Wydarzenia

Recenzja: Imany The Wrong Kind of War

Data: 10 września 2016 Autor: Komentarzy:

imany

Imany

The Wrong Kind of War (2016)

Island Records

Sukces debiutanckiego albumu Imany The Shape of a Broken Heart to głównie zasługa niemalże akustycznego singla „You Will Never Know”, który na francuskiej i polskiej publiczności zrobił równie duże wrażenie co „Down on My Knees” Ayọ ponad dekadę temu. Pomimo ogromnego zainteresowania twórczością Imany, ta nie śpieszyła się z kolejnym krążkiem. Najpierw pracowała nad ścieżką dźwiękową Sous les jupes des filles, następnie zaszła w ciążę i zajęła się życiem prywatnym, a my koniec końców skończyliśmy z epką There Were Tears w rękach i odbiornikach. Jasne, pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą, ale czy warto było czekać na The Wrong Kind of War aż tyle? I tak, i nie.

Przede wszystkim Imany serwuje nam powtórkę z rozrywki w warstwie muzycznej. W dalszym ciągu jej twórczość podyktowana jest nierówną mieszanką afrykańskiego popu, soulu inspirowanego Niną Simone czy Tracy Chapman i ascetycznym folklorem. To nie zarzut — drastyczna zmiana w tej kwestii mogłaby bardziej zaszkodzić niż pomóc, ale brakuje tutaj jakichś elementów zaskoczenia, świeżego powietrza. Materiał otwiera iluzjonistyczne „Save Our Soul”, które poniekąd swoim śmiałym i posępnym wydźwiękiem nakreśla charakter całej płyty. Imany nieustannie śpiewa o miłości i choć robi to pięknie w nieco pretensjonalnym „No Reason No Rhyme” czy niezwykle intymnej balladzie „I Long for You”, nie zawęża tego zagadnienia tylko do relacji damsko-męskich. Dzięki takim numerom jak inspirowane śmiercią Nelsona Mandeli „There Were Tears”, zdecydowanie najjaśniejszy punkt tego zestawienia, niezwykle gorzkie „The Wrong Kind of War” czy tętniące życiem „Silver Lining (Clap Your Hands)” sięga do swoich korzeni, stając się jakby głosem całego pokolenia dzieci emigrantów przybyłych do Francji z odległego kontynentu kilkadziesiąt lat temu. Można by w tę retorykę wejść jeszcze głębiej i mocniej, dodając do tego doświadczenia zdobyte w Stanach Zjednoczonych, kiedy Imany pracowała jako modelka, ale najwyraźniej wokalistka wybrała zachowawczy ton mówienia o wartościach takich jak pokój na świecie czy miłość bliźniego do drugiego człowieka. To zapewne i wada, i zaleta zarazem. Naturalnie płyta zyskała na spójności, ale z drugiej strony może wydawać się nużąca dla kogoś, kto na pamięć zna dyskografię Nneki, Oceany czy Y’akoto.

W ostatecznym rozrachunku The Wrong Kind of War nie zaskoczy dotychczasowych fanów wokalistki, ale również nie pozostawi uczucia niedosytu. To po prostu dobra kontynuacja poprzednika, utwierdzająca nas w przekonaniu z jakiego rodzaju artystką mamy do czynienia. Dla wszystkich tych, którzy łakną odrobiny egzotyki opakowanej w przyswajany sposób i tych, którzy potrzebują szczerego komentarza do otaczającego nas świata, zamkniętego w niezbyt wyzywającej oprawie.

Komentarze

komentarzy