„Nie widzę możliwości robienia muzyki bez zajawki” – Rafał Grobel dla soulbowl.pl

Data: 25 kwietnia 2016 Autor: Komentarzy:

01 (2)
Człowiek instytucja. Najnowszy projekt, którym kieruje to elektroniczny sublabel Prosto – MOST. Umówiliśmy się na rozmowę głównie o tym przedsięwzięciu, ale mój rozmówca to straszna gaduła więc siłą rzeczy zahaczyliśmy o kilka innych tematów. O wytwórniach, muzyce elektronicznej, winylach, programie w tv, który współprowadził… Rafał Grobel.

 

Soulbowl: Spotkaliśmy się w okolicach 10 urodzin Soulbowl. Patrząc na Twoje dokonania z ostatniej dekady, jesteś chyba mocno zapracowany człowiekiem. Record Store Day, Super Super, S1 Warsaw, granie imprez, program TV z Pezetem…

Rafał Grobel: Już zapomniałem o tym epizodzie z Pawłem. Śmieszna sytuacja, bo pewnie to nie miało racji bytu na dłuższą metę, ale było ciekawe. Odhaczyłem sobie na liście bycie prezenterem telewizyjnym do czego nigdy nie miałem aspiracji. Sokół nas do tego zaprosił i pomyślałem: „kurde, no niech będzie”. Ogólnie fajnie, bardzo fajnie. Paweł kiedyś coś tam robił jako prezenter, ale nigdy nie miał jazdy na bycie omnibusem muzycznym. On jest osobą, pewnie jak wielu artystów, którzy podchodzą emocjonalnie do muzyki, a nie encyklopedycznie. Ja z kolei, że ciągle jestem djem i mam masę znajomych, którzy są totalnymi diggerami zawsze interesowałem się różnymi gatunkami to podchodziłem do tego bardziej systematycznie. W tym programie było widać, że zupełnie inaczej wyrażaliśmy swoje opinie. Wydaje mi się, że mimo jakichś niedociągnięć technicznych i tego, że to się rozkręcało, wszystkich afer o wyciąganie nam, że myliliśmy historyczne fakty typu kto był pierwszym trapowym artystą czy jakieś bzdury kompletne, to wydaje mi się, że sam pomysł zapraszania różnych gości i to, że my byliśmy z różnych bajek było spoko. Idea była fajna, wspominam to bardzo miło.

Wróćmy do pytania (śmiech)…

No właśnie tych rzeczy na przestrzeni lat faktycznie jest bardzo dużo. Na pewno mam mega zajęty czas, tylko tak się zdarzyło, że te okazje się napataczały i nie potrafiłem sobie odmówić, bo wydawało mi się, że takie szanse są bardzo krótkie. Wiesz, konfiguracje pewnych ludzi, ich znajomości, pozytywne towarzyskie przeloty… nie sposób było z tego nie skorzystać w konkretnych momentach. Pozmieniałem sobie wszystko zawodowo w taki sposób, żeby to było jak najmniej uciążliwe. Przestałem pracować w korporacji, zostałem freelancerem, a potem wspólnikiem w studio graficznym i to daje mi większą elastyczność. Ta doba jest prawie cała zajęta, ale mogę te rzeczy sobie poukładać i zajmować się muzycznymi rzeczami. Nie gram też tylu imprez jak kiedyś, na pewno się zmienił też rynek. Jest dużo młodych ludzi, słuchają innych rzeczy, parę klubów też się zamknęło. W ogóle ta moja zarobkowa promotorka przeszła na rzecz prowadzenia labelu czy pracę zawodową, która też jest dla mnie mega zajawką. Zmieniło to wszystko proporcje i idzie w innym kierunku, ale jakoś się łączy. Na pewno doświadczenie krzyżowe się przydaje, to jest podstawowa sprawa. Doświadczenie w biznesie, czy muzyce, znajomości tu czy tu, na pewno dają szersze spojrzenie, ale też większe możliwości i generują większy potencjał, który jest zupełnie inny jak robisz tylko jedną rzecz i się fiksujesz. No i dystans, który jest niezbędny w życiu zawodowym i muzycznym.

 

Czyli MOST jest wisienką na torcie Twojej dotychczasowej działalności?

W pewnym sensie tak. Z jednej strony można też powiedzieć, że największą rzeczą była Niewidzialna Nerka, będąca mega dużym przedsięwzięciem, które w kontekście oryginalności odbiłą się najbardziej na rynku i dała mi możliwość robienia kolejnych rzeczy. Z drugiej strony płyta SIDE ONE TEN, to był projekt który trwał półtora roku też jest wyjątkowy i poszerza ten zakres o kwestię publikacji, czego wcześniej nie robiłem. MOST jest czymś innym, ale pod względem muzycznym nie jest to dla mnie coś nowego. Sam fakt pracy w tej skali jest czymś nowym. To po prostu kolejna rzeka do której wchodzę.

