Recenzja: Smolasty Jestem, byłem, będę

Data: 15 maja 2017 Autor: Komentarzy:

Smolasty

Jestem, byłem, będę (2017)

Warner Music

Postać Smolastego jest znana polskim słuchaczom hip-hopowym od czasu wyprodukowania przez niego albumu Lot 022 Kaza Bałagane. Sprawnie i z finezją wprowadził westcoastowe brzmienie Mustarda na polski rynek, co zakończyło się sukcesem, bo odbiór krążka był bardzo pozytywny. Norbert Smoliński jest także jednym z tegorocznych Młodych Wilków Popkillera i stworzył między innymi kolaboracyjny utwór promujący wydawnictwo — „Dla nas”. W tak zwanym międzyczasie Smoła podpisał kontrakt z wytwórnią Warnera, czego efektem jest debiutancka EP-ka. Celem krążka Jestem, byłem, będę miało być zdobycie szerszego grona słuchaczy i wprowadzenie ich w świat ulubionego brzmienia już teraz nie tylko producenta, lecz także wokalisty.

Na trackliście znalazło się siedem utworów — próba stworzenia przez Smolastego wizytówki. Po wielu odsłuchach śmiem stwierdzić, że można tu znaleźć analogię do 7 grzechów głównych. Otwierający tracklistę numer to „Tłumy” — ten sam kawałek, który znalazł się również na kompilacji Młodych Wilków (w wersji z gościnną zwrotką ReTo). Pierwszym grzechem jest pycha, a w tekście Smoła przedstawia wyobrażenie siebie jako megagwiazdy porywającej ogromną rzeszę ludzi. Następny na liście jest „Cały klub to my”, czyli chciwość — tu usłyszeć można „Kiedy wchodzę, wiem co chcę — z tego klubu zabrać cię”, co może oznaczać, że artysta od pierwszego wejrzenia chce mieć kobietę tylko dla siebie, a nie łudźmy się — chodzi o różne kobiety przy różnych okazjach. Kolejny, grzech nieczystości, bywa najczęściej kojarzony z nieczystością seksualną, a w tracku nr 3 pt. „Pół żartem & pół serio” jest prawdopodobnie mowa o rozwiązłości kobiety — „Robiłaś z nimi to co z tobą ja”, „Zła karma dopada dziś cię”. Dalej chodzi o zazdrość — w numerze „Ty masz mnie” najłatwiej zinterpretować tekst w tę stronę. W tytułowym kawałku autor jest zakochany, do takiego stopnia, że nie może żyć bez dziewczyny, do której kierowane są słowa utworu. Nieumiarkowanie w miłości jak nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Każda z tych trzech rzeczy jest nam niezbędna do życia. „Stereotyp” z grzechami można powiązać w najmniejszym stopniu — zahaczyć tu się można tylko o ewentualny gniew Smoły za plotki na jego temat, które miałaby usłyszeć wybranka artysty. Pozytywna melodia naturalnie odrzuca negatywne emocje, być może schowane gdzieś głębiej.

Spośród wszystkich istniejących na świecie epitetów na pewno nie można powiedzieć, że Smolasty jest leniwy (ostatni grzech). Ten chłopak ciężko pracuje nad tym, aby muzycznie otworzyć (bądź uświadomić) polską publiczność na nowe, aktualne brzmienie. Muzyka z utworu „Diamenty”, w którym gościnnie zaśpiewała Kinga Pędzińska przypomina odrobinę podkład „Diamonds” Rihanny. Dziewczęca zwrotka jest napisana genialnie i to jest element tego wydawnictwa, który zdecydowanie warto podkreślić. Wracając do grzechów i analogii w tekście, w zamykającym krążek numerze można jedynie powiedzieć o ewentualnej leniwej miłości — a to wcale nie musi być nic złego.

Najwyższa nota należy się warstwie muzycznej, bo bardzo miło i z uśmiechem na twarzy słucha się rodzimego R&B, które brzmi tak jak to z zza oceanu. Silne inspiracje najważniejszymi obecnie postaciami półświatka tego gatunku przekładają się na wysoką jakość materiału jak na polskie realia. Nad tekstami można by jeszcze popracować, bo brzmią jednak dość banalnie, aczkolwiek, jak widać powyżej, da się z nich wyciągać pewne przemyślenia. Smolasty jest niestety nieco osamotniony w swojej misji, a szkoda, bo Jestem, byłem, będę udowadnia, że nasi rodacy mogą tworzyć równie chwytliwą muzę co amerykańskie gwiazdy.

Komentarze

komentarzy