
Reks
The Greatest X (2016)
Brick Records

Reks do tej pory sprawdzał się jako autor pojedynczych płyt. Krążek ze Statik Selektah czy chociażby Rythmatic Eternal King Supreme pokazują, że potrafi nagrywać bardzo dobre materiały. Teraz postanowił spróbować sił z podwójnym CD i efekt niestety nie jest zadowalający.
Zacznijmy od tego, że większość albumu utrzymana jest w boombapowej stylistyce. To oczywiście nie dziwi, bo nie od dziś przecież wiadomo, że reprezentant Bostonu nagrywa płyty właśnie w takim klimacie. Problem polega na tym, że większość materiału jest raczej monotonna. Co prawda podkłady bujają jak trzeba, producenci robią świetną robotę — tych Reks wybrał sobie naprawdę nieprzeciętnych — prawdziwe petardy produkują Buckwild i Nottz, ale są też chociażby Black Milk, Large Professor i Audible Doctor. Tylko co z tego skoro krążek jest po prostu przewidywalny. Nie wszystko oczywiście brzmi tu klasycznie, ale gdy tylko Reks stara się pójść w inną, bardziej nowoczesną stronę, zazwyczaj wychodzi na tym jeszcze gorzej. Jego styl i głos nie pasują do nowoczesnych syntetyków, a podkłady wyselekcjonowane do tych numerów też pozostawiają wiele do życzenia.
Drugi problem z The Greatest X jest taki jak dużej części tego typu wydawnictw — jest to materiał do granic możliwości przeładowany. Zawiera trzydzieści pięć piosenek i trudno odsłuchać całość za jednym razem. Wystarczyłoby skrócić go do jednej płyty zwierającej jakichś dwanaście tracków i byłoby po sprawie. Tymczasem w obecnej formie to materiał dla prawdziwych długodystansowców.
Wydaje się, że wszystkie te wady spisują płytę na straty. Nie do końca. Sam Reks jak zawsze daje radę i o dziwo udaje mu się nie marudzić na mikrofonie przez większość czasu. Bierze na tapet ważne i aktualne tematy, jest sprawnym obserwatorem rzeczywistości i ujmuje to samo zagadnienie z kilku różnych perspektyw. Przykładowo — zaraz na początku pierwszego krążka skupia się na przemocy policji wobec czarnych mieszkańców Ameryki, a nieco później rapuje także o przemocy, ale wewnątrz społeczności afroamerykańskiej. Poza tym zawsze był dobrym technicznie raperem i to się na The Greatest X potwierdza.
Nie zmienia to jednak faktu, że podwójny krążek w wydaniu Reksa to muzyczna monotonia, nawet mimo obecności klasowych beatmakerów. Ten przykład pokazuje, że tylko najwięksi mogą porywać się na tak długie wydawnictwa. Reks do tej grupy niestety się nie zalicza.


Komentarze