Ale to jest chyba przedsięwzięcie o największej skali właśnie…

Mam nadzieję, że docelowo tak. Chciałbym, żeby to się rozwijało. Jesteśmy ciągle przed pierwszą premierą, ale uważam, że dostaliśmy kredyt zaufania od środowiska czy rynku i bardzo fajnie. Mam nadzieję, żę skala działalności będzie tylko rosła. Mamy do tego ludzi, mamy do tego chęci, muzyki nie brakuje i życzyłbym sobie, żeby było tak jak mówisz.

Myślisz, że MOST będzie na polskim rynku elektronicznym taką wytwórnią jaką dla rapu jest Prosto? Oczywiście są to dwa różne twory, ale osoba Sokoła jednak je łączy mimo wszystko.

Wiesz co, wydaje mi się, że hip-hopowe niezależne wytwórnie, które urosły do kultowych i mają wręcz swoich wyznawców bazują na pojedynczych artystach. Prosto, nie oszukujmy się zawsze kojarzone jest z Sokołem…

Wielkie Joł z Tede, Alkopoligamia z Mesem…

Dokładnie. Asfalt z Tytusem i Ostrym… wiadomo, że nie można deprecjonować innych postaci, ale tak po prostu jest, na świecie też. Nie wiem czy MOST będzie miał taką siłę, która identyfikowałaby z nim ludzi. W takim sensie, że są fanami danego artysty i przez to będą bezgranicznie patrzyli na MOST. Z drugiej strony myślę, że będziemy dużo bardziej zróżnicowani niż labele hip-hopowe. Jeden release może się od drugiego bardzo różnić i być przez jednych niezrozumiany, a inni go pokochają i odwrotnie. Bardziej chciałbym, żeby był tym co ma w nazwie. Połączenie kilku światów, chcemy być pomiędzy. Oscylować między zjawiskami, między podejściami i gdzieś to wszystko mieszać i przetwarzać to, co jest już na rynku. Nie wchodziłbym z kolejnym labelem, gdybym nie widział dla niego miejsca i nie miał pomysłu na oryginalną formułę. Na ile ona będzie oryginalna i ludzie ją skumają i się zajarają tego jeszcze nie wiem. W wyobrażeniu moim i Sokoła to połączenie światów i zbliżanie ludzi przez pokazywanie im różnych muzycznych rzeczy, mamy nadzieję, że to zda egzamin. Odpowiadając wprost na pytanie, mam nadzieję, że docelowo będzie to ważny podmiot na rynku, ale jeszcze jest droga przed nami.

Te skrajności wynikają chociażby z tego, że jak powiedziałeś mi przed wywiadem najpierw kompilacja, a potem zupełnie inna płyta jednego wykonawcy. Zupełnie różne rzeczy.

Tak, na kompilacji zróżnicowanie artystów jest bardzo duże. Są ludzie z ponad 10-letnim doświadczeniem, są debiutanci winylowo, są ludzie, którzy robili coś pod innymi aliasami czy też współprace różnych artystów. To jest fajny start. Mam nadzieje, że będzie docierał szeroko do różnych ludzi, a przynajmniej do fanów poszczególnych ludzi, którzy na tej płycie się pojawią.

Sama wytwórnia jeszcze się tworzy czy już…

Powiedziałbym, że budowa jest już zamknięta. Jakieś tematy są otwarte, ale bardziej w kwestiach formalnych. Rozmawiamy o kwestiach dystrybucyjnych, zastanawiamy się nad jej rozszerzeniem poprzez zagraniczne kanały. Na pewno będzie to w tej czy innej formie. Zespół mamy i określone zasady współpracy z Prosto… nic, tylko wydawać muzykę. Jesteśmy fizycznie w Prosto, bo oni zostają formalnie podmiotem, który za wszystko odpowiada, płaci i tak dalej. Dzisiaj nie potrzebujesz mieć siedziby fizycznej. Magazyn jest Prosto, masz komputer, telefon i działasz. Tak jak S1 nie było w Side One, ale ciągle będziemy w naszych ulubionych miejscach z ludźmi z którymi działamy. Ciągle jesteśmy w Warszawie.

Czyli teraz skupiasz się tylko na MOŚCIE, czy S1 dalej będzie sobie jakoś funkcjonować?

