Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Jeremih Late Nights: The Album

Data: 5 grudnia 2015 Autor: Komentarzy:

Jeremih-Late-Nights

Jeremih

Late Nights: The Album (2015)

Def Jam Recordings

Wielokrotnie przekładana data premiery pierwszego od pięciu lat długogrającego albumu Jeremiha stanęła na 4 grudnia 2015 roku. Powodem tych przepychanek nie była wcale aktualna sytuacja w Chicago (z którego nasz artysta pochodzi), a dyskomfort, który J. odczuwał w wytwórni oraz sprawy prywatne. W jednym z wywiadów Felton przyznał, że Def Jam nie dba o niego w sposób należyty, a u innych artystów zauważa brak problemów. Oprócz rywalizacji z Rihanną, Kanye i Rickiem Rossem, Jeremih sądził się z matką swojego 2-letniego dziecka, która nie pozwalała im się widywać. To niszczyło go od środka i spowodowało, że na kilka miesięcy przestał przejmować się „byciem Jeremihem”, a skupił się na relacjach z córką. Czas, jaki minął od wydania najlepszego mixtape’u R&B ostatnich kilku lat (z którego notabene pochodzi tytuł krążka) to około 36 miesięcy. Całkiem długo. Czy zatem nagrano przedłużenie Late Nights With Jeremih? I czy jest ono dobre?

Po pierwsze, kwestia promocji. Przedłużanie całej akcji to najlepsza promocja, jaka spotkała to wydawncitwo. Dlaczego? Bo ludzie przez zżerającą ich ciekawość będą chcieli poznać zawartość artystyczną… czego? No właśnie, Late Nights: The Album miało nie być dostępne w wersji fizycznej (tylko w iTunes). Zatem, będą chcieli poznać zawartość długo oczekiwanego longplaya, który powinien, zgodnie z przypuszczeniami, królować w sypialniach przez najbliższe miesiące, jak nie lata. Pierwszy, oficjalny, główny singiel, „Don’t Tell ‚Em”, to muzyczny strzał w dziesiątkę, mistrzostwo i banger. To utwór, który opanował światowe listy przebojów w dość szybkim czasie i długo nie schodził z playlist DJ-ów w klubach. Strzałem w brzuch za to był brak klipu do tego kawałka. Ponoć ten miał powstać, ale Jeremih nie przyjechał na plan zdjęciowy. Niezależny teledysk, wydany zbyt późno, nie spełnił swojej roli. Wnioskiem jest zatem to, że album ten został potraktowany, jak gdyby miał być mixtape’em. Po drugie, klimat. Cała płyta utrzymuje się w wolnym tempie, które przypomina to sprzed trzech lat, a które pozwala wojować w sypialni. Mnóstwo hi-hat rolli, klawisze, akustyczne outro i jest oui. No właśnie. „Oui” to z pewnością jeden z najlepszych utworów tego roku (przynajmniej z gatunku R&B). Zaraz obok stoją inne szlagiery. „Pass Dat”, „Planez” czy „Impatient” z Ty$ to najlepsze przykłady. Każdy z tych kawałków ma moc, która pobudza do działania. Nie brakuje tu również trapowych Migosów, którzy „skaczą” w „Giv No Fuks”, a dopełnienie całości stanowi mroczne i nietypowe „Royalty”, singiel z Big Seanem i Future’em. Najczęściej pojawiającym się instrumentem na nowym albumie Jeremiha jest fortepian. I gdyby nie on, wszystkie utwory straciłyby chyba swój charakter. Doskonale użyte klawisze utworzyły album spójny i przemyślany — przynajmniej takie mam wrażenie po pierwszych odsłuchach. Trzecim, ważnym aspektem jest spojrzenie na Late Nights pod kątem porównania do mikstejpowego poprzednika. Podobnie jak tam, tutaj gościnnie usłyszeć można innego, pochodzącego z Chicago rapera, Twistę. Poza tym „Woosah” przypomina mi „Fuck You All The Time” z 2012 roku. Erotyczne linijki dodał od siebie, prosto z Tennessee, Juicy J. Ponadto, brzmienie jest podobne, aura jest podobna, okładka jest podobna. Tytuł został utrzymany, ale czy został obroniony?

Tak naprawdę, za pierwszym razem, gdy przesłuchałem całość, czułem rozczarowanie. Po chwili zastanowienia jednak, i po kolejnych odsłuchach, stwierdzić muszę, że to, na co czekałem przez 3 lata zostało dostarczone mi nie tylko w skali 1:1 (czyli w takiej formie, jaką sobie wyobrażałem), ale i w idealnym okresie. W tym samym czasie trzy lata temu zapoznałem się z LNWJ. Nazywają to chyba sentymentem… Wiem jedno — teraz będę do oporu słuchał świetnego albumu, jaki w końcu został mi dostarczony przez Jeremiha. A w stosunku do poprzednika, jesteśmy na tym samym poziomie — jestem bardziej, niż zadowolony.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure