
Jessy Lanza
Oh No (2016)
Hyperdub

Kolorowy synthpop, pokręcone disco, dynamiczne układy perkusyjne, pościelowy vibe współczesnego R&B i house’owa energia — muzyczny świat wyjątkowej Jessy Lanzy to nieustannie zmieniający barwy, nieprzewidywalny kolaż dźwiękowych wariacji pochłaniający swoją konsekwencją i brawurową lekkością. Po elektryzującym debiucie Pull My Hair Back dla Hyperdub z 2013 roku artystka powróciła ze zdwojoną siłą z fenomenalnym krążkiem Oh No.
Oba projekty zostały wyprodukowane we współpracy z Jeremym Greenspanem z Junior Boys, co przełożyło się na spójność analogowego słońca i surowości automatycznych bębnów. Jednakże tam gdzie Pull My Hair Back znacznie częściej tonęło w głębi bardziej downtempowych kompozycji i rekreacji nowoczesnej koncepcji R&B, Oh No jest zdecydowanie bardziej energetyczne i nieprzewidywalne. Przebojowe popowe piosenki zostały tu przystrojone mnogością zaskakujących dekoracji, jak przykładowo w bezlitośnie porywającym „It Means I Love You”, gdzie dziewczęca zmysłowość okraszona została szokującą obróbką wokalu romansującą z etykietą wonky oraz progresywnym, footworkowym wręcz aranżem afrobeatowych bębnów. Tak absurdalnie genialnych połączeń na płycie jest mnóstwo — „Never Enough” spaja żywioł Detroit techno z niepowtarzalnym klimatem lat 80-tych, który jest jednocześnie motywem przewodnim na przestrzeni całego krążka.
Salwy oklasków należą się również za próbę rewitalizacji popu w niezwykle oryginalny, choć czerpiący z doskonale znanych patentów sposób. Tematyka lekkomyślności nastoletnich uniesień miłosnych i przestrzenna senność wokalu Lanzy zostały należycie ubrane w kameralny, mięsiście charyzmatyczny groove i serie szalonych progresji. Tytułowe „Oh No” od pierwszych dźwięków przenosi nas w sam środek upojnej domówki sprzed trzydziestu lat, kończąc się na dziwacznie połamanym breaku, trzymanym w ryzach przez moderowany analogowy syntezator. Ze spokojniejszego wymiaru swojej twórczości Jessy nie zrezygnowała jednak zupełnie, oferując słuchaczom kojące numery pokroju balladowego „I Talk BB”, zamykającego całość łóżkowego „Begins” czy beatowo-ambientowego „Could Be U”. Oh No to czterdzieści minut kompletnego, czarującego, rozśpiewanego popu podanego w bardzo kreatywnej, niekonwencjonalnej wersji.
Najnowszy album Jessy Lanzy to także kolejny złoty strzał brytyjskiej oficyny Hyperdub. Pełne zaufanie wobec wizji artystki od samego debiutu, przez niebanalny, ubiegłoroczny singiel You Never Show Your Love z produkcją oraz remiksami reprezentantów Teklife i szalonego Bambounou, aż po najnowszy wpis w jej dyskografii to obraz konsekwencji otwierania swojego katalogu na dowolne interpretacje elektroniki i muzyki basowej, której obecność na Oh No jest bezapelacyja. Co więcej w kontekście dorobku samej artystki album zdaje się być przystawką wobec nadchodzących projektów sugestywnie malowanych namacalnym progresem z wydawnictwa na wydawnictwo.


Komentarze