S1 to był projekt koleżeński, sytuacja towarzyska między mną, a Jankiem Porębskim (kojarzony teraz bardziej z Flirtini) i Krzyśkiem Białkowskim, który do tej pory pracował jako Culture Manager w Red Bullu. Pracowała z nami też Monika Sidorowicz, która pomagała nam to ogarniać komunikacyjnie. Teraz Monika oficjalnie jest w zespole MOSTu i odpowiada za całą strategię komunikacji i PR. Szum, który się pojawił w środowisku w związku z powstaniem labelu to jej zasługa. W S1 robiliśmy wszystko z prywatnych pieniędzy, zrzucaliśmy się z oszczędności. Model był taki, że ogarnialiśmy imprezy, żeby finansować kolejne releasy. To było zwieńczenie pewnego okresu paczki znajomych, którzy wtedy działali wszyscy na scenie muzycznej. Krzysiek bardziej w Red Bullu, Janek w Club Collab, ja miałem kolektyw Na Stare Milion. Chcieliśmy to połączyć nad jakimś szyldem, który był nam potrzebny. Skonsolidowaliśmy to imprezowo i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby coś wydać. Nie było dużo tych rzeczy, ale wydaje mi się, że każda z nich była dość oryginalna i pieczołowicie przygotowana. No i ostatni projekt, czyli SIDE ONE TEN powstawał, kiedy już z uwagi na różne zawodowe zobowiązania nie mieliśmy aż tak dużo czasu, żeby zrobić to razem, więc zrobiłem to ja z Wojtkiem z Side One oraz Bartkiem Szymkiewiczem, który odpowiadał za część graficzną. Dalej był szyld S1 i zwieńczenie tej idei, tego labelu, który już w nazwie zawierał połączenie ze sklepem, takie symboliczne połączenie z miejscem, które szanujemy i jest naszym ulubionym spotem do spotkań. Wydaliśmy album na 10-lecie, a czy cos jeszcze wyjdzie? Nie wiadomo, nie zamykamy sobie tej drogi, nikt nas z niczym nie goni. W MOŚCIE muzyka jednak będzie trochę inna i będziemy szli szerzej do szerszego odbiorcy. Poza tym jest do bardziej sformalizowany byt. Firma, która bazuje na umowach, finansach, legalnej dystrybucji muzyki w powszechnym obiegu, w sklepach itp. Mówimy o znamionach biznesu w dobrym tego słowa znaczeniu. Danie artystom możliwości formalnego zabezpieczenia i pewnej profesjonalizacji, co dla mnie było bardzo istotne. Wydawało mi się, że polska muzyka elektroniczna funkcjonuje w pewnym zawieszeniu pomiędzy undergroundem, a profesjonalizmem. Natomiast wiele ludzi robi tylko to w życiu i uważam, że w niedostateczny sposób są oni zabezpieczeni czy wynagradzani za to co robią. Mam nadzieję, że MOST będzie dla tych ludzi ofertą i alternatywą do tego, co jest na rynku.

31 (1)

Niewidzialna Nerka jest dla wielu kultowa. Czy MOST będzie wydawał podobne, totalnie zajawkowe rzeczy?

Wszystkie są zajawkowe. Nie widzę możliwości robienia muzyki bez zajawki. Może ona polegać na różnych rzeczach. Mogę się jarać samym nagraniem, albo nawet procesem czy szczerością artysty. Inaczej bym tego nie robił. Gdybym robił to dla pieniędzy, to skupiłbym się dodatkowo na pracy zawodowej. To jest ciągle odskocznia od pracy zawodowej, którą też bardzo lubię, ale jest to coś innego. Projekty zajawkowe mogą być, ale powiedzmy sobie szczerze, że Niewidzialna Nerka niespecjalnie mogłaby wyjść w legalnym obiegu. Miała to do siebie, co początkowy okres polskiego rapu czyli gruby sampling bez clearowania. Był to mixtape i to musiało wyjść niezależnie.

Wiadomo, że to jest nie do powtórzenia. Myślałem bardziej o rzeczach podobnego pokroju.

Myślę, że pierwsza kompilacja jest równie dojrzałym konceptem. Ja nie chciałem robić składanki. Płyta SIDE ONE TEN jest w pewnym sensie składanką, ale zaprosiliśmy artystów, którzy są związani ze sklepem historycznie w jakiś sposób, albo których postawy muzyczne są sklepowi bliskie. Powiedzieliśmy im, że mogą dać nam numery, które nie pasują im do ich innych wydawnictw, są inne, oryginalne. Stąd obecność kawałka Jacka Sienkiewicza i Motyla, który zrobili pięć lat temu. Stąd remix numeru Michała Urbaniaka zrobiony przez SLG. Dogadaliśmy, że możemy go legalnie wydać i SLG też pewnie by go nigdzie indziej nie umieścił, albo nie biegał za tym, żeby go sclearować. Na kompilacji MOSTU mamy bardzo silny koncept. Poprosiliśmy artystów o stworzenie dedykowanych utworów, a żeby miały wspólny koncept, zabraliśmy ich na kilka dni do lasu. Wynajęliśmy domek w Szuminie w Nadbużańskim Parku Krajobrazowym i oni tam zwieźli full sprzętu…

