70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

„Dlaczego tu nie mieszkam?” – Imany po wczorajszym koncercie w stolicy

Data: 19 czerwca 2016 Autor: Komentarzy:

13414184_753310028144044_1051262845_n

Niewielu jest artystów zagranicznych, nie mam tu na myśli muzyków ze Stanów Zjednoczonych, którym udaje się zdobyć potrójną platynę w naszym kraju. Polska jednak pokochała The Shape of a Broken Heart w 2011 roku, a singiel promujący płytę „You Will Never Know” po dziś dzień prześladuje wszystkie komercyjne stacje radiowe nad Wisłą. Mija właśnie 5 lat od czasu premiery debiutanckiego krążka francuskiej wokalistki, a wczorajszy koncert w Progresji tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że miłość do Imany nie słabnie. Wręcz przeciwnie.

Koncert rozpoczął się długim instrumentalnym intro, po czym usłyszeliśmy pierwsze dźwięki „Don’t Be So Shy”. Po kilku minutach na scenie pojawiła się Imany — ubrana naprawdę skromnie, ale ze swoją charakterystyczną chustą na głowie. Nieco onieśmielona wypełnionym klubem, ale z uśmiechem na twarzy kontynuowała występ. Pełna życia i werwy zaśpiewała „No Reason No Rhyme”, kawałek otwierający jej ostatnią epkę There Were Tears, oraz zupełnie nowy numer „I’m Not Sick”. Poprzednia płyta była o złamanym sercu, na kolejnej, którą wydam w sierpniu, będzie nieco weselej — obiecywała. Przez ponad dwie godziny, Imany utrzymywała z publicznością świetny kontakt, opowiadając o poszczególnych piosenkach i życiu w trasie. Niezwykle ważny był wstęp do mocnego i pokrzepiającego „There Were Tears”, które zostało napisane z myślą o Nelsonie Mandeli. Muzyka nigdy nie zburzyła żadnego muru, ale zawsze może kogoś zainspirować do zmian. — mówiła. Trudno było się z nią nie zgodzić.

Energiczny koncert trwał w najlepsze, ale nawet po zagraniu fantastycznych „The Good The Bad & The Crazy”, „Please and Change”, „Slow Down” czy „Take Care” fani wokalistki nie pozwolili jej zejść ze sceny tak szybko. Dlaczego tu nie mieszkam? — pytała artystka, po niekończących się brawach. W pewnym momencie, Imany ściągnęła z głowy chustę i zaczęła wymachiwać głową na lewo i prawo niczym prawdziwa gwiazda rock’n’rolla. Wyobraźcie sobie więc jakiego rodzaju szczęście i radość nią targały. Jednym z ostatnim numerów, które kończył niezapomniany występ Francuzki, był wspaniały, akustyczny cover „I Wanna Dance With Somebody” z repertuaru nieodżałowanej Whitney Houston. To był ten moment, w którym zdecydowałam, że z pewnością wrócę na jesieni na kolejne show artystki. Tymczasem dziękuję za wczoraj. Do zobaczenia, Imany!

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475