
Detroit Swindle
In Reverse EP (2016)
Heist Recordings

W czasach niewątpliwej dominacji muzyki elektronicznej i ogromnej techno-koniunktury, gdzie miliony klubowiczów i festiwalowiczów zjeżdżają świat w celach ekstatycznej rozrywki podczas występów przepastnego jak nigdy dotąd zalewu producentów i DJ-ów w narkotycznych przestrzeniach dopełniających te doświadczenia od strony wizualnej, nie sposób nie zauważyć, że przeważającymi od strony muzycznej słowami-kluczami są techno czy tech-house. Te sztywne terminy przekładają się nie tylko na sferę audio, ale również na jasno zarysowany styl.
Żyjąc w dużych polskich ośrodkach miejskich, wszyscy doskonale znamy schemat surowego, czarnego ubioru, rave’woych gadżetów i wielu godzin spędzonych na tzw. „afterach”, które niejednokrotnie dublują czas rzeczywistej obecności na wydarzeniach muzycznych. Jest to obecnie zdecydowanie śliski temat, ale ma on wymierny wpływ na stan muzyki tanecznej — przewaga minimalizmu, prostych, powtarzalnych struktur i modna techno-agresja na piedestał wznoszą artystów lubujących się w mroczniejszych, coraz bardziej przewidywalnych kompozycjach. W skrócie, cała scena niejednokrotnie zapomina o tak fundamentalnych wartościach jak groove, podniosły vibe i melodyjność — wartościach w dużej mierze kojarzonych z rdzenną wizją muzyki house. Całe szczęście holenderski duet Detroit Swindle nigdy o tym nie zapomniał i nie dał ponieść się niewyspanej niedzielnej depresji.
Niestrudzeni diggerzy, kolekcjonerzy hardware’u, a przede wszystkim ludzie tryskający najszczerszą pasją wobec swojego rzemiosła. Już od swoich pierwszych wydawnictw z początku obecnej dekady Lars i Maarten zaczarowali kluby odważnym powrotem do pozornie porzuconego w kąt house’owego brzmienia lat 90-tych. Disco, funk i soul w odświeżonej wersji budziły uczucia zarówno nostalgii jak i pewnego odrodzenia. Osiem EP-ek i sporo remiksów wydanych do 2013 roku to piękna seria winylowego, ciepłego, trzaskającego, elektronicznego grania rodem ze starej szkoły. 2014 rok natomiast przyniósł zmianę w formule artystycznej — od stricte klubowych, singlowych formatów artyści udali się w kierunku jeszcze bardziej ambitnych aranży. Ich utwory zaczęły przyjmować kształt nieprzewidywalnych, bogatych bestii nie tylko czerpiących z innych gatunków na zasadzie samplingu, a także wdrażających ich wartości strukturalne w proces kompozycji.
Od newralgicznego dla ich kariery debiutanckiego albumu Boxed Out z 2014 roku, przez The Punch Drunk EP nakładem ich własnego Heist Recordings, po przedostatni w ich dorobku materiał dla Freerange Records w postaci Figure of Speech EP, Detroit Swindle przestali być jedynie producentami, a stali się pełnoprawnymi kompozytorami najbogatszych na scenie house’owej numerów. W szczególności w przypadku najlepszego w katalogu duetu Figure of Speech, gdzie jazz, disco, Ameryka Południowa i Ameryka Łacińska pozostawiają po sobie tak oryginalny i tak trwały ślad w jedynej swoim rodzaju, niewiarygodnie pozytywnej atmosferze tanecznej jak prawdopodobnie nigdy dotąd. Najnowsze dziecko Detroit Swindle, czyli In Reverse EP, to kolejne rozwinięcie zamysłu pełnego muzycznego przepychu i najgłębiej oddychających, naturalnie melodyjnych inspiracji.
Od otwierającego EP-kę „More Everything Please” porywającego wyjątkowością analogowego sygnału i afrykańską niemal lekkością rytmu, artyści bezwzględnie wciągają w swój kolorowy, kwaśny świat pełen szaleńczo pozytywnych, wzajemnie wypełniających się wibracji. Stosunkowo wysokie, po raz kolejny przywracające feeling lat 90-tych tempo prowadzone jest tutaj konsekwentnie przez całe wydawnictwo. Jeszcze bardziej organiczna, ćwierkająca przestrzeń kontynuowana jest przy okazji „Future Imperfect”, które niestrudzenie strzela wykręconymi do granic brzmieniami syntezatorów. Najbardziej taneczny vibe Holendzy prezentują w bardzo wymownym tytule „Howsmusic”, gdzie mocna stopa i gitarowy groove malują słoneczny krajobraz, a energia i powtarzalne wstawki wokalne rekonstruują dawny klimat Chicago. Punktem kulminacyjnym całości jest jednakże ostatni, tytułowy utwór, w którym Kerri Chandler spotyka się z Herbie Hancockiem, niesieni acidowymi wariacjami i prostą, aczkolwiek dosłownie kosmiczną linią basową, która powinna trwać w nieskończoność, a nie zaledwie niecałe osiem minut. Panowie są po prostu o kilka kroków przed całą stawką, zarówno jeśli chodzi o niedoścignioną póki co wizję artystyczną, jak i bezdenną otchłań elementów ich aranżacji. In Reverse to zwyczajnie najciekawszy czysto klubowy strzał od czasów… wspomnianego Figure of Speech.


Komentarze