70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Recenzja: Rag’n’Bone Man Human

Data: 22 marca 2017 Autor: Komentarzy:

Rag’n’Bone Man

Human (2017)

Columbia/Sony Music

Wydaje się zasadą, że utalentowani wokaliści, którzy wybili się w ostatnich latach, zaczynali jako głosy do wynajęcia w muzyce klubowej. Tak przecież było w przypadku Jamesa Blake’a, Elizy Doolittle, Sama Smitha czy Jessie Ware. Ci artyści bez żalu rzucili gatunek, z którego ich wyłowiono i robią swoje, podbijając przy okazji listy przebojów na starym kontynencie (i nie tylko). Tę samą historię dzieli Rag’n’Bone Man, który przez 15 lat tułał się po Anglii jako członek garażowych grup hip-hopowych i drum’n’bassowych. W końcu jednak nadszedł czas debiutu, zapowiadanego przez doskonały singiel „Human”.

Na tym krążku słychać wyraźnie, że dusza Rory’ego zakorzeniona jest w soulu, bluesie i gospelu, a siła jego głosu jest piorunująca. Nic więc dziwnego, że na pierwszy plan postanowiono wysunąć właśnie wokal artysty. Przez większość płyty można jednak odczuć, że Brytyjczyk operuje jedynie w bezpiecznych granicach skali, rzadko decydując się jakiekolwiek odważne posunięcia. Wyjątkiem jest zachowane na koniec „Die Easy”, brawurowy popis wokalny autora trwający zaledwie dwie i pół minuty. W dobie auto-tune’owych pierników doceniam taką manifestację talentu.

Przez wiele lat Rag’n’Bone Man chciał być MC, ludziom jednak bardziej przypadł do gustu jako bluesman. Swoje marzenie o rapowaniu 32-latek spełnił wreszcie na tej płycie, gdzie w utworze „Ego” pozwolił sobie na szesnastkę. Obok „Ego” hajlajtami albumu są: niebanalna piosenka o miłości „Skin” czy „Innocent Man”. Dodać do nich należy także bardzo osobistą „Odettę” o córce przyjaciela Rory’ego i „Arrow” — najlepszą wśród pozycji na trackliście utrzymanych w szybszym tempie. Płytę można bowiem podzielić na dwie części — pierwszą balladową i drugą żywszą. Za produkcję albumu odpowiadają Mark Crew, powiązany z zespołem Bastille, oraz Johnny Coffer, który współpracował z Beyoncé i Naughty Boyem. Obaj panowie doskonale wiedzieli, jak chcą uchwycić Grahama i przedstawić go światu — jako chłopca wędrującego po smutnym świecie. Tematyka tekstów na albumie obraca się zresztą wokół człowieka i rzeczy powiązanych z jego egzystencją.

Przy tworzeniu krążka Human skupiono się w dużej mierze na doskonaleniu strony technicznej i posłużono się przy tym bezpiecznym wariantem wokalnym i przez to album trochę traci. Nie warto natomiast zamykać się po tym debiucie na Rag’n’Bone Mana, bo to świetny facet i bardzo utalentowany wokalista, a jego bluesowe i gospelowe inspiracje pozwolą na stworzenie jeszcze wielu prawdziwych przebojów, których jak tlenu potrzeba nam dziś w muzyce pop. Tym samym Human, pierwszy popowy krążek Brytyjczyka, można bez wątpienia uznać za sukces.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475