Recenzja: Sinjin Hawke First Opus

Data: 22 maja 2017 Autor: Komentarzy:

Sinjin Hawke

First Opus (2017)

Fractal Fantasy

Mogłoby się wydawać, że Sinjin Hawke już jakiś czas temu na dobre zadomowił się w czołówce świata muzyki elektronicznej. Pseudonim Alana Stanleya Soucy’ego Brinsmeada nieprzerwanie pojawia się w największych międzynarodowych publikacjach niemalże od początku drugiej dekady XXI wieku, czyniąc go jednym z najbardziej pożądanych obecnie producentów. Jednakże jego dyskografia wygląda wbrew pozorom dość skromnie — dwie EP-ki wydane nakładem Pelican Fly, kilka singli i remiksów oraz pojedyncze produkcje dla artystów ze świata hip-hopu czy R&B. Całe szczęście w przypadku Hawke’a nie chodzi tutaj tylko o zainteresowanie medialne, a o niespotykane dotąd brzmienie, które definiuje wraz z Zorą Jones pod szyldem ich wspólnej oficyny Fractal Fantasy. Brzmienie, które zwróciło uwagę takich artystów jak Kanye West, Just Blaze czy DVA. Debiutancki longplay zatytułowany First Opus eksponuje tę futurystyczną hybrydę hip-hopu, future bassu, wonky i wielu innych składowych na pierwszym planie, ale nie jest tylko podsumowaniem dotychczasowych osiągnięć muzyka — to bardzo świadoma i świetnie zrealizowana deklaracja artystyczna, która bez wątpienia doczeka się dojrzewającej kontynuacji.

Jeśli założyć istnienie dwóch równoległych wszechświatów o zbliżonej osi czasu, wówczas można wyobrazić sobie dwojakie rozwiązanie inspiracji takimi gatunkami jak hip-hop i brytyjska muzyka basowa — z jednej strony na myśl przychodzi brudny samplowany sound ociekający nostalgią lat 90-tych, z drugiej zaś futurystyczna, cyfrowa, dystopijna przestrzeń, lawirująca między muzyką klubową a dekonstrukcją tych schematów. Rzecz jasna jesteśmy na tyle kreatywnym muzycznie gatunkiem, że oba rozwiązania i wiele pośrednich istnieje w naszym wymiarze równocześnie, a czołowym reprezentantem drugiej idei jest właśnie Sinjin Hawke. Format zapoczątkowany prawdopodobnie przez wydawnictwa DVA dla brytyjskiego Hyperdub oferuje kolorowe, a zarazem bardzo mechaniczne brzmienie oślepiające neonową jaskrawością i surrealizmem gier komputerowych, zakotwiczone w najróżniejszych odłamach tanecznej elektroniki, niejednokrotnie sprowadzanej do IDM-owych załamań rytmicznych. Na First Opus niewiele jest miejsca dla klasycznych elektronicznych aranżacji, choć artysta w żadnym wypadku nie rezygnuje z fundamentalnych budulców takowych kompozycji. „Nailgun”, jedna z najbardziej pokręconych pozycji na albumie, oparta została na snapowych patentach, tak skutecznych na rynku hip-hopowym jeszcze dziesięć lat temu, oraz na dzikich kaskadach 808-owych tomów, które z pozornie chaotycznych taktów w odpowiednich momentach przeradzają się w niezwykle taneczne układy perkusyjne. W przypadku kolejnego na liście „Flood Gates” podobna myśl zrealizowana została przez bardziej futurebassowy pryzmat, ociekający letnim, metalicznym funkiem — tak dobrze znanym zarówno hip-hopowym tradycjonalistom jak i współczesnym producentom chociażby z obozów Brainfeeder czy Soulection.

Sinjin Hawke wydaje się przede wszystkim wybornym słuchaczem, który na potrzeby skonstruowania swojego brzmienia wziął na warsztat praktycznie wszystkie około-elektroniczne gatunki i nisze pojawiające się na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, okraszając je zarówno hip-hopowym jak i futurystycznym, internetowym sznytem. Otwierające album „Monolith (Overture)” rozpoczyna się niepokojącą ambientalną przestrzenią, wprowadzającą w hałaśliwą harmonię wokaliz (których nadużywanie, choć w charakterystyczny sposób i chwilami z bardzo absorbującymi rezultatami, wydaje się być jedną z nielicznych wad krążka), ostatecznie rozwijającą się w powalającą część rytmiczną z werblami swingującymi jak za czasów najlepszych produkcji Just Blaze’a z pierwszych dwóch części The Blueprint Jay’a Z. Zresztą, okolice 2005 roku wydają się newralgicznym punktem na osi czasu inspiracji Hawke’a — utwory pokroju „Dawn of Infinity” czy „Cold Blood” są swego rodzaju próbą przetłumaczenia takich klasyków jak The College Dropout Kanyego Westa czy Be Commona na język dzisiejszej elektroniki, gdzie bogaty sampling i melodyjność spotykają się z niskimi częstotliwościami i trapowymi cykaczami.

Mimo wyjątkowo spójnego i kwieciście zdigitalizowanego brzmienia First Opus ma w zanadrzu wiele pozornie porozrzucanych estetycznie stylistyk, które udało ubrać się w ujednolicony koncept. Od brytyjskich rave’ujących bassline’ów („They Can’t Love You”) i proto-amen breaków („Snow Blind”), przez tropikalne patenty („Don’t Lose Yourself to This”) i chicagowski footwork („Divination”), po wspomniany XXI-wieczny hip-hop, debiutancki materiał Sinjin Hawke’a z miejsca staje się wiodącym reprezentantem eksperymentalnego, futurystycznego i bardzo scyfryzowanego brzmienia muzyki basowej obok takich pozycji jak 100 Ladies Zory Jones z 2015 roku i ubiegłorocznego Notu Uronlineu autorstwa DVA.

Komentarze

komentarzy