70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Recenzja: Sarius czaseM EP

Data: 19 kwietnia 2017 Autor: Komentarzy:

Sarius

czaseM EP (2017)

Na Soulbowlu nie pojawia się zbyt dużo treści związanych z polskim rapem i składa się na to wiele czynników, które warto kiedyś będzie na łamach strony poruszyć. Tymczasem dzisiaj bierzemy na tapet nowego Sariusa, który zasługuje na zdecydowanie więcej rozgłosu.

Świetne, ubiegłoroczne I żyli długo i szczęśliwie nie odniosło sukcesu adekwatnego do jakości tego materiału, a na pewno nie w stosunku do ocen recenzentów. Podejrzewam, chociaż tylko mogę gdybać, że był to jeden z głównych powodów, przez które Sarius ogłosił koniec kariery na swoim fanpejdżu na Facebooku. Fala wsparcia od bliskich i fanów spowodowała, że niedługo później dostaliśmy od rapera kolejny projekt — tym razem EP-kę. Akcja marketingowa czy niemoc artystyczna? Nie zastanawiamy się nad tym, bo materiał, który ukazał się własnym sumptem przy współpracy z tylko jednym producentem nie pozostawia wątpliwości, że zakończenie kariery tego młodego artysty byłoby ogromną stratą dla naszej rodzimej sceny. Mimo że to tylko siedem utworów, totalnie wystarczają, by pokazać absurdalny wręcz progres rapera z płyty na płytę. Sarius rozsadza energią i pewnością siebie każdy podkład, który przygotował mu Gibbs. Bas mocno buja karkiem, cykacze usiane są gęsto, a syntezatory rozgrzane do czerwoności i właśnie na takich mocnych, trapowych podkładach Sarius brzmi najlepiej. Słychać wpływ Tysiąclecia, mimo że to nie typowa uliczna płyta. To własna ambicja i frustracja dorosłą rzeczywistością nakręcają maniakalne wręcz szlifowanie warsztatu. I takiej właśnie ambicji brakuje młodej polskiej scenie. Warsztatu z kolei może pozazdrościć Sariusowi całe grono rapowych weteranów. Wyraziste flow, świetne refreny, płynne przyśpieszenia („Antyhajp”!), absolutnie brak nudy pod tym względem. Na tak krótkiej EPce znalazło się miejsce na nieco podśpiewywany rap („Nocna Straż”), jak i chłodne momenty, gdzie ważone jest każde słowo („Tip Top”). Tekstowo ciężko mówić o rewolucji w stosunku do poprzedniego albumu, jest dużo bardziej agresywnie, dosadniej, niż ostatnio. Przewija się rozczarowanie, które w przeciwieństwie do większości polskiej sceny nie ciągnie w dół a nakręca do jeszcze cięższej pracy. Młody, gniewny pasuje jak do nikogo innego.

Samozwańczy Dziedzic Korony znajduje tą EP-ką miejsce na odrobinę oczyszczenia, które, mamy nadzieję, jeszcze bardziej nakręci jego kreatywny głód. Patrząc na to jak płodny jest najlepszy młody wilk czwartej edycji organizowanej przez Popkillera akcji, myślę, że możemy spodziewać się kolejnego projektu jeszcze w tym roku. Przyda się jeszcze trochę pracy nad warstwą liryczną, może konceptem, który trochę bardziej zepnie w muzyczną całość rozliczne pomysły, jakie ma na siebie Sarius. Na szczęście do tego czasu nie zostajemy pozostawieni sami sobie, ale sam na sam z czaseM EP w głośnikach.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475