70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

pogadaRka: Zaburzenia dla Soulbowl.pl

Data: 8 lutego 2016 Autor: Komentarzy:

FOTO Emilia Kucharczuk

fot. Emilia Kucharczuk

Jeden z nich jest wypadkową miłości do buntu i wolności. Serce drugiego bije w rytmie chłodnych bębnów i rozciągniętych wokaliz. Obaj są zakochani w jesieni. Ten od rapu twardo stąpa po ziemi, regularnie wychwytuje z otoczenia proste emocje i werbalizuje je w różnych narracjach. Muzyka drugiego smakuje jak wrześniowy, nocny spacer po mieście wypełniony myślami o związkach, które nigdy nie powstały. Kilka tygodni temu wydali swoją drugą wspólną płytę Igły. Arek Wilman rozmawia z projektem Zaburzenia, czyli z Kubą Witkiem i Łukaszem „Szattem” Palkiewiczem.

Soulbowl: Wszyscy mamy jakieś Zaburzenia. Co z Wami jest nie tak?

Szatt: Ja myślę, że jedynej cechy, której nie słychać na płycie, to tej, że jestem bardzo marudny.

Kuba Witek: To jest bardzo skomplikowane pytanie. Głupio tak opowiadać o sobie, szczególnie w tym kontekście — nasze zaburzenia najłatwiej rozszyfrować słuchając naszych płyt.

Tak lekko to w tej rozmowie nie będzie. Ty lubisz mówić o swoich słabościach. Co dzięki nim zawdzięczasz?

Kuba Witek: Przede wszystkim rozwój. Gdyby nie te wszystkie słabości, próba konfrontowania się z nimi na różne sposoby — to myślę że wielu rzeczy bym nie zrobił, nie przeżył. To jest jeden z najmocniejszych motorów napędowych jeśli chodzi o rozwijanie samoświadomości.

O Twoich słabych stronach więcej niż Twoi krewni, wiedzą Twoi słuchacze. Kubo, uprawiasz ekshibicjonizm większy niż na licealistki na Snapchacie i Instagramie.

Kuba Witek: Na szczęście nie trafiający do tej grupy odbiorców, którzy przesiadują na tych portalach. Myślę, że oni nie do końca byliby zainteresowani tym, co robimy. Ostatnie dwie płyty nagrane jako Zaburzenia są bardzo osobiste i intymne. Pisząc te teksty nie wizualizowałem sobie momentów, w których wychodzę na scenę i rapuję kawałek taki jak np. „Śnieg”. Jednak opowiadam o tym ludziom na żywo. Wciąż jest to dla mnie niesamowite przeżycie.

Czym te drugie Zaburzenia różnią się od tych pierwszych?

Szatt: Jest to wbrew pozorom dużo żywszy materiał — zauważyliśmy to na koncertach. Być może przez to, że kawałki na Igłach są po prostu mniej krzywe, bardziej zrytmizowane. Z mojej perspektywy to jedyna różnica.

Kuba Witek: Różni je treść. Fundamentem pierwszej jest historia rozstania z moją byłą dziewczyną. Album jest przesycony tymi sytuacjami. Z kolei kawałki, które nie poruszały tego tematu, były bardziej otwarte, uniwersalne. Natomiast Igły są już w 90% moją historią, wracaniem do przeszłości, rozliczaniem pewnych sytuacji. To jest największa różnica, jeśli chodzi o te dwa albumy.

Bardzo dużo podróżujesz. Tylko niedawno — Norwegia, Holandia, Islandia, Można odnieść wrażenie, że często zmieniasz planszę do życiowej gry.

Kuba Witek: Zmienia się przez to percepcja. Pomijając główne założenia podróżowania, czyli zwiedzanie różnych miejsc i poznawanie ludzi — bardzo cenię sobie to, co dzieje się w tak zwanym międzyczasie. Czekanie na pociąg, samolot, samo przemieszczanie się po nowym terenie. Człowiek jest wyjęty ze swojego naturalnego, codziennego otoczenia – do głowy wpada wtedy dużo ciekawych refleksji i przemyśleń.

Order Przyjaciela Plecaka trzymasz na pamiątkę?

Kuba Witek: Tak, schowałem go gdzieś w domu swoich rodziców. Jest na nim narysowany kolorowy plecak na żółtym tle, ma czerwoną wstążkę i agrafkę.