Sokół mówił o tym, że jakby się z nimi tak zamknął to by wyszedł z płytą…

Tak. Oni tam mogli jamować, chodzić, gadać, pić piwko, palić pecynkę. Robiliśmy ogniska, zjedliśmy zdecydowanie za dużo kiełbasy, ale na szczęście nie wyszła z tego muzyczna kiełbasa. Powstała moim zdaniem ciekawa płyta i słyszy się różne numery, w różnych tempach, w różnej stylistyce, gdzie jest pierwiastek tego wyjazdu. Są tam dwa numery, które są kolaboracjami między artystami, które tam zostały zainicjowane. Dużo numerów wykorzystuje elementy, nagrane właśnie tam. Utwory były kończone w ramach grupy zamkniętej i jest to spójny materiał tych ludzi. Dla mnie to jest tak samo zajawkowy album koncepcyjny jak Nerka.

581

 

Co Cię zaskoczyło najbardziej na tym wyjeździe?

Profesjonalizm. To, że mamy w Polsce naprawdę profesjonalnych artystów muzyki elektronicznej, którzy zasługują na to, żeby się z tego utrzymywać i zarabiać na niej sensowne pieniądze. W niczym Ci najmłodsi nie ustępują zarobionym producentom muzyki popowej czy rockowej.

A kto zabrał ze sobą najwięcej sprzętu?

(śmiech) Chyba nie było tak, że ktoś przywiózł więcej, ale mieliśmy tam wszystko. Syntezatory, recordery, sampler, gitarę, piec, komputer, kontrolery, karty, dużo tego pojechało. Nie wiem czy ja nie wziąłem najwięcej, bo z naszego studio poszło najwięcej rzeczy. Przeróżne tam były sprzęty. Mogę Ci pokazać potem zdjęcia, czy możemy nawet zamieścić do wywiadu. Generalnie to była bardzo oryginalna sytuacja i nie kojarzę, żeby ktoś coś takiego organizował. Płyta, koncept okładki, nawiązanie do lasu, przestrzeni czy natury, a mówimy przecież o muzyce osadzonej w mieście, powiedziałbym nawet, że w wielkich aglomeracjach.

Czyli delikatny paradoks.

Na pewno kontrast.

Jak dużą odpowiedzialność czujesz przez kierowanie MOSTEM?

Dużo większą, bo odpowiadam przed kilkoma stronami. Przed artystami, których namawiam, żeby w to weszli i oni wchodzą do nowej inicjatywy, więc bazują na zaufaniu do mnie. Odpowiadam przed Prosto, bo umówiliśmy się, że ja ten label prowadzę a oni go finansują. Wiesz, oni też nie są instytucją charytatywną i na koniec to nie musi przynosić kokosów, ale nie można do tego dokładać na dłuższą metę. W S1 było zupełnie inaczej, bo wydawaliśmy płytę dopiero jak uzbieraliśmy na nią z oszczędności. Kolejna rzecz to sprawa publiczności. Docieramy szerzej, więc będziemy dużo bardziej na świeczniku i ludzie będą mieli dużo więcej do powiedzenia. Zobaczymy co ostatecznie powiedzą.

Czyli trochę między młotem, a kowadłem…

Jasne, ale sam się na to zapisałem. Jaram się tym i to jest najważniejsze w tej kulturze. Z tym właśnie była związana pewna moja frustracja przy S1, że muzyka undergroundowa ma tak małe dotarcie. Jest ukierunkowane do ludzi, którzy to super śledzą, ale to jest małą grupa. Napracujesz się przy płycie pół roku, albo dłużej, a kupi to 300 osób na winylu. To jest na koniec tak, że masz poczucie, że to jest zajebiste, ale powinno trafić do szerszego grona odbiorców. Przez specyfikę tej muzyki i tego rynku tak się nie dzieje. Mam zajawkę na to, że przynajmniej na samym początku dzięki Prosto i Sokołowi z ciekawości sprawdzi na sporo ludzi. No bo jeżeli artyści coś zrobili, to chciałbym dać tym ludziom szanse zwiększyć dostęp, a czy się zajarają to jest już inna sprawa.

44 (1)

 

 

Rozmawialiśmy o tym, że elektronika cały czas u nas rośnie w siłę, docenia się producentów i tak dalej. Od czego to się naprawdę zaczęło?

