej wytwórni minęło przeszło 10 lat.  Od 9 z kolei trwała ich wspólna artystyczna absencja, aż do momentu, kiedy znów przypomnieli o sobie wydaną dość niespodziewanie EPką Simple. Dosłownie kilka miesięcy później na półki sklepowe i serwisy streamingowe trafił album Transit – w odróżnieniu od dwóch poprzednich – wydany już poza Ninja Tune. Dlaczego? Nie wiemy, bo woleliśmy spytać o inne kwestie. Jakie? Dowiecie się już za chwile.

Poniższy wywiad jest zapisem rozmowy przeprowadzonej 29.10, przed występem duetu w warszawskim klubie Palladium.

Soulbowl: Robert Lewandowski pokazał ostatnio co można zrobić w 9 minut, a co z kolei działo się u was w ciągu ostatnich 9 lat, zanim na półkach pojawił się Transit?

Marcin Cichy: Ja przede wszystkim założyłem rodzinę.
Igor Pudło: Rozgraniczając kwestię życie – muzyka, to ja się przeprowadziłem w inną część Wrocławia, nowe mieszkanie, zorganizowałem sobie nowe studio. Poza tym, trochę i fizycznie i geograficznie się oddaliliśmy od siebie, a trochę też mentalnie poszliśmy w innych kierunkach, a teraz znów się spotykamy.

Niemal wszystkie serwisy muzyczne w samych superlatywach oceniają wasze najnowsze wydawnictwo. Jednak zanim przejdziemy do porównań czysto muzycznych, jakie emocje materiał wywołuje was samych?

Marcin: Może muzycznie staramy się być trochę bardziej dojrzali.
Igor: E tam!
Marcin: No trochę tak, te utwory są zaaranżowane świadomiej niż wcześniej.
Igor: Z pewnością mają inną lekkość, która wynika właśnie z braku jakiegoś ciśnienia i napięcia, które może odczuwaliśmy po drugiej płycie i musieliśmy odczekać trochę, a teraz ta muzyka, te kawałki, które mają tytuł „Simple” czy „If Music Was That Easy”, są znakiem naszego uspokojenia mentalnego. Wiadomo, był gdzieś tam mały stres związany z tym, czy aby na pewno ludzie nas jeszcze pamiętają i jak nas przyjmą, ale myślę, że już po koncercie na Offie (Off Festiwal – przyp. redakcja) w 2013 roku okazało się, że jest dobrze.

Że wciąż jesteście w grze.

Igor: No i znowu wracamy do Lewandowskiego, bo myśmy przyjęli taką opcję, że nie będziemy w tej grze uczestniczyć. Nie zostaniemy producentami, którzy wręcz taśmowo wypuszczają swoje utwory, tylko że wtedy jak coś mamy do powiedzenia, to wtedy to robimy.

Więc był to bardziej świadomy czy raczej sentymentalny powrót do tworzenia pod szyldem Skalpel?

Marcin: I to i to. To przede wszystkim tęsknota za tym co razem robiliśmy, bo ciężko odciąć się od tego co w przeszłości sprawiało ci przyjemność. Musieliśmy jednak dojrzeć do decyzji o nagraniu kolejnej płyty, wygasić pewne emocje i się na to zdecydować. Ciężko wrócić od tak po 9 latach…
Igor: Zauważ, że w 9 lat Beatlesi nagrali wszystko co nagrali. (śmiech)

Do tej pory byliście głównie znani jako mistrzowie samplowania polskiego jazzu i pierwsze skojarzenia jakie rodzi nazwa Skalpel, to jakby nie było właśnie samplowany jazz. Na nowej płycie słychać jednak wpływy innych brzmień – sporo południowowo-amerykańskich akcentów, do tego nieco dubu i elektroniki. Wynika to z naturalnego rozwoju i chęci poszukiwania? Jak zrodził się pomysł na taką formę?

Igor: Wiesz, my samplując polski jazz, jakby inspirowaliśmy się ogólnie jazzową muzyką światową. Bo umówmy się, jest kilka dobrych polskich płyt jazzowych, ale to właśnie amerykański jazz, jest tym prawdziwym jazzem. Owszem, jest Komeda, który jest oryginalny, ale też niekoniecznie jako jazzman, a kompozytor muzyki filmowej. Jest Tomasz Stańko, który ma swój wyjątkowy ton i brzmienie. Urbaniak… i te wybitne polskie płyty, to tak na prawdę na palcach jednej ręki można zliczyć. A wracając do najnowszej płyty, to jeśli chodzi o mnie, te inspiracje latynoskie pochodzą od Milesa Daviesa i jego płyty Sketches of Spain. Także my stale wychodzimy poza inspiracje polskim jazzem.
Marcin: Do tego technologia zmieniła się na tyle, że pozwoliła nam w całkiem nowy sposób wyprodukować tę płytę. Poza tym nie zmieniło się to, że zawsze staraliśmy się podświadomie wprowadzać elementy udające żywy band. Czasem mówiliśmy też, że tworzymy muzykę iluzoryczną, że zamykamy oczy i wydaje nam się, że to co stworzyliśmy gra wieloosobowy zespół.
Igor: Ja z kolei miałem tego wizję taką, że wsiadamy do wehikułu czasu i łapiemy muzyków danej sesji i mówimy zagraj tak i tak. Później bierzemy sobie nagrane fragmenty i sklejamy na swój sposób.

Coś na zasadzie wizjonerstwa muzycznego, a nie rzemiosła muzycznego.

Igor: Bardzo ładnie to ująłeś. Zresztą pomimo tego, że korzystaliśmy głównie z sampli i pracujemy na komputerach, to chcemy zachować czynnik ludzki, nie chcemy żeby muzyka brzmiała mechanicznie.