Wytłumacz niewtajemniczonym.

Kuba Witek: Jest to order, który otrzymałem na zakończenie szkoły podstawowej, za największą ilość godzin spędzonych poza szkołą, czyli po prostu wagarów. Pamiętam, że gdy przy wszystkich musiałem wejść na podium i go przyjąć, było mi bardzo wstyd, ale robiłem dobrą minę do całej sytuacji. Zaprosiłem nawet na podium swojego kolegę z tamtych czasów, który mi często towarzyszył. On jednak nie wyszedł. Cały order zachowałem dla siebie.

Szatt, co Tobie jako człowiekowi i jako artyście, dała i daje relacja z Kubą? To, że spędzacie ze sobą tyle czasu i realizujecie wspólny proces twórczy.

Szatt: Straszne trudne pytania zadajesz dzisiaj.

Dobra, zmieniamy zestaw, w takim razie klasycznie — skąd się wzięła nazwa Zaburzenia?

Szatt: Nie, nie…

Skąd czerpiesz inspiracje, jakie masz plany na przyszłość?

Szatt & Kuba Witek: (śmiech)

Szatt: Przede wszystkim okazało się, że w którymś momencie nasza znajomość polega na przyjaźni. I to jest fundamentem tego, że pracujemy razem. Gdyby to tak nie działało, to raczej bym odpuścił. To jest podstawa i powód dlaczego to robimy wspólnie. Z drugiej strony Kuba jest trochę z innego świata, jest starszym ode mnie gościem, przemyca więcej klasycznych rzeczy z dawnych lat, uświadamia mnie o nich.

Kuba Witek: Dzięki relacji z Łukaszem nauczyłem się przede wszystkim dużo cierpliwości. Szczególnie w kontekście aranży naszych utworów. Często Łukasz tworzył bit, podsyłał mi, ja pisałem tekst, nagrywałem, przesłuchiwałem 200 razy i zdążyłem się do niego przyzwyczaić. Gdy odsyłałem całość do Szatta, aby wykonał ostatnie szlify, odsyłał mi kawałek, który najczęściej był zupełnie nowym tworem, zawierał 15% poprzedniej wersji. Nauczyłem się tego, że trzeba sobie dawać czas. Teraz mam tak, że przesłucham coś, wyłączę, wrócę po czasie. Bardzo często okazuje się, że te nowsze wersje są o wiele bardziej wartościowe.

Szatt: Przekonałem się o tym, że potrafię się sprężyć i wykonać rzeczy, które teoretycznie są w mojej głowie teoretycznie niemożliwe. Jeżeli otrzymuję informację od Kuby jaki ma plan, kiedy chce zrobić numer, czy sfinalizować cały materiał to myślę, że jest to nie do zrobienia. Po czasie, w dniu premiery uświadamiam sobie, że właśnie to zrobiliśmy. Kuba nie jest tyranem jeśli chodzi o terminy, ale myślę, że dzięki tej współpracy sam w jakiś sposób działam prężniej.

Gdzie się podział Nowok? Nocne Nagrania zapadły w sen zimowy?

Szatt: Zgadza się. Nie wiem kiedy się obudzą. Z Nowokiem nie dzieje się nic złego. Coś pewnie tworzy, nie wiem co dokładnie. To chyba tyle.

Znalazłbyś w ogóle czas na twórczość spod znaku Nocnych Nagrań? Czy Zaburzenia i Kroki pochłonęły Ciebie całkowicie?

Szatt: Przed wydaniem Igieł zależało mi najbardziej aby zamknąć ten materiał, aby wyszedł jak najlepiej. To było najważniejsze. Po premierze powstał zamysł projektu Kroki i teraz skupiam się na tworzeniu materiału z chłopakami. Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Jeśli chodzi o Nocne Nagrania, to nie wykluczam. Chociaż myślę, że im później, tym trudniej będzie do tego wrócić.

Zdarza Ci się, że nienachalnie udzielasz życiowych instrukcji. Przemycasz takie treści w swoich wersach. Jak żyć Panie Witek?

Kuba Witek: Z dużym dystansem do rzeczywistości. Nie można brać życia zbyt serio. Myślę, że to jest najlepsza recepta na długowieczność.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475