To jest chyba zbyt duże uogólnienie teraz. Ludzie u nas zawsze słuchali elektroniki, kiedyś mieli do niej słabszy dostęp. Ja jestem rocznik ‘85 i w latach ‘90 dzięki starszym kolegom słuchałem Prodigy, The Chemical Brothers, Aphex Twin czy całej wytwórni Warp, minimalu. Ludzie jeździli na Love Parade czy coś, tego było dużo. Ta elektronika potem zrobiła się trochę prostacka i dużo ludzi chociażby przez Manieczki nabrało do niej złej opinii. Z kolei na przełomie wieków w dużych miastach królował drum’n’bass, breakbeat potem electro/electro clash i ta elektronika zawsze była. Takie festiwale jak Astigmatic, Audioriver czy Tauron były i to nie jest kwestia ostatnich 5 lat. Powiedziałbym, że w mainstreamie EDM – który jest okrutny dla mnie, bardzo zły – jeżeli chodzi o kwestie estetyczne na pewno to spopularyzował. Na pewno przez to młodsi ludzie w Europie zaczęli więcej słuchać muzyki instrumentalnej. Pojawiły się kanały takie jak chociażby Majestic, gdzie była muzyka trapo-rapo-instrumentalna, Internet i Facebook jest też na pewno głównym kryterium. Ludzie poprzez to, że mają różnych znajomych widzą czego oni słuchają, followują różnych artystów i dostawają rekomendacje na Soundcloudzie i możesz tej muzyki więcej odkryć nie mając wiedzy o źródłach. Kiedyś to było trudniejsze. Był Soulseek, a przed tym za bardzo nie było nic. Mogłeś polegać na własnej wiedzy, czytać, polegać na starszych znajomych czy kupować płyty winylowe, co było niszowe i tyle. Teraz to bardzo łatwe jeśli chcesz. Fact Magazine, Resident Advisor, XLR8R plus blogi i masz. Ludzie czytają, słuchają i kumają. Młodsi u nas nie są w żaden sposób zacofani względem świata zachodniego. Mentalnie w kontekście kultury jesteśmy w tym samym miejscu. Przykład koncertu Andersona .Paaka, który dopiero będzie w mainstreamie, masa ludzi go zna, dużo kuma teksty i to jest zajebisty sygnał. Kolejna sprawa, że .Paak jest ze środowiska rapowego i nagrywa z Knxwledgem, który jest rapowy, ale też instrumentalny. Z drugiej strony Stones Throw wydaje Dam Funka, który nagrywa ze Snoopem, ale ma Q-Tipa gościnnie i jest znany ze strony elektronicznej, robi funk instrumentalny i jego utwory są przelotami instrumentalnymi.

Czyli MOST ma szansę jeszcze ten poziom w Polsce, chociażby przez profesjonalizację o czym wcześniej mówiłeś?

Myślę, że tak. Życzyłbym sobie tego. Wiesz, widzę nawet na prywatnym profilu, że chociażby Tytus z Asfaltu jest fanem o followuje wszystko co robimy, bo też rozumie to dobrze, że rynek się zmienia. Jeżeli wszyscy będziemy wpływali na to, że rynek dojrzewa to wszyscy na tym skorzystamy. Jeśli my robimy muzykę elektroniczną, to jakiś artysta np. hip-hopowy może wykorzystać jej więcej i ona będzie lepiej rozumiana przez ludzi. Masz Nosowską elektronicznie, połączenia w Radiu Czwórce, Męskie Granie… to się ciągle miesza od Zamilskiej i Peszkowej czy Sokoła, który robi MOST. Na pewno tu się złożyły dwa czynniki. Nasza prywatna relacja z Sokołem i to, że postanowiliśmy działać, ale zrobiliśmy to czując sens i autentyczność. Mamy kogo wydawać, artyści elektroniczni są gotowi na współpracę z Prosto i fani rapu to zrozumieją. The time is now.

 

Kixnare, Daniel Drumz, czy ogólnie Junoumi też poszerzyli horyzont słuchaczom rapowym na elektronikę.

Na pewno. Daniel Drumz, Kixnare teraz gra głównie house i bardzo dobrą muzykę klubową, cenię jego sety. Teilete też wyszedł z hip-hopu i produkuje połamane rzeczy, En2ak czy Przaśniki też, Spisek i Night Marksi też. Muzyka miejska to jest klucz. Wszyscy w latach ’90 słuchali hip hopu, chociażby Beastie Boys, Nasa…

Scyzoryka nawet…

No Liroya, Wzgórza czy Kalibra w minimalnej opcji. Molestę Skandal też wszyscy znają, ale ci którzy mieli otwarte głowy poszli dalej. To nie zamyka tego, ze mogą słuchać dobrego hip-hopu. Wiesz, masz też trend brainfeederowy… Kamasi Washington czy Mono/Poly, czy FlyLo. Cieżko ich zamykać w gatunki czy to jest jazz czy broken, czy hip-hop czy newbeat.

