Recenzja: Jamila Woods HEAVN

Data: 19 sierpnia 2016 Autor: Komentarzy:

CnGUEcWUcAAdOxb

Jamila Woods

HEAVN (2016)

Closed Sessions


Na przestrzeni ostatnich kilku lat Chicago stało się newralgicznym punktem na mapie muzycznego świata. Od dominujących w głównym nurcie hip-hopu i R&B nazwisk, przez budzący kontrowersje społeczne, aczkolwiek niezwykle płodny artystycznie ruch drill, aż po niszową reinkarnację ghetto house’u w postaci footworku. Dziś panteon najbardziej utalentowanych muzyków ze stanu Illinois powiększa się o genialną Jamilę Woods, znaną do tej pory głównie ze współpracy z Chance’m the Rapperem, Donnie’m Trumpetem i duetem Macklemore & Ryan Lewis. Młoda wokalistka, kompozytorka i poetka otwiera swój solowy katalog pięknym, afro-centrycznym, odświeżającym, kojącym i niezwykle świadomym projektem HEAVN — dostępnym zupełnie za darmo dzięki chicagowskiej oficynie wydawniczej Closed Sessions.

Tematycznie otrzymujemy tutaj jeden z najciekawszych i najlepiej zrealizowanych projektów bieżącego roku. Tętniące soulową głębią i żywym groovem utwory dobitnie poruszają poruszanymi zagadnieniami — dumą z pochodzenia, dojrzałym feminizmem, apoteozą natury i afirmacją życia. Na HEAVN Jamila Woods maluje zdumiewająco plastyczny obraz świadomej Afroamerykanki, silnej kobiety łaknącej miłości, równowagi i sprawiedliwości, a przede wszystkim człowieka utopionego w fascynacji cudem życia. Na papierze większość z tych zwrotów może trącić banałem, szczególnie że sporo prób przełożenia wprost tak wzniosłych idei na muzykę i słowa kończy się wymownym fiaskiem. Jednakże w przypadku debiutanckiego albumu Woods sprawa wygląda zupełnie inaczej — dzięki naturalnie szczerej ekspresji wokalnej nawet najbardziej oczywiste określenia nabierają tutaj właściwego znaczenia (jak chociażby w bardzo bezpośrednim numerze „Lonely, Lonely” z Lornie Chią). W „In My Name” wokalistka udziela nam surowej lekcji fonetyki na temat wymowy swojego imienia, jednocześnie zaznaczając wartość i piękno własnego dziedzictwa kulturowego. „LSD” z Chance’m the Rapperem to oda do rodzinnego Chicago i istotnej dla piosenkarki drogi ekspresowej Lake Shore Drive. „Holy” przypomina nam, jaką wartością jest miłość do samego siebie, a fenomenalne „VRY BLK” to afrocentryczny hymn, który najładniej kwituje wers „All I wanna do is find love and be happy” z gościnnej zwrotki NoName.

Warstwa muzyczna, za którą w większości odpowiadają oddCouple i Peter Cottontale, to porywający neo-soul, pulsujący życiem adekwatnym do przekazu płyty. Rozbujane, uśmiechające się wobec spuścizny Soulquarians produkcje są jak najwygodniejsze pufy z granulatem, które wszyscy próbujemy zająć, gdy odwiedzamy ich właścicieli. Miękkie linie basowe, ciepłe brzmienie gitar i delikatnie huśtające bębny składają się na czarująco kompletną, z miejsca wciągającą podróż wgłąb bogatej i wrażliwej duszy Jamili. Oryginalna, niemal dziecięca i pozytywnie skrzekliwa maniera wokalna piosenkarki zapewne znajdzie też przeciwników, choć jest mi niezwykle trudno wyobrazić to sobie. Jeżeli kochasz To Pimp a Butterfly i tęsknisz za Baduizmem, nie zwlekaj i fruwaj na chmurce uszytej przez tę cudowną płytę.

Komentarze

komentarzy