Ciężko było stworzyć płytę, która znów zachęciłaby słuchacza do skupienia? Jakby nie było mocno zmieniły się czasy od momentu waszego debiutu, żyjemy szybciej, a wszechobecny konsumpcjonizm popędza nas na każdym kroku.

Igor: No i nie robimy muzyki dla wszystkich, tylko dla tych którzy chcą jej posłuchać.
Marcin: Niestety współcześnie media narzucają takie twoje 5 sekund, gdzie musisz zainteresować słuchacza i wszystkim się wydaje, że ma to być mocne tąpnięcie, ale my o tym nie myślimy w ogóle. Poza tym, każda muzyka znajdzie swojego słuchacza.

Od wypuszczenia EPki Polish Jazz mięło już 15 lat, z perspektywy czasu myślicie, że dobrze wykorzystaliście ten okres?

Marcin: Nie patrzę na życie przez pryzmat straconych szans. Z resztą myślę, że wielu artystów kończąc daną płytę, rozpoczyna kolejny etap, gdzie nie patrzy się wstecz.
Igor: Ja mimo wszystko mam uczucie żalu, że kolejnej wspólnej płyty nie zrobiliśmy szybciej, a z drugiej strony był to czas, który pozwolił mi zabrać się za swoje solowe rzeczy. Także coś się traci, coś się zyskuje. Ogólnie bilans jest pozytywny.

Wiem, że zapewne nie nacieszyliście się jeszcze Transitem, ale myślicie już nad jego kontynuacją? By wyjść poza formułę tego, że robicie coś wyłącznie razem. Może następny projekt z udziałem innych producentów, wokalistów, a może raperów?

Igor: Robimy to, z tym że osobno. Wydaje mi się, że Skalpel ma trudności, by przełamać się i z kimś współpracować. Skalpel, jest przede wszystkim formułą elektronicznego duetu instrumentalnego.
Marcin: Bo jak pracujemy we dwóch to nam to wychodzi, a jak jeszcze z innymi ludźmi to nie . Z resztą jak powstawał Skalpel, to muzyka była bardzo zdefiniowana. Poza tym, jak ja słyszę Skalpel, to słyszę dokładną definicję co to ma być i może ciężko nam to ominąć.
Igor: Ale też z czasem uświadomiliśmy sobie, że jest to pewna wartość i nie ma co z tym walczyć. Wypracowaliśmy pewien rozpoznawalny styl, dlatego bardziej można się po nas spodziewać ewolucji, a niżeli rewolucji.

Słyszeliście zapewne o projekcie The Very Polish Cut Outs, gdzie producenci wskrzeszają pamięć o starszych polskich nagraniach z pogranicza funku i disco, z kolei w zeszłym roku sporym echem odbił się projekt Albo Inaczej, gdzie artyści tworzący w latach 70/80 zainteresowali się hiphopowymi klasykami. Co sądzicie o takich międzygatunkowych projektach, w końcu sami dzięki swoim produkcjom pokazaliście ile piękna skrywa polski, nieco zapomniany jazz.

Igor: Chcąc nie chcąc, jesteśmy ojcami chrzestnymi takich poczynań. Cóż… bardzo fajna muzyka rozrywkowa z tego wychodzi, czasami…

Wracając jeszcze na chwilę do waszych początków, to przynajmniej mi się nasuwa taka refleksja, że to co zaczynaliście tworzyć około 2000 roku, było naturalnym przedłużeniem tego, co się wówczas tworzyło na Wyspach. Ten analogowy bród w triphopie, rozwój acid jazzu czy downtempo, zdefiniowaliście na swój sposób i wprowadziliście na nasz grunt.

Igor: No oczywiście naszymi inspiracjami w tamtym czasie byli DJ Cam, DJ Vadim, DJ Krush, DJ Shadow, jakby szliśmy tym tropem i dzięki temu znaleźliśmy swoje brzmienie, swój styl i sposób wyrażania tego.

Śledzicie polską scenę? Czy jest ktoś kogo moglibyście polecić z naszego rodzimego podwórka swoim zagranicznym znajomym, tak ze szczerą rekomendacją ‚Dobre bo polskie’?

Igor: Hm… myślę, że ostatnia płyta zespołu Baaba, jest czymś co warto rekomendować.
Marcin: Na pewno SYNY.
Igor: Z pewnością nowy Galus Fowers Eat Animals. Czerwony album Kixnare’a.

Czyli Galus i Kixnare, to można powiedzieć, że sympatyzujecie z U Know Me Records?

Marcin: No właśnie dobrze, że mi przypomniałeś. Bardziej niż samych artystów, cenimy osoby takie jak Rafał Grobel (S1 Warsaw – przyp. redakcja), które robią coś oddolnie, mają tego konkretną wizję i to mi się podoba. Widzę w tym sens i konsekwencję.

I na koniec rzecz, o którą w moim imieniu, chciał podpytać mój znajomy. Kiedyś pisaliście dla magazynu Klan, jak wspominacie ten czas?

Marcin: Tak, konkretnie Igor był współwłaścicielem tego pisma.
Igor: Tak, byłem nawet w pewnym okresie redaktorem naczelnym. Pismo powstało w 97′, był to dla nas bardzo pozytywny okres, związany z pierwszymi oddolnymi działaniami w tzw. kulturze hip-hop. Marcin założył mniej więcej w tym czasie wytwórnię Blend i wydał pierwszą Epkę Grammatika. Internet nie miał takiego znaczenia i zasięgu jak teraz, a mimo to udawało się połączyć wielu ludzi we wspólnym działaniu.

Dziękujemy serdeczne za wywiad!

Komentarze

komentarzy