Flying Lotusa to ciężko w czymkolwiek zamykać.

That’s the point. Po co zamykać? Dla mnie to muzyka miejska. Wszystkie przestrzenie, które tworzysz w głowie, że raz położysz monodeklamacje, raz rap, raz śpiew, a raz samodzielny aranż. To jest ekspresja ludzi, którzy żyją w mieście i tego się trzymajmy.

Czyli nie warto dzielić na gatunki tylko patrzeć czy coś jest dobre czy złe?

Nie ma dzisiaj gatunków, tak jak w filmie czy muzyce. Warto czasem zrobić coś klasycznego, ale w szerokim myśleniu nikt raczej nie słucha jednego gatunku. Takie inicjatywy jak Red Bull Music Academy, gdzie łączysz artystów z różnych światów i dajesz im wykładowców z innych bajek i to działa owocując innymi rzeczami.

Takim crossem o którym mówisz, było u nas niedawno Albo Inaczej.

Też, tylko w drugą stronę, bo to bardziej opcja Niewidzialnej Nerki. My z chłopakami bardzo dobrze żyjemy, lubimy się. Powiem ci, że Stasiak czy Pjus są fanami tego projektu od pierwszego dnia. Albo Inaczej w sposób chyba nawet oficjalny chyba nawet inspirowało się Nerką. Trzeba łączyć. Takie rzeczy jak Mitch&Mitch, czy Mazolewski, który wydaje drugą płytę z remixami, gdzie na pierwszej był Eltron, chyba też Daniel Drumz. Teraz wychodzi kolejna i będzie prawdopodobnie koncert premierowy na Record Store Day w Teatrze Syrena, ale to musiałbyś z Grohem pogadać. Brodka, która miała remixy przecież, a Eltron ją remixował. Ostatecznie go nie wzięli i wyszedł na naszej kompilacji Red Bull Bass Camp, bo Kayax się na to zgodził i wyszedł w Uncanny Valley z Drezna u naszych kolegów. Według mnie to najlepszy remix. Jak sobie prześledzisz lata ’90 i takie postacie jak Kenny Dope z Masters At Work, który robił rapowe bity w stylu Funk Master Flexa, ale robił też houseowe rzeczy, albo numery które bazowały na portorykańskich korzeniach z East Village z Manhattanu i brzmieniach housowych, Burrel Brothers i ich wizjonerski Nu Groove. Jeszcze chociażby Artful Dodger, którzy teraz grali w Warszawie, 2step. To się się zawsze mieszało, nie wiem… chociażby Roni Size, Adam F, Goldie…

Z gorszych połączeń kojarzy mi się Three Six Mafia z Tiesto, z czego wyszła padaka…

Dj Premier też miał wpadki, ale to już są skrajne przykłady. W miękkim ujęciu bardziej to na przykład I:Cube z RZA nagrywał. Nie odkrywamy niczego nowego, ale polski rynek dojrzał do tego, żeby robić rzeczy, które są globalnymi ideami.

Czyli spokojnie możemy stwierdzić, że jeżeli ludzie w Polsce słyszą hasł„elektronika”, nie myślą o Manieczkach…

Myślę, że już dawno nie. Szczególnie, jeśli mówimy o odbiorcach Soulbowl czy innych kumatych ludziach do których chcemy mówić. Przynajmniej 10 lat jest już okej. Wiesz, mamy polskie labele, mamy polskie zajebiste festiwale. Dobra muzykę można usłyszeć na Tauronie, czy na Openerze, Up to Date i z tym jest luz. Nie wiem jak to przekłada się na siłę nabywczą w sklepach, ale o tym przekonamy się już niedługo.

Zatem czy będzie możliwe sprzedać kilka czy kilkanaście tysięcy krążka polskiego producenta elektronicznego, a nie zamknie się to w niszowych ilościach?

Życzyłbym sobie tego. Nasza kompilacja pewnie nie w takiej skali, bo wiesz, utwory po 7-8 minut bardziej wymagające, ale tu bardziej mi zależy na tym, żeby ludzie przekonali się chociaż częściowo do nowych nazwisk i żeby zszedł winyl, który dla muzyki klubo zorientowanej jest nośnikiem podstawowym. Jeżeli on znajdzie nabywców, to ja będę zadowolony.

Pewnie wszystko od Was będzie na winylach?

Prędzej czy później tak. Teraz ze względu na Record Store Day… no jest to duży problem dla wydawców, bo majorsy zapychają tłocznie. To nam krzyżuje plany. Nie chcemy też kisić na dysku tylko dlatego że nie możemy mieć winyla w tym samym momencie. MOST pewnie skorzysta z tej furtki, że Prosto ma bardzo dobrą fizyczną dystrybucję i zaczniemy od CD. Kompilacja bardziej winyl, może trochę CD też, bo słyszałem opinie, że to jest dobre do samochodu. To jest dla mnie sukces. Jeśli im to w samochodzie dobrze robi to ja się cieszę. Dobrze, jak muzyka nie przeszkadza.

Renesans w sprzedaży winyli to może za duże słowo…

Wiesz, w porównaniu do tego co było 10 lat temu to jest absolutny renesans, bo to są wzrosty rzędu kilkuset procent, tylko pytanie na co się to przekłada. Majorsy wydają 15 reedycję Dark Side of The Moon, czy ma to sens? Podobno pierwszy raz sprzedaż starej muzyki wyprzedziła sprzedaż nowej i nie wiem czy to jest do końca dobre. Wielu artystów współczesnych, bardziej niszowych a genialnych ma szerszy horyzont niż ci starsi, a mają problem, żeby się przebić, bo jest taki zalew muzyki. Kiedyś problemem było wydanie muzyki fizycznie, bo tylko tak mogłeś do ludzi dotrzeć. Dzisiaj to nie kłopot, bardziej chodzi o to, że jest tak dużo muzyki, że nie da się przez to przebrnąć, a dwa, że finansowo nie da się ogarnąć całej muzyki, którą byś chciał. Klęska urodzaju też jest problemem.

Polskie winyle elektroniczne można kupić chociażby w Japonii, Hatti Vatti też był tam z Misią Furtak bodajże na trzech koncertach…

No, nasze też będą tam dostępne.  Naphta teraz też ma w Japonii i gdzieś tam w Azji Kontynentalnej. Jeżdżą Polacy. Ostatnio była impreza przecież Transatlantyku, Ptaki, Selvy, Zambon w Rotterdamie.

Nie będziecie się ograniczać. Poza tym muzyka elektroniczna w większości nie ma słów, szczególnie polskich, więc łatwiej dotrze światowo…

Tak, to jest jej podstawowa zaleta. W kontekście lokalnym Polski jest to ograniczenie. Wiadomo, że zawsze ci się lepiej sprzeda to co jest ze słowami, szczególnie polskimi. To jest absolutnie przepaść. Większość ludzi słucha muzyki, którą rozumieją i która do nich trafia w najprostszy sposób. Muzyka elektroniczna jest rzeczą wymagającą i w całej skali jest rzeczą niszową tak jak muzyka poważna. W kontekście globalnej eksploracji rynku elektronika z Polski ma większe szanse niż muzyka śpiewana po polsku. Dawid Podsiadło wydaje płytę w wersji angielskiej i spoko. Chociażby nasza kompilacja S1 zagościła w sklepach środowiskowych na całym świecie. W Japonii, w Berlinie, San Francisco, Londynie, Rotterdamie te sklepy, które szanuje najbardziej mają moją płytę. W kontekście ambicjonalnym to jest super. Z MOSTem chcemy iść o krok dalej i sprzedawać tam muzykę, nie w opcji kupna jednego czy dwóch egzemplarzy, tylko żeby realnie polska muzyka zaistniała za granicą. Ważne jest, żeby mieć dobrego dystrybutora, który ma kontakt ze wszystkimi i wyśle tam, gdzie trzeba.

Rozmawialiście o tym w Muzyce Nowoczesnej z Grohem, ale te wejścia były tak krótkie, że dyskusja się ucięła…

To mnie wkurzało, tak jak w radiu. Dlatego wolę wywiady (śmiech). Bo nam machał ten od Wojewódzkiego… Figurski. On był wydawcą i producentem.

 

 

W Polsce hip-hop…

Obok disco polo gatunek numer jeden. Dużo muzyki można różnie traktować jako disco polo. W skali jej przaśności, jeżeli jest pseudo charakterna to poziom jej nieskomplikowania sprawia, że trafia szeroko. Większość artystów niektórych wytwórni robi prostacką muzykę dla totalnie prostych ludzi. Bracia Figo Fagot, majteczki w kropeczki…

Weekend

Dokładnie, to niczym się nie różni. Kto z tych odbiorców masowych – dzieci z gimnazjum – które jarają się tym, że mogą sobie poprzeklinać przy piosence, wie realnie kim był Popek w Firmie, Borixon we Wzgórzu i tak dalej. Nie wiedzą.

Po prostu dla nich nagle wyskoczył Popek, który ma tatuaże, jest śmieszny i tyle.

A Robert M jest człowiekiem, który najlepiej rozumie biznes internetowy w Polsce. Nie ma żadnych zahamowań, jeżeli chodzi o to co można zrobić w muzyce i co będzie dyskusyjne. Dlatego odnosi takie sukcesy. Poznałem go kiedyś, byliśmy razem na sylwestra. Bardzo miły gość, ale ma określony cel.

Wiadomo jaki.

Tak.

Do jakich światowych wytwórni życzyłbyś sobie żebyście równali z MOSTem. Wiesz, tak pod kątem idei.

To jest fajne pytanie. Zastanawiałem się nad tym od samego początku. Jest kilka labeli, gdzie podziwiam artystów i pomysł na nie. Wymieniony Brainfeeder, Stones Throw z drugiej strony Warp, R&S Records, ale też lubie małe labele, bo jestem diggerem i DJem. Na przykład mały szkocki label związany z małym sklepem w Edynburgu – Firecracker – który wszystko robi ręcznie. Bardzo lubię labele związane z holenderskimi sklepami i dystrybucjami Rush Hour, Clone, one mają charakter od lat.  Jeżeli chodzi jednak o sam model w MOŚCIE i ukierunkowane komercyjne na rynek to lubię podawać przykład labelu XL Recordings w Anglii, który wydawał Prodigy czy Dizziego Rascala i oni mają sublabel Young Turks. Wydają Jamiego XX, FKA Twigs i tu już masz spory przekrój. Bardzo lubię Future Times z Waszyngtonu, undergrandowy label ekipy Beautiful Swimmers. Label o którym wspominałem – naszych znajomych – Uncanny Valley z Drezna, który jest z miasta, które na mapie Niemiec nie ma może najmocniejszej sceny, ale działają tak prężnie organizacyjnie i szczerze. Wydali kilkadziesiąt tytułów zarówno zespołów jak i pojedynczych artystów. Na wzmiankę zasługuje Future Classic, który może wydawać muzykę house’ową, czy w tempach klubowych jak i totalnie listeningową oraz jakieś progresywne rzeczy jak i newbeatowe historie. Są otwarci. Dużo tego jest.

A jakbyś miał wybrać jedną dla MOSTu?

Myślę, że Prosto i MOST jest jak XL i Young Turks. Tak bym sobie życzył, ewentualnie Ninja Tune i Big Dada. Tylko tam było odwrotnie, bo Ninja wydawało muzykę instrumentalną, a Dada rapowaną. Życzyłbym sobie, żeby ktoś o nas tak pomyślał, ale… tak to jest ten mechanizm.

Myślą przewodnią pierwszego numeru Gazety Magnetofonowej było pytanie czy polska muzyka ma swoje brzmienie. Czy polska elektronika ma coś charakterystycznego?

To jest pytanie, które padało do wszystkich rozmówców przy okazji filmu dokumentalnego dla Boiler Room i Stay True, które kręciliśmy z Markiem Bilińskim, Władkiem Komendarkiem, Eugeniuszem Rudnikiem, Noonem, Twardowskim i Phantomem… ja myślę, że dzisiaj jeśli chodzi o środki wyrazu, które są takie same jak na świecie to trudno to wyczuć na poziomie instrumentarium. W polskiej muzyce jest pewna charakterystyczna refleksyjność. Rzadko jest odkrywcza w sensie przebojowości i rzadko gra jak coś czego nikt nigdy nie słyszał. Wydaje mi się, że w Polsce coś takiego raczej się nie zdarza. Polacy potrafią przenosić to, co dzieje się na świecie w muzyce, na grunt naszej melancholii czy emocjonalności, która była w naszym jazzie czy rocku progresywnym. Ta melancholia i refleksyjność w polskiej muzyce chyba dalej jest. Ciągle mimo wszystko Polacy gdzieś tam tęsknią za tym wielkim światem i ciągle muszą walczyć o miejsce na świecie. To nie frustracja, bo nie jesteśmy krzyczący ani przebojowi tylko bardziej tacy do wewnątrz i skupieni na emocjach. To jest fajne.

 

Na koniec. Jaką płytę masz w samochodzie, jaką na gramofonie, jaką w mp3?

W samochodzie odświeżałem ZIP Skład Powszedni Chleb i ostatnią płytę JWP, bo bardzo lubię chłopaków. Na gramofonie DJ Kicks i kompilacja Moodymanna, która jest totalnie przekrojowa od soulu przez hip-hop, aż po Flying Lotusa. Dzisiaj z  kolei Side One przyniosłem najnowszy album Prince’a Thomasa Principe De Norte, który jest totalnie ambientowy.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

